Adam Maksymowicz: Tajemnica toruńskiej geotermii?
Wydawało się, że sprawa nieudanej inwestycji geotermalnej w Toruniu jest już zamknięta i nie będzie się do niej wracać. Wyglądało to tak przynajmniej od strony merytorycznej, rzeczowej, projektowej, dokumentacyjnej i wykonawczej. Tymczasem kilka dni temu za sprawą brukselskiego seminarium na temat odnawialnej energii sprawa wróciła na czołówki mediów. Jak podkreślił jeden z uczestników tego seminarium, Polska ma „o wiele większe możliwości naturalne” niż Niemcy, który stwierdził: – Około 80 procent Polski leży na gorących źródłach, a Niemiec około 20 procent.
Tego rodzaju wypowiedzi są przynajmniej dziwne. Jednocześnie potwierdzają one istnienie całkowicie oderwanych od rzeczywistości informacji, które w odbiorze społecznym przyjmowane są z pełnym zaufaniem. Trzeba powiedzieć, że jakakolwiek na ten temat dyskusja jest bardzo niezręczna, aby nie powiedzieć, że wręcz niebezpieczna. Ponieważ niestworzone teorie o budowie geologicznej naszego kraju głoszą osoby nie mające z naukami tymi nic wspólnego, a ich rozeznanie na ten temat mija się z prawdą. Przykładem jest wspomniane 80 procent Polski leżącej na gorących źródłach. Trzeba przyznać, że prostowanie tak niedorzecznych informacji nie jest zadaniem łatwym. Szczególnie kiedy głosząca je osoba jest bardzo popularna i ma autorytet w całkiem jednak innej dziedzinie. O tym, na jakim poziomie były dokumenty i wnioski składane w tej sprawie w Ministerstwie Środowiska świadczą protokoły pokontrolne, przeprowadzone w tej instytucji. Nieprofesjonalnie udokumentowane działania inicjatorów tego przedsięwzięcia spowodowały, że realizacja toruńskiego projektu geotermalnego stała się dla wszystkich jego uczestników istną drogą przez mękę.
Wniosek koncesyjny
Pierwszy wniosek dotyczył udzielenia koncesji na rozpoznawanie i wydobywanie energii cieplnej z wód geotermalnych i wpłynął do ministerstwa środowiska 3 sierpnia 2004 roku. Wobec nie usunięcia braków formalnych, wniosek pozostawiono bez rozpoznania. Rok później wpłynął ponowny wniosek z poszerzonym zakresem na poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie wód geotermalnych. Wniosek ten był kopią pierwszego nierozpoznanego dokumentu i stał się podstawą do udzielenia aktualnie obowiązującej koncesji. Zanim jednak to nastąpiło doszło do obszernej wymiany korespondencji pomiędzy urzędem koncesyjnym a wnioskodawcami. Ponieważ wspomniany wniosek wymagał wielu uzupełnień, organ koncesyjny kilkakrotnie zwracał się o dokonanie niezbędnych uzupełnień. Jest niezbitym faktem, ze po siedmiu miesiącach tej korespondencji, nadal trwał proces koncesyjny. W każdym innym przypadku organ koncesyjny wobec niestaranności i braku rozeznania w temacie odesłałby ten wniosek bez dalszego rozpatrywania. Tymczasem organ koncesyjny przedstawił go do zaopiniowania zawodowym komisjom działającym w Ministerstwie Środowiska. Ich opinia jest niezbędna do podjęcia decyzji o zatwierdzeniu projektu badań geologicznych, bez którego niemożliwe jest przyznanie koncesji na wspomniane badania.
Komisja Dokumentacji Hydrogeologicznych
Opinia tej komisji ma kluczowe znaczenie dla podjęcia formalnej decyzji o zatwierdzeniu projektu przez Głównego Geologa Kraju (GGK). W skład komisji wchodzą najwybitniejsi krajowi znawcy przedmiotu. W czasach PRL komisja ta oceniał bardzo wnikliwie wszystkie projekty przede wszystkim pod względem merytorycznym. To znaczy gwarancji uzyskania sukcesu zgodnego z celami projektu. Jej uwagi formalne miały drugorzędne znaczenie, gdyż ich usunięcie nie przedstawiało wtedy żadnego problemu. W nowej rzeczywistości zadania komisji w stosunku do inwestorów prywatnych jakby zostały odwrócone. To oni, a nie komisja odpowiadają za własne wyłożone na ten cel pieniądze. Zadaniem komisji jest dopilnowanie, aby wszystkie procedury były tylko zgodne z przepisami. W tym jednak wypadku komisja zdając sobie sprawę ze skali wydatków prywatnego inwestora, zajęła też stanowisko merytoryczne. Wskazała ona potrzebę wiercenia pierwszego otworu TG -1 nie do 3000 m głębokości, ale do 2400 m. Uzasadnieniem była doskonałą znajomość budowy geologicznej tego terenu i świadomość, że poniżej wskazanej głębokości nie występują już wody podziemne. Uwagi te zostały jednak zignorowane przez projektantów, którzy zakładali uzyskanie wody o temperaturze 100 stopni Celsjusza. Natomiast w wypadku uznania wniosku KDH mogli uzyskać, co najwyżej temperaturę ok. 70 stopni Celsjusza, która nie byłą celem projektu. Rzeczywistość jednak przyznała rację KDH. Po prostu inwestor 600 m otworu odwiercił na darmo i musiał zadowolić się temperaturą właśnie w granicach 70 stopni Celsjusza, co czyniło cały ten projekt już przedsięwzięciem nieopłacalnym ekonomicznie. Po wielu jeszcze interwencjach oraz po dwóch latach intensywnych prac zostaje w dniu 11 kwietnia 2006 roku udzielona koncesja na wspomniane badania.
Warunki koncesji
Udzielono jej na okres czterech lat, z końcowym terminem prac na rok 2010. Rozpoczęcie prac miało nastąpić w sześć miesięcy po udzieleniu koncesji. Koncesjobiorca został zobowiązany do przedkładania organowi koncesyjnemu sprawozdania z zakresu i przebiegu wykonanych prac do dnia 31 grudnia każdego roku. Część terenów objętych koncesją na toruńską geotermię położonych jest na terenach objętych przepisami ochrony Natura 2000. Jednakże organ koncesyjny nie uwzględnił tego faktu. W kilka miesięcy później inwestor ten wystąpił z wnioskiem o zmianę koncesji i wydłużenie okresu rozpoczęcia robót wiertniczych z sześciu miesięcy na dwadzieścia miesięcy. Na co organ koncesyjny wyraził zgodę i wydał odpowiedni dokument. Wkrótce potem termin ten inwestorowi wydał się za krótki i ponownie wystąpił o jego przedłużenie do 24 miesięcy, co też zostało zaakceptowane przez organ koncesyjny. W tym czasie inwestor wystąpił z aneksem do projektu, czym zniecierpliwiony organ koncesyjny przyjął go do akceptacji bez procedury jego zatwierdzania. Wszystko, to trzeba przypomnieć, działo się na długo jeszcze przed rozpoczęciem wierceń geotermalnych w Toruniu. Inwestor był doskonale zorientowany o ryzyku, jakie podejmuje, na co zwróciła mu trafnie uwagę Komisja KDH.
Upór
Jest coś niezwykle tajemniczego i niezrozumiałego w stałym powtarzaniu przez toruńskiego inwestora całkowicie wyssanych z palca wiadomości i informacji na temat polskiej geotermii. Inwestor ten wsławił się doskonałym projektem budowlanym i jego realizacją, tj. kompleksu Wyższej Szkoły Medialnej w Toruniu. Tu jednak zatrudnił nie przypadkowych profesorów, jak uczynił to w geotermii. Zatrudnieni przez niego architekci i inżynierowie budownictwa mogą być dumni ze swego dzieła. Co kierowało tak doświadczonym inwestorem, że w sprawie geotermii uczynił tak, a nie inaczej, nie wiadomo. Jego niechęć do najwyższej krajowej klasy specjalistów z branży wód podziemnych z Państwowego Instytutu Geologicznego (PIG) w Warszawie oraz z Krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej (AGH) jest całkowicie niezrozumiała. Ta istniejąca do dzisiaj krytyczna opinia tego inwestora do polskiej nauki jest pod tym względem wielce zastanawiająca. Upór tego inwestora przy całkowicie błędnych teoriach geotermalnych nosi wszelkie znamiona wręcz maniakalne. Posługując się starym porzekadłem można się tylko domyślać, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
Najmniej o geotermii
O tym, że geotermia jest tylko polem do jakichś niejasnych rozgrywek, być może, że o podłożu politycznym świadczy fakt, że w relacjach z Brukseli o geotermii jako takiej na ogół nic się nie mówi. Jakie w Polsce i na świecie odniesiono w tej materii sukcesy? Jakie wyniki osiągnęły poszczególne kraje UE? Nic z tych rzeczy. Natomiast tematem jest, kto na kogo i przy tej okazji, co powiedział. Co powinien zrobić w tej sprawie rząd? Dlaczego nic nie robi? Krótko mówiąc brukselskie spotkanie stało się dobrą okazją do ataku politycznego. W tym wszystkim od samego początku widać jakiś inny cel niż tylko geotermalny. Gdyby był takim, zatrudniono by fachowców z PIG lub z AGH. Nie jest żadną tajemnicą, że wybitni specjaliści z tej branży podzielają przekonania ideowe inwestora i na pewno doskonale wywiązaliby się oni ze swoich obowiązków. Tymczasem inwestor nimi też wzgardził na rzecz „geotermalnych szamanów” z tytułami profesora, jednak nic nie mającymi wspólnego z jakimikolwiek naukami o ziemi, nie mówiąc już o specjalnościach takich jak balneologia (nauka o wodach leczniczych), czy też hydrogeologia (nauka o wodach podziemnych, w tym również termalnych). Ten można powiedzieć „statutowy” brak profesjonalizmu wydaje się, że był wręcz jednym z celów geotermalnej operacji w Toruniu. Jaki był jej natomiast inny, rzeczywisty cel na razie nie wiadomo. Trzeba będzie jeszcze dotrzeć do wielu dokumentów, materiałów i ludzi, aby odpowiedzieć na to pytanie.