Adam Maksymowicz: Widzę ciemność
Polskie sukcesy gospodarcze, nawet jeśli są one tylko potencjalne i możliwe we wszystkich mediach idą na czołówki informacyjne. Natomiast trudnościami i kłopotami nikt się nie lubi chwalić. Podawanie wiadomości na ten temat, to w obecnej rzeczywistości, jakby strzelanie do własnej bramki. Czasem jest to jednak nieuniknione. Szczególnie wtedy kiedy wymaga tego konkretny przepis. Prawo energetyczne wymaga, aby Minister Gospodarki, co dwa lata w terminie do 31 lipca opracował sprawozdanie na temat bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej, które zamieszcza on na stronach internetowych Biura Informacji Publicznej (BIP).
W tym roku minister ogłosił wspomniany dokument w przeddzień upływającego ustawowo terminu. Nosi on tytuł „Sprawozdanie z wyników monitorowania bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej za okres od dnia 1 stycznia 2009 do dnia 31 grudnia 2010”. Daremnie je jednak szukać na pierwszych stronach internetowego serwisu ministerstwa. Pomimo, że sam tytuł tego sprawozdania mówi o bezpieczeństwie energetycznym, sprawozdanie to nie znalazło się w dziale „Bezpieczeństwo gospodarcze”. Dociekliwi mogą je znaleźć pod hasłem „Elektroenergetyka i ciepłownictwo’. Byłoby to wszystko nie godne najmniejszej uwagi, gdzie ministerstwo zamieszcza swoje sprawozdania, gdyby nie jego treść. Daje ona wiele do myślenia o stanie prac tegoż ministerstwa w zakresie wspomnianego „bezpieczeństwa energetycznego” naszego kraju.
Jest dobrze
Pierwsze cztery wnioski sprawozdania odnoszą się do tytułowego problemu, jakim były dostawy energii elektrycznej w minionych dwóch latach. Otóż, jest ono pod tym względem bardzo optymistyczne. Z dostawą energii elektrycznej nie było w tym czasie żadnych problemów. Była też wystarczająca rezerwa. W związku z tym zajmowano się takimi zagadnieniami jak poprawa efektywności energetycznej oraz zmiana zachowań odbiorców prowadząca do redukcji szczytowego zapotrzebowania na moc. Jednym z tego rodzaju problemów są braki w rozwoju sieci przesyłowej w północnej części Krajowego Systemu Elektroenergetycznego (KSE) oraz rozbudowa sieci niskiego napięcia w wielkich aglomeracjach miejskich. Do poprawy sieci bezpieczeństwa przyczynią się realizowane inwestycje eksportowo – importowe KSE. Dotyczy to jej połączenia z Niemcami oraz budowa mostu energetycznego Polska – Litwa. Mamy możliwości międzynarodowe przesyłania nadmiaru energii i jej pobierania na wypadek kryzysu od naszych sąsiadów. Po prostu idylla.
Będzie źle
W minionym roku zaobserwowano niepokojący wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną. Zbiegło się to ze spadkiem mocy w polskich elektrowniach. Na dodatek wystąpił spadek rezerw mocy oraz wzrost jej ubytków z powodu remontów kapitalnych i awaryjnych. Nakłada się na to wszystko się jeszcze niekorzystna prognoza stałego wzrostu zapotrzebowania na energię i to aż do roku 2030. Przeciętne tempo tego wzrostu przewidziane jest na ok. 1,6 procenta rocznie. Spadek mocy polskich elektrowni ma przeciąć się z krzywą zapotrzebowania na energię po 1 stycznia 2016 roku. Do tego czasu zostaną wycofane z użycia bloki o mocy ok. 3500 MW, a ok. 12 200 MW zostanie poddane renowacji, modernizacji i remontom.
Polskie elektrownie są przestarzałe. Około 60 procent z nich liczy sobie ponad 30 lat i musi być zastąpiona nowymi źródłami mocy. W ciągu sprawozdawczego okresu oddano do użytku nowe bloki energetyczne o mocy ok. 813 MW. W bieżącym roku zostanie oddany największy blok elektrowni Bełchatów o mocy 858 MW. I na tym kończą się dobre wiadomości. Następne bloki mają być oddane do użytku dopiero za cztery lata. Jednocześnie składane są deklaracje różnych firm o swoim zaangażowaniu w odbudowę polskiego potencjału energetycznego. Wynika z nic, że w krótkim czasie są one gotowe zrealizować budowę kilkunastu elektrowni o łącznej mocy ok. 25 tys. MW. Ministerstwo jednak do deklaracji tych podchodzi bardzo sceptycznie, gdyż nie idą za nimi żadne realne i rzeczywiste przygotowania, nie mówiąc już o zaangażowaniu w to niezbędnych środków. W tym kontekście najbliższa przyszłość odmalowana jest w czarnych barwach.
Koło ratunkowe
Omawiane sprawozdanie jest dokumentem przedstawiającym stan aktualny i na kilka najbliższych lat na przyszłość. Ponieważ stan ten będzie trwał bez żadnych istotnych zmian do 2016 roku zaproponowano inne rozwiązanie. Ma nim być import energii elektrycznej od naszych sąsiadów. W tym celu rozbudowywane są odpowiednie sieci przesyłowe. W tej sytuacji nasze bezpieczeństwo w dostawach energii elektrycznej mają zagwarantować nam inwestycje transgraniczne. Są to następujące połączenia Polska – Litwa, Polska – Ukraina, Polska – Białoruś i Polska – Rosja. Raport zastrzega jednak, że nowe inwestycje sieciowe zwiększające możliwości importu energii elektrycznej mogą, ale nie muszą przyczynić się do zwiększenia bezpieczeństwa dostaw energii. Nie mogą być one traktowane, jako alternatywa rozwiązania problemu inwestycji w nowe moce wytwórcze w skali całego kraju. Realizacja tych inwestycji międzysystemowych nie jest też jednoznaczna z automatycznym rozpoczęciem dostaw importowanych energii w kierunku Polski. Czyli mamy, tylko szansę na bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej. Szansa to jednak nie jest pewność. Raport jednoznacznie zwraca uwagę na ten aspekt wzajemnych porozumień, które zostaną dopiero wynegocjowane w zależności od zaistnienia konkretnej sytuacji. Nasi wschodni sąsiedzi po roku 2016 mogą rzucić nam elektroenergetyczne koło ratunkowe.
Widzę ciemność
Mogą też tego nie zrobić, a wtedy systemowe wyłączenia energii elektrycznej dla jej odbiorców staną się naszym chlebem powszednim. Na pocieszenie można powiedzieć, że sprawa ta nie będzie trwać wiecznie. Zwiększony pobór rosyjskiego gazu pozwoli nam na szybkie wybudowanie tanich elektrowni gazowych. Po roku 2030 wszystko ma wrócić do obecnej normy. Przede wszystkim w oparciu o realizowany już projekt energetyki jądrowej. To jednak daleka przyszłość. Tymczasem do drzwi naszych domów puka kryzys elektroenergetyczny, któremu możemy zaradzić tylko i wyłącznie importem ze wschodu. Z raportu wynika bezradność i niemożliwość znalezienia na krótką metę innych rozwiązań poza importem energii elektrycznej. Ma być to rozwiązanie doraźne, chwilowe i tymczasowe. Z doświadczenia jednak wiemy, że właśnie takie rozwiązania są najbardziej trwałe. Dokument ten jest samooskarżeniem zarówno ministerstwa, jak i wszystkich poprzednich rządów, które nic w tej sprawie nie zrobiły. Dobrze by było, aby jego treść i wnioski stały się podstawą publicznej debaty nad przyszłością polskie elektroenergetyki. Czas ku temu jest też stosowny, bo zbliża się parlamentarna kampania wyborcza. Jej treścią winne być nie tylko takie czy inne walory osobiste naszych kandydatów. Podczas jej trwania najważniejsze siły polityczne naszego kraju mają okazję w oparciu o ten raport zaproponować propozycje zapobiegające najgorszemu scenariuszowi.
Bohaterowie polskiej komedii filmowej „Seksmisja” wołali „widzę ciemność”. Teraz jakby komedia zaczyna przypominać dramat. Jak wynika z omawianego raportu, ci co zepsuli polską elektroenergetykę, nie są w stanie jej naprawić. Tu trzeba nowych ludzi, nowych pomysłów, nowych energii, a nie łatwego brnięcia w samozadowolenie z istniejącego stanu rzeczy, jak dotychczas miało to miejsce. Ostrzeżenie, że w rzeczywistości będziemy widzieć ciemność, jest mało zachęcające. Szkoda, że w raporcie nie przedstawiono, żadnych bardziej radykalnych rozwiązań tej kwestii. Choćby w oparciu o węgiel brunatny, czy też kamienny.