Adam Oleś jest w kopalni „Krupiński” starszym geologiem górniczym. O swojej pracy mówi tak: – Wykonujemy prace badawcze, szukamy węgla. Ustalamy, gdzie ma być ściana, ile jest w niej węgla, gdzie jest uskok. Jak są problemy w ścianach, to zjeżdżamy na dół, analizujemy sytuację i podejmujemy decyzję, co z tym zrobić.
Kiedy wraca po dniówce do domu, zapomina o tym, co było w kopalni, bo pochłania go jego pasja, którą jest gra na wiolonczeli. Muzyce, jak zaznacza, poświęca coraz więcej czasu. Skąd ta umiejętność gry na dosyć trudnym instrumencie, jakim jest wiolonczela?
– Mam wykształcenie muzyczne – wyjaśnia Adam Oleś. – Skończyłem podstawową i średnią szkołę muzyczną w klasie wiolonczeli. Ale później, za namową wujka, zdecydowałem się na geologię, najpierw w policealnym studium miernictwa górniczego w Chorzowie Batorym (już nie istnieje – red.), a następnie na Wydziale Geologii w krakowskiej AGH. Nie był to jakiś przypadkowy wybór, bo geologia też mnie interesowała.
Ten wybór uzasadnia również tym, że nie chciał zostać muzykiem, bo uznał, iż nie będzie muzykiem wybitnym, a tylko tacy się liczą. – Może zabrakło mi wiary w swoje możliwości. Może granie mnie znużyło – zastanawia się.
Muzyka sama przychodziła
Mimo, że przez kilka lat na co dzień nie zajmował się muzyką, ona sama do niego przychodziła w różnych formach.
– W czasie studiów na AGH dużo muzykowaliśmy z kolegami w akademikach. Na wiolonczeli grałem często na ulicy Floriańskiej w Krakowie – opowiada Oleś.
Po studiach był przez rok w USA. W Chicago, gdzie pracował, zetknął się z amerykańską sceną jazzową i bluesową. – Słuchałem tam dużo tej muzyki – wspomina. – Za zarobione pieniądze kupowałem głównie płyty, które wysyłałem do Polski. Ta edukacja muzyczna dużo mi dała.
W 1996 r. Oleś rozpoczął pracę w kopalni „Krupiński”. Wydawało mu się, że od tego momentu temat grania wygasł na dobre. Ale, jak się okazuje, tylko tak mu się wydawało.
Któregoś dnia spotkał dobrego znajomego, Grzegorza Karnasa, który jest nauczycielem w Akademii Muzycznej w Katowicach, a także znanym wokalistą jazzowym, koncertującym w kraju i za granicą.
– Dzięki niemu wróciłem do muzyki – relacjonuje Oleś. – Wpadł na pomysł, żeby wykorzystać wiolonczelę, kojarzoną z muzyką klasyczną, do grania muzyki jazzowej. Zaczął zapraszać mnie do swoich projektów muzycznych i tak to trwa do dziś. Jeżdżę z jego zespołem na koncerty i festiwale w Polsce i za granicą, we Francji, Niemczech, Czechach. Gdyby Grzegorz mnie nie zaprosił do współpracy, pewnie grałbym na wiolonczeli tylko w domu, dla siebie, dla żony, dzieci.
Pierwsza płyta
Dzięki współpracy z Grzegorzem Karnasem, Oleś poznał wielu znanych muzyków jazzowych, m. in.: Michała Tokaja (pianista, laureat „Fryderyka”), Sebastiana Frankiewicza (perkusista) oraz wokalistki jazzowe: Grażynę Auguścik (na stałe mieszka w USA), Agę Zaryan. Zagrał także z Kasią Kowalską.
Przed rokiem zdecydował się na nagranie własnej płyty. Do współpracy zaprosił Grażynę Auguścik. Efektem jest wydana w 2008 r. płyta „Dobrej nocy i sza”. Jest ona załącznikiem do książki, zbioru bajek, których autorką jest Dorota Hartwich.
– Pomysł był taki, żeby stworzyć książkę okraszoną kołysankami z kilku państw europejskich – komentuje Oleś. – Ja jestem producentem muzycznym płyty i współautorem aranżacji.
Grażynie Auguścik akompaniują: Jarosław Bester (twórca Krakau Klezmer Band, obecnie Bester Quartet) – akordeon, Tomasz Kałwak – instrumenty klawiszowe, Jose Manuel Alban Juarez – instrumenty perkusyjne, no i oczywiście Adam Oleś – wiolonczela. Płyta jest już w sprzedaży, ale razem z książką. Były już promujące ją koncerty. W planach są kolejne.
Drugi zawód
Granie jazzu stało się dla Adama Olesia drugim zawodem. Coraz częściej wyjeżdża na koncerty. – Stało się to możliwe dzięki wsparciu żony i życzliwemu spojrzeniu kolegów w pracy, a przede wszystkim szefa, Mirosława Szrajera, który akceptuje moje plany urlopowe – podkreśla.
Trasy koncertowe czy granie na festiwalach, to zazwyczaj kilku, kilkunastodniowe wyjazdy do dwóch, trzech krajów. Dla Olesia pracowity będzie tegoroczny wrzesień. Najpierw planuje wyjazd z zespołem na festiwal jazzowy do Mołdawii, później na koncerty w kilku klubach w Norwegii, a na koniec na trzy tygodnie do Francji.
– Granie na scenie z wielkimi muzykami, przeżywanie tego, jest jak narkotyk – podkreśla Oleś. – To człowieka wciąga. Jest niezwykle przyjemne być z kimś na scenie, grać dla publiczności. Jazz, to muzyka w dużym stopniu improwizowana. Dzieje się tu i teraz.
Wiolonczela, jak podkreśla, to instrument, który ma „ogromna paletę barw dźwiękowych”. Gra na niej to „kolorowanie, malowanie dźwiękiem”. – Nie zawsze gram na wiolonczeli smyczkiem. Czasem tylko palcami – mówi.
Mimo, że muzyka Adama Olesia mocno pochłonęła, nie zapomina o geologii, bo jak podkreśla, też go interesuje. – Skały, minerały zawsze mnie ciekawiły – zaznacza. – Pasjonowało mnie to, jak tworzył się świat. W górnictwie geologia spełnia ważną rolę. My z dołu wywozimy nie tylko węgiel, ale także ciekawe okazy skał, minerałów.
Oleś, mimo mocno wypełnionego kalendarza, zawsze ma czas, aby spędzić urlop z rodziną, która, jak zaznacza, jest najważniejsza. Potem jest muzyka i praca.
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.