Adam Maksymowicz: Subiektywne zasoby węgla kamiennego
Oficjalnie tego rodzaju kategoria zasobów nie istnieje. Przeprowadzona jednak w ostatnich latach ich „weryfikacja” dotycząca węgla kamiennego wskazuje na to, że u jej podstaw znalazły się kryteria pozamerytoryczne i pozaekonomiczne, a więc subiektywne. Czyli takie, które wbrew logice i posiadanym parametrom zostały skreślone z krajowej ewidencji zasobów. Wszystkie ku temu dane i uzasadnienia zawarte zostały w ogłoszonej nie dawno publikacji dwóch uczonych z Politechniki Gliwickiej1.
To, że nauka polska jest w wiadomym poważaniu u polityków, urzędników i decydentów nie jest żadną tajemnicą. Wspomniana publikacja, a właściwie brak na nią reakcji ze strony Ministerstwa Środowiska odpowiedzialnego za bilans zasobów potwierdzają tylko wspomnianą wyżej opinię. Milczenie w tej sprawie organu właścicielskiego, jakim jest Skarb Państwa oraz Ministra Gospodarki jest też wielce wymowne. Te mało uprawnione skreślenia możliwego do wydobycia węgla kamiennego mogą okazać się wielce niefortunnymi. Paradoksalnie wiąże się to właśnie z antywęglową polityką „ocieplenia klimatu”. Im cieplej na świecie, tym ostrzejsze i dłuższe są zimy. Dostawy gazu z Rosji są coraz bardziej wątpliwe. Do ogrzania pozostaje nam tylko węgiel.
Gospodarka zasobami
Od strony prawnej i urzędowej gospodarka polskimi zasobami kopalin nie sprawia żadnych trudności, nie wywołuje kontrowersji i dyskusji. Po prostu mało, kogo to interesuje. Pozornie wydaje się, że tak jak się to napisze, ustali, rozpozna, tak i jest w rzeczywistości. Podawany do publicznej wiadomości stan ilościowy polskich kopalin zawarty jest w corocznej edycji „Bilans zasobów kopalin i wód podziemnych w Polsce”. Dzieło to wydaje ministerstwo środowiska, a bezpośrednio Główny Geolog Kraju, jako dokument urzędowy. Ruch zasobów jest tam skrupulatnie odnotowywany i bilans jest na tej podstawie aktualizowany. Jednakże po 1989 roku, w stosunku do węgla kamiennego wprowadzono zasady i kryteria może nie dowolne, ale bardzo zróżnicowane, mało precyzyjne i generalnie redukujące nasz formalny stan posiadania jego zasobów.
Restrukturyzacja
Od 1989 roku trwa permanentna restrukturyzacja górnictwa węgla kamiennego na Górnym Śląsku. Zrozumiałe jest, że jego organizacyjna i wydobywcza struktura winna być dostosowana do nowych warunków ekonomicznych państwa. Temu samemu procesowi poddano również zasoby geologiczne bilansowe oraz przemysłowe węgla kamiennego. Proces ten nazwano „ruchem zasobów”. Jest on uzasadniony, jeżeli wynika z eksploatacji i ubytku zasobów oraz coraz lepszego ich rozpoznania. Tymczasem nie było żadnych nowych badań, a zasoby węgla kamiennego uległy drastycznemu obniżeniu. Oczywiście nie faktycznemu, gdyż pod względem rzeczywistego ich występowania są one niezależne od wszelkich administracyjnych i organizacyjnych działań władz resortowych i państwowych. Nie mniej ich cyfrowy i oficjalny bilans jest istotny, gdyż oddaje on skalę naszych ewentualnych zamierzeń i planów, jakie tworzymy dla tej dziedziny gospodarki. W ciągu ostatnich dwudziestu lat dokonano skreślenia zasobów bilansowych węgla kamiennego w skali liczącej miliardy ton. Są to ilości pozbawiające tę branże perspektyw na przyszłość.
Czy wszystko to było, logiczne, ekonomicznie i technicznie uzasadnione? Są, co do tego poważne wątpliwości. Wydaje się, że zasady mniej lub bardziej uzasadnionej restrukturyzacji tego wszystkiego, co zależy tylko i wyłącznie od ludzi, przeniesiono też na całkiem od nich niezależne warunki przyrodnicze. Zarzucono metody naukowych i jednolitych kryteriów obiektywnych. W ich miejsce wprowadzono metody subiektywnie stosując zasadę nie pokonywania zaistniałych trudności w wydobyciu węgla, ale całkowitego się im poddania. Choć faktycznie zasoby te nadal są, to jednak ich wielkość sprawozdawcza i rachunkowo – administracyjna zmniejszyła się w sposób drastyczny. W ten sposób z ewidencji zasobów spadły miliardy ton węgla. Po tych „operacjach” węgiel kamienny coraz bardziej przestaje być naszym narodowym i perspektywicznym surowcem energetycznym.
Zasoby pozabilansowe „a” i „b”
Sama definicja tych zasobów budzi poważne zastrzeżenia prawne, naukowe i jak wspomniano logiczne. Oto w ramach przeprowadzonych po 1989 roku „weryfikacji” zasobów pozabilansowych grupy „a” zaliczono te, które dotąd spełniały kryteria bilansowości. Wobec ich zmian część zasobów bilansowych straciła rację bytu. Skala zmian wynikająca z tego rodzaju działania jest stosunkowo niewielka i obejmuje łącznie tylko ok. 250 milionów ton. To jest ok. 0,5% ich całości stąd można uznać, że stanowi wartość marginalną i nie wartą szerszych analiz. Inaczej jest z grupą „b”. Do grupy tej kwalifikowano zasoby, mimo że spełniały one parametry bilansowe, a więc minimalną miąższość pokładu 1,0 m i maksymalną zawartość siarki poniżej 2,0 procent. Czyli najpierw ustalano zasady bilansowania złóż, a potem dowolnie je naruszano stosownie do interesów poszczególnych zleceniodawców.
W analizowanych kopalniach węgla kamiennego autorzy wspomnianej pracy nie pozostawiają żadnych wątpliwości, co do swoich wniosków. Wykazano w niej, że parcele zasobowe były najczęściej przeklasyfikowywane i skreślane z ewidencji z przyczyn subiektywnych. Czy są to kryteria wystarczające i czy ich dowolne stosowanie nie jest przestępstwem? Z tym pytaniem warto zwrócić się do instytucji odpowiedzialnych za ten stan rzeczy. Przede wszystkim za zasoby i stan ich ewidencjonowania odpowiada Minister Środowiska, a konkretnie Podsekretarz Stanu – Główny Geolog Kraju. Podobnie, jak za kontrolę stanu gospodarki złożem odpowiada Wyższy Urząd Górniczy w Katowicach, który procedury te zaakceptował. Przeprowadzone tylko w kilku kopalniach badania wykazały, że sprawa ta ma znacznie szerszy zasięg i powoduje znaczące i niczym nieuzasadnione zubożenie naszych zasobów węgla kamiennego.
Ciemna liczba
Cytowani tu specjaliści z Politechniki Śląskiej nie tylko zestawili wszystkie szczegóły gospodarki złożem w badanych kopalniach. W swojej pracy podali też wiele ocen, rad, wniosków i zaleceń. Na uwagę zasługuje ich wszechstronne ujęcie tematu począwszy od czysto przyrodniczych i technicznych możliwości eksploatacji poszczególnych pokładów, a skończywszy na etyce zawodowej. W tym kontekście podnoszą oni krzywdzące zarzuty skierowane do kadry geologów dokumentujących, którym na podstawie tej procedury można postawić zarzuty, że „nie potrafili oni wiarygodnie rozpoznać obecności węgla pośród przewiercanych skał w otworach wiertniczych”. Proponują oni, aby ubytki zasobów wynikały tylko z eksploatacji i związanych z nią strat. Reszta zasobów winna być stale ewidencjonowana. Wynika to przede wszystkim z marnowania nakładów finansowych, jakie zostały wydane na ten właśnie cel. Tym bardziej, że pod względem prawnym zasoby te podlegają ochronie. Zasadniczo brak jest przyczyn ekonomiczno – technicznych do ich skreślania. Wszystko to składa się na zafałszowanie informacji składanych decydentom, którzy podejmują decyzje strategiczne w polityce energetycznej. W ten sposób obarczona jest ona dużym błędem o stanie i wielkości naszych zasobów. Zwraca się uwagę, że oficjalne dokumenty na ten temat nie są precyzyjne. Należy je traktować jako minimalne. Prawdziwą wielkość zasobów należy traktować jako „liczbę ciemną”.
Surrealistyczna tragedia
Jednym z ważnych elementów prawidłowej gospodarki złożem są nie tylko kwalifikacje, wiedza i doświadczenie zawodowe geologów i górników, ale także etyka zawodowa. Rozwijając ten temat trzeba zadać pytanie, czy lepiej jest mieć duże zasoby, choć trudne do eksploatacji, czy małe i łatwe? Pozornie odpowiedź wydaje się prosta lepiej jest mieć duże zasoby, choć trudne w eksploatacji. Praktyka jest zwykle inna. Po co się trudzić, ryzykować i męczyć się, kiedy można lekko, łatwo i wygodnie. Że kopalnia będzie miała krótszy żywot? A co nas to obchodzi? Nas tu już nie będzie. Tym niech się martwią nasi następcy. Ten mało odpowiedzialny tok rozumowania jest na ogół dość powszechny. W ten sposób skreślono z ewidencji około 4,5 miliarda ton z zasobów węgla kamiennego. Na ich udokumentowanie wydano mniej więcej tyleż złotówek. Można zadać kolejne retoryczne pytanie. Po co najpierw wydaje się pieniądze na poszukiwania złóż węgla kamiennego? Po to, aby po udokumentowaniu zasobów złóż, potem skreślić je z ewidencji. W tym kontekście cała ta procedura wydaje się być żywcem wyjęta z surrealistycznej tragedii w stylu Sławomira Mrożka.
1 Krystian Probierz, Borys Borówka – Weryfikacja ilościowa i jakościowa zasobów węgla kamiennego w wytypowanych kopalniach Górnośląskiego Zagłębia Węglowego. Monografia. Wydawnictwo Politechniki Śląskiej. Gliwice 2009.