Dwukrotny srebrny medalista z Vancouver wrócił do Polski. Na warszawskim lotnisku Okęcie „orła z Wisły” przywitały spora rzesza kibiców i nie mniejsza grupa dziennikarzy. Powitaniu towarzyszyła góralska muzyka i gromkie, często powtarzane „Sto lat”.
Małysz pytany przez dziennikarzy, który ze swoich sukcesów uważa za najważniejszy, stwierdził, że wszystkie zwycięstwa tworzą całokształt i nie można ich od siebie oddzielać. Polski skoczek przyznał się także, że nie było mu dane obejrzeć Vancouver, ani dokładnie zwiedzić Whistler gdzie faktycznie odbywają się zimowe igrzyska. Jest to jednak dla niego bardzo szczęśliwe miejsce i cieszy się, że dzięki swoim skokom mógł dać tyle radości Polakom.
Srebrne medale Małysz wiózł ze sobą w podręcznym bagażu. Sam przyznał, że to są zbyt cenne rzeczy i ich zdobycie kosztowało go wiele wysiłku i pracy, a bagaże lubią się gubić i dość często zdarza się to na lotniskach.
Rodzinne miasto skoczka - Wisła przywita oficjalnie Adama Małysza i podziękuje za dwa srebrne medale olimpijskie dopiero po zakończeniu sezonu. Teraz włodarze miasta nie chcą przeszkadzać skoczkowi w przygotowaniach do kolejnych zawodów. Co ciekawe najbliższy konkurs będzie się odbywać właśnie w rodzinnym mieście Małysza. Będzie to Puchar Kontynentalny, który zostanie rozegrany na skoczni w Wiśle – Malince. W zawodach tych zapowiedziała swój udział cała kadra olimpijska. Będzie to pierwsza okazja do spotkania z polskimi skoczkami po olimpiadzie.