Adam Maksymowicz: Spór o jedną kopalnię miedzi
Związki zawodowe w KGHM Polska Miedź dowiedziały się, że zarząd firmy rozpoczął kolejne studia nad powołaniem jednej kopalni miedzi. Jednoznacznie negatywne w tej sprawie stanowisko zajęła Sekcja Krajowa Górnictwa Rud Miedzi, która w dniu 19 listopada wysłała do prezesa Herbertha Wirtha protest w tej sprawie. Jest to o tyle temat bulwersujący, że dwa lata temu był on przedmiotem ostrego sporu z prezesem firmy, którym był wtedy Mirosław Krutin. Sprawa stanęła na ostrzu noża. Po całej procedurze wszystkie związki zawodowe zgodnie ogłosiły strajk ostrzegawczy. Prezes musiał ustąpić nie tylko z tego pomysłu, ale także ze swojego stanowiska. Jego następca, próbuje rzecz całą powtórzyć. Można zapytać, po co? Przecież już raz sprawę tę przerabiano z wiadomym skutkiem.
Zmiana warunków
Otóż życie nie stoi w miejscu. Dwa lata temu był kryzys gospodarczy w skali światowej, a ceny miedzi dołowały. W tej sytuacji napinanie konfliktów było wielce ryzykowne dla dalszego istnienia firmy. Wszak nie wiadomo było, kiedy i czym zakończy się globalna recesja. Teraz sprawa jest jasna. Kryzys być może jeszcze nadal istnieje, ale nie dotyczy on surowców strategicznych, a miedź właśnie do nich się zalicza. Jej ceny oscylują wokół najwyższych poziomów z lat sprzed kryzysowych. Pomimo, że wszystkie parametry górnicze w KGHM pogarszają się, to jednak firma osiąga duże dochody, które stara się w miarę korzystnie ulokować na rynku krajowym i zagranicznym. Inwestycje we własne górnictwo są minimalne. To „minimum” liczone jest w milionach dolarów i zasadniczo obejmuje tylko inwestycje gwarantujące dalsze utrzymanie wydobycia, bez możliwości jego zwiększenia w dalszej perspektywie. Ten wzrost mają dać nowe kopalnie rud miedzi zakupione w Kanadzie, w USA, Chile i ewentualnie w innych jeszcze krajach. Po prostu od własnego złoża trzeba uciekać, bo generuje ono coraz większe koszta. Po to, aby przedłużyć ekonomiczny sens ich istnienia trzeba oszczędzać, na wszystkim, co tylko możliwe.
Oszczędności
Od dawna ustalony, badany i kontrolowany proces technologiczny nie daje już większych szans na oszczędności, a ze względów naturalnych jest nawet odwrotnie. Jednopokładowe złoże zalegające od głębokości ok. 600 m poniżej terenu równomiernie zapada w kierunku północno – wschodnim. Pas złoża od wychodni do linii starych szybów został zasadniczo wyeksploatowany w okresie do 1990 roku. Obecnie trwa wybieranie rudy miedzi już poniżej poziomu 1200 w temperaturze zbliżonej do 40°C. Nowe pola eksploatacyjne są tylko głębiej. Konieczne schładzanie przodków na frontach eksploatacyjnych to stale rosnące koszta, które muszą być ponoszone, aby utrzymać wydobycie. Od kilku jednak lat odczuwa się brak koncentratu dla hut, który jeszcze dwa lata temu musiał być uzupełniany w ilości ok. 10 proc. zakupem złomu. Rok później złom stanowił 15 proc. produkcji. Teraz stanowi już 30 proc. Trend ten wydaje się być nieodwracalny. Jednocześnie nowo udostępnione pola eksploatacyjne „Głogów Głęboki” nie posiadają na powierzchni odpowiedniej infrastruktury. Najbliższy Zakład Wzbogacania Rudy jest ok. 10 km od tego pola eksploatacyjnego. Ponieważ brak też szybów wydobywczych, rudę trzeba pod ziemią wozić na tą odległość pod długą górę. Samojezdne wozy dostawcze są na ropę. Nie dość, że zatruwają one oraz podgrzewają i tak duszną tutaj atmosferę, to jeszcze zużywają dwa razy więcej paliwa niż przedtem, kiedy transport urobku był po upadzie. Wszystko to tak generuje koszta, że nawet przy wysokich cenach miedzi rachunek obraca się w granicach opłacalności. Wychodzi na to, że cały ogromny zysk uzyskuje się z zakupionego złomu, a nie z własnej rudy. Tymczasem Ceny miedzi na rynkach światowych wahają się na wzór sinusoidy. Teraz mamy jej maksimum, być może minimum jest już przed nami.
Jedna kopalnia
Nie czekając na spadek cen miedzi zarząd chce za wszelką cenę obniżyć koszta eksploatacji we własnych kopalniach. Jednym z dyskutowanych już od blisko dwudziestu lat jest pomysł połączenia oddzielnych dotąd bytów administracyjno – górniczych. Postanowiono zaoszczędzić na zarządzaniu trzema kopalniami ZG "Lubin", ZG "Polkowice – Sieroszowice" i ZG "Rudna" tworząc jedną zintegrowaną kopalnię. Jest to o tyle uzasadnione, że w każdej z nich są bardzo podobne warunki wybierania jednopokładowego złoża. Podobne też są systemy eksploatacyjne, wentylacyjne, maszynowe, dostawcze itp. Obszary górnicze poszczególnych kopalń przylegają do siebie tworząc jedną przestrzeń eksploatacyjną. Pozwala na to zintegrowany system komputerowy, który umożliwia rejestrację wydobycia w każdej z kopalń wraz z przekazywaniem informacji do zarządzającego centrum. Logika w tej sprawie jest po stronie zarządu, ale logika to nie wszystko.
Kryzys zaufania
Związki zawodowe, a zrzeszają one ok. 90 proc. załogi są przeciwko zamierzonej restrukturyzacji polegającej na utworzeniu jednej zintegrowanej kopalni. Tu, tak samo jak w całej Polsce restrukturyzacja kojarzy się z bezrobociem i pogrzebem firmy. Pierwsza jej próba polegająca na sprzedaży kopalń miedzi obcemu kapitałowi odbyła się w 1992 roku i 32 dniowy strajk uniemożliwił przeprowadzenie tej operacji. Potem doskonalono proces technologiczny osiągając wiele sukcesów na tej drodze. Jednym z nich jest ochrona środowiska spełniająca najbardziej wyrafinowane normy dla hut stawiając je pod tym względem w ścisłej czołówce światowej. Były też liczne niepowodzenia i tu chyba tkwi klucz do rozwiązania obecnego sporu. Należała do nich od początku markowana tylko inwestycja w Kongo, która w rezultacie spowodowała straty w wysokości ok. 100 mln dolarów. Rzecz jednak nie tyle była w stratach, co w propagandzie kolejnych zarządów, które twierdziły, że jest to sukces. Autorzy tej operacji uzyskali nagrody, awanse itp. Podobnych inwestycji było więcej, jak np. zatłaczanie odpadów poflotacyjnych do „pustek” w głębi ziemi, czy też likwidacja kopalni miedzi „Konrad”, wraz z setkami milionów ton rudy w zasobach, z których część przygotowana była do wydobycia. Kilka lat temu tysiące ludzi straciło tam pracę. Na szczęście nie doszła do skutku projektowana lokalizacja odpadów atomowych w złożu soli kopalni „Polkowice – Sieroszowice”. Symbolem tej polityki stała się likwidacja zakładowej biblioteki z kilkudziesięciotysięcznym historycznym zbiorem literatury górniczej, którą przeznaczono na makulaturę. Wszystko to mimo jawnych pomyłek zostało ocenione jako osiągnięcie. Nikt nie chciał przyznać się do rażących błędów i niekompetencji.
Dziś obecny zarząd firmy zbiera plony propagandy sukcesu za wszelką cenę prowadzoną przez swoich poprzedników. Mało, kto wierzy w zapewnienia Zarządu, które dla załogi mają taką samą wartość, jak te w sprawie Kongo i im podobnych. Nieufność budzi dyskusja o logice utworzenia jednej kopalni, a nie o cyfrach, konkretach, obliczeniach, tabelach, wykresach i zyskach, o których nikt nawet nie chce słyszeć.
Redukcja zatrudnienia
Polskie górnictwo, nie tylko rud miedzi, ale także węglowe i odkrywkowe zatrudnia jeszcze znacznie więcej ludzi w przeliczeniu na tonę wydobycia niż jest to w konkurencyjnych firmach na zachodzie. Związki zawodowe nie przyjmują jednak tego do wiadomości. Ich powinnością jest bronić miejsc pracy i one to robią. Zatrudnienie według obietnic Zarządu ma być utrzymane po utworzeniu jednej kopalni. Związkowcy uważają, że jest to niemożliwe, gdyż w kopalniach było trzech dyrektorów, a teraz będzie jeden. Było czterech jego zastępców na trzech kopalniach to kolejnych dwunastu ludzi, a zostanie tylko czterech. To samo dotyczy wszystkich służb administracji, zawiadowców, dyspozytorów, głównych inżynierów, mechaników, geologów, mierniczych itp. razem ocenia się wszystkich do zwolnienia w granicach ok. 1500 dobrze płatnych stanowisk, czyli ok. 10 proc. załogi. Dla zarządu, to konieczność. Dla związkowców to zdziesiątkowanie ich siły i utrata autorytetu wśród załogi. Spór wydaje się nierozwiązywalny.
Potrzeba porozumienia
Póki spór związków zawodowych z zarządem będzie miał prestiżowy charakter póty porozumienie jest niemożliwe. Obie strony nie mogą stawiać sprawy w kategoriach zwycięstwa nad przeciwnikiem. To prosta droga do eskalacji konfliktu. Jego konsekwencją będzie strajk generalny i prawdopodobnie powolna likwidacja wydobycia z własnych złóż rud miedzi. W ten sposób obie strony poniosą porażkę. Wydaje się, że klucz do tego porozumienia leży po stronie silniejszej, jaką jest zarząd. To on musi znaleźć metody i sposoby odbudowania zaufania do siebie wśród górniczych załóg. Inicjatywa zarządu jest w tej sprawie konieczna, gdyż związki zawodowe żyją tradycją zwycięskiego strajku generalnego z 1992 roku. To piękna tradycja, ale lepiej żeby zamiast jej powtórki przeszła ona do chwalebnej historii.