Adam Maksymowicz: Tajemna wiedza o KGHM

Biblioteka lancuchowa powat olesnicki pl

fot: powiat-olesnicki.pl

Czy w obchodzeniu się z publikacjami w KGHM brano wzór z oleśnickiej biblioteki łańcuchowej Karola II Podiebrada z 1594 roku?

fot: powiat-olesnicki.pl

Rynek wiedzy o KGHM jest pusty. Informacji natomiast jest dosyć, a może nawet nadmiar. Medialne, aktualne, proste i powierzchowne wiadomości nie mogą jednak zastąpić wiedzy o tej firmie.

Jej posiadanie pozwala wyjaśnić wiele decyzji, postanowień, działań i wydarzeń, jakie mają tutaj miejsce. Na polskim rynku wydawniczym na temat tego czołowego giganta górniczego nie ma żadnych łatwo dostępnych, popularnych, a nawet naukowych i specjalistycznych opracowań. - Ależ to nie prawda! - zakrzykną prominentni prezesi, dyrektorzy i wyżsi rangą pracownicy tej firmy. - W ostatnich dwudziestu latach wydaliśmy setki tysięcy złotych, a może nawet miliony na kolejne dwie edycje pt. „Monografia KGHM Polska Miedź SA”.

Są to eleganckie dzieła o objętości ok. 1500 stron. Każde z nich wydane zostało w nakładzie tysiąca egzemplarzy. Napisali je znani naukowcy, fachowcy i specjaliści i od strony merytorycznej nic im zarzucić nie można. Liczne kolorowe rysunki, fotografie, wykresy i tabele spełniają wymogi najwybredniejszych pod tym względem wymogów ilustracyjnych i dowodowych. Nic ująć i nic dodać. W tej samej skali opracowano kilkanaście popularno-naukowych kilkusetstronicowych albumów dotyczących historii firmy i jej poszczególnych oddziałów. Okazją były tu różnego rodzaju rocznice i jubileusze. Samo Biuro Zarządu postarało się o dwa kolejne wydania monumentalnej „Kroniki Polskiej Miedzi”. Wydaje się, że nie można narzekać. To wszystko prawda, ale nie cała...

Upominek


Wspomnianych wspaniałych publikacji nie można ani znaleźć ani kupić w żadnej krajowej księgarni. Po prostu ich tam nie ma. KGHM, który je w całości finansuje, wszystko zatrzymuje w swoich piwnicach. Książki wręcza się w odpowiednich momentach swoim zasłużonym pracownikom i ważnym krajowym oraz zagranicznym gościom według specjalnego rozdzielnika z reguły akceptowanego przez samego prezesa firmy. Pełnią one rolę swego rodzaju upominków, jak dołączane do nich portfele, krawaty, kalendarze itp., wszystko z nadrukiem firmy.

Nie jest tu najważniejsze, czy obdarowanych dzieła te interesują, czy też nie. Wszak dostają powszechnie niedostępne rarytasy. Wielu naukowców i uczonych nie ma dostępu do tego rodzaju wydawnictw. Pamiętam, jak jeden ze szczególnie zasłużonych dla KGHM rektorów Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, kiedy mu w tym charakterze wręczono wspomnianą monografię, cieszył się jak dziecko, wykrzykując: - Dostałem! Mam! Otrzymałem!

Ścisła reglamentacja wszelkich opracowań dotyczących KGHM przypomina proceder obiegu dokumentów w czasach PRL, obwarowanych adnotacjami „tajne/poufne”. Barierę tę wówczas jednak znacznie łatwiej można było ominąć, gdyż mniej więcej wszystkich zainteresowanych ograniczała w tym samym stopniu.
Teraz zaś trzeba być osobą „zasłużoną” dla KGHM, aby mieć dostęp do niezbędnych informacji, wiadomości i analiz, którymi inne instytucje zwykle chwalą się i chętnie udostępniają reklamowo.

Szczególny tryb dystrybucji wiedzy o KGHM jest o tyle uzasadniony, że KGHM całość tych wydawnictw finansuje i jako ich właściciel rozdaje, komu uzna to za stosowne.

Nikt, nic nie wie


Dlaczego do księgarń (i do powszechnego użytku) takich opracowań się nie udostępnia? A po co? Aby zgorzkniali i przemądrzali, a niezależni od KGHM ludzie mogli na tej podstawie sprawdzać, pouczać, krytykować decyzje i wyniki firmy? Chyba nie po to wydaje się grube pieniądze na druk, aby mieć potem jeszcze kłopoty!

Tego rodzaju doktryna (choć nigdzie oficjalnie nie jest głoszona, lecz praktycznie wszędzie stosowana) ogranicza specjalistyczny dostęp do wiedzy o firmie wszelkim niepowołanym do tego osobom.

Podobnie jest też i wewnątrz miedziowego giganta. Każdy specjalista zajęty jest tylko swoją działką zawodową, a o całości wie tyle, co dowie się z środków masowego przekazu. Czyli tyle, co wszyscy. Biuro prasowe KGHM tylko na użytek wewnętrzny wydaje darmowy miesięcznik „Polska Miedź”. Jest on czymś pomiędzy biuletynem zarządu a pismem związkowym. Niski nakład powoduje jego natychmiastowe znikanie.

Efektem takiej polityki informacyjnej jest ledwie elementarna wiedza zatrudnionych w KGHM pracowników o swojej firmie. Ludzie wiedzą, gdzie są kopalnie, że są one głębokie i że od czasu do czasu zdarzają się w nich tragiczne wypadki. Mieszkańcy pobliskich osiedli wiedzą też, co to są tąpnięcia i wstrząsy, w wyniku których mają popękane domy, za co KGHM na ogół nie zwraca żadnych kosztów udowadniając, że wszystkie uszkodzenia powstały na skutek wad budowlanych. Wiedzą też dobrze, że jak się ma tutaj dobre stanowisko, to ma się też odpowiednio wysokie zarobki. Reszta musi na to ciężko pracować ryzykując swoim zdrowiem i życiem.

Makulatura


Biblioteka techniczna KGHM dzieliła się na część centralną i sześć oddziałów w kopalniach i hutach. Łącznie znajdowało się tutaj ok. 100 tys. książek naukowych, technicznych i zawodowych stanowiących zaplecze dla kadry i pracowników podnoszących swoje kwalifikacje. Pod koniec zeszłego wieku ówczesny prezes podjął decyzję o likwidacji księgozbioru przez sprzedaż na makulaturę. Uzasadniano, że firma jest w trudnej sytuacji finansowej i kilkanaście tysięcy dochodu poprawi jej kondycję. Po drugie: uzyskuje się lokale po bibliotekach, które można wydzierżawić z zyskiem dla firmy i wreszcie: likwiduje się etaty (kilkanaście najniżej płatnych) uzyskując oszczędności na funduszu płac. Jak pisała miejscowa prasa w dobie internetu, połączeń satelitarnych, faksu i powszechnego dostępu do telefonii komórkowej istnienie książnicy w KGHM było symbolem zacofania i ciemnogrodu. Czegoś takiego nie można było dłużej tolerować!

Ta stanowcza decyzja spotkała się z powszechnym poparciem ze strony załogi i wszystkich związków zawodowych. W ten sposób zlikwidowano niekontrolowane informacje o KGHM, do których miał dostęp każdy zainteresowany. Odtąd wszelka wiedza techniczna o spółce, jak w państwie z powieści George Orwella „Rok 1984”, miała być reglamentowana i ściśle kontrolowana.

Izolacja


W efecie mamy dziś do czynienia z pełną izolacją firmy i to zarówno od problemów polskiego górnictwa, jak i pozostałych działów polskiej gospodarki. Jest to izolacja wynikająca też z dobrej dotąd sytuacji finansowej. Widoczne to było szczególnie wtedy, kiedy likwidowano kolejne kopalnie węgla kamiennego, Zagłębie Wałbrzyskie, miejscowe kopalnie barytu i wszelkie inne zakłady górnicze. W KGHM obowiązywała wtedy zasada niewtrącania się w cudze sprawy. Kiedy \"nam jest dobrze\", niech każdy sam martwi się za siebie. Doktryna ta została również przyjęta przez miejscowe związki zawodowe. Skutek jej jest taki, że nikt nie chce interesować się problemami KGHM.

Teraz, kiedy związki zawodowe usiłują bronić swoich pozycji, liczą na solidarność całej branży górniczej. W tej sprawie można przewidywać, że się przeliczą. Problemy dalekiej stoczni szczecińskiej, wielokrotnie mniejszej od KGHM, są żywo interpretowane przez mieszkańców Wrocławia, a położona tuż obok nich, chyląca się ku upadkowi potężna firma górnicza, nie wzbudza żadnego zainteresowania. Przykładem tego jest ostatnia wypowiedź poseł Aleksander Natalii-Świat, która omawiając we Wrocławiu ostatnie wydarzenia gospodarcze, nawet nie wspomniała o jakichkolwiek kłopotach w KGHM. W ten sposób nawet opozycja, tak skłonna do ataku przy każdym niepowodzeniu rządu, tu jakby zapomina o swoich w tej sprawie obowiązkach.

Tajemna wiedza


Stworzona pod koniec ubiegłego wieku nowoczesna koncepcja posiadania i udostępniania wiedzy o KGHM została ograniczona do ścisłej czołówki osób upoważnionych do kompetentnego wypowiadania się na temat spółki. Koncepcja ta umożliwia zaprezentowanie dowolnego stanowiska władz firmy w formie takiej, jaką uzna ona za stosowne, z minimalnymi szansami na sprawdzenie, zaprzeczenie, czy też złożenie odmiennej propozycji. Po prostu im mniej inni wiedzą na temat KGHM, tym lepiej dla jej władz.

Wszelkie wiadomości, które pojawiają się w mediach, urzędach i we wszelkiego rodzaju instytucjach jako niewygodne łatwo jest zdementować i wykazać, że są niezgodne z faktami. W ten sposób wiedza o KGHM stała się tajemna, skryta i niedostępna. Ukrywanie wiedzy lub jej powierzchowne tylko dawkowanie daje władzom KGHM szerokie pole do korzystnej dla siebie manipulacji opinią publiczną.

Czy wypracowana doktryna udostępniania wiedzy o Polskiej Miedzi może ulec zmianie? Owszem, ale wraz z ludźmi, którzy ją stworzyli, a to w obecnych realiach jest prawie że niemożliwe.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PGE: Trwają badania dotyczące możliwości lokalizacji elektrowni jądrowej w Bełchatowie

Wiceprezes PGE Marcin Laskowski poinformował PAP, że trwają badania geologiczne, hydrologiczne i sejsmiczne dotyczące lokalizacji w Bełchatowie w woj. łódzkim drugiej elektrowni jądrowej w kraju. Ekspertyzy będą częścią rekomendacji ws. inwestycji, którą spółka przygotuje dla rządu.

GZM rozwija ekosystem miejskich usług dronowych

Metropolia inwestuje w edukację, infrastrukturę i współpracę, rozwijając nowoczesne usługi dronowe dla samorządów.

Potężne wsparcie dla śląskich strażaków i samorządów. Ponad 13 milionów w grze

Ostatnie tygodnie obfitowały w ważne wydarzenia dla Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Zawarte zostały m.in. umowy z władzami Ustronia na budowę ponad sześciokilometrowego odcinka sieci kanalizacyjnej oraz Komendą Wojewódzką Państwowej Straży Pożarnej na zakup specjalistycznego sprzętu ratowniczego i ochrony osobistej.

Grzegorz Wrona: O górnictwie trzeba mówić „od dołu”, czyli z perspektywy ludzi i realnych problemów branży

Podsekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych Grzegorz Wrona podkreślił znaczenie ustawy, która umożliwi Agencji Rozwoju Przemysłu udzielanie pożyczek przedsiębiorstwom górniczym. „Traktujemy jednak ten mechanizm jako rozwiązanie wyjątkowe, stosowane wtedy, gdy rzeczywiście pojawia się zagrożenie” – powiedział w rozmowie dla „Super Expressu” podczas konferencji Impact w Poznaniu.