Adam Maksymowicz: Piąte koło u wozu

Deklaracje najważniejszych ludzi w naszym państwie nie pozostawiają wątpliwości, że życie ludzkie jest najważniejszą ich troską. Potwierdzono to zapisem w art. 5 Konstytucji, który mówi o tym RP strzeże niepodległości (…) oraz bezpieczeństwo obywateli…Czy mogą być jeszcze ważniejsze zapisy na ten temat. Chyba w tej sprawie sięgnięto już po argumenty najwyższej rangi. Tymczasem prawo sobie, a życie sobie. Co prawda konstytucyjny zapis o bezpieczeństwie jest bardzo ogólny, ale jednak również i uniwersalny. Znaczy to, że RP strzeże bezpieczeństwa obywateli w każdych warunkach i w każdej ich sytuacji. Jeżeli tak rozumiemy konstytucyjny zapis to trzeba przyjrzeć się temu jak RP dba o bezpieczeństwo swoich obywateli zatrudnionych w górnictwie. Jak wiadomo, ryba psuje się od głowy. Kto zatem na szczytach władzy państwowej odpowiada za bezpieczeństwo górników? Pomińmy w tym wypadku polityczną tylko odpowiedzialność za ten stan rzeczy premiera i wicepremiera, a zarazem ministra gospodarki.


Odpowiedzialność formalna


Spoczywa na ministrze środowiska, który poprzez podsekretarza stanu głównego geologa kraju nadzoruje pracę Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach. W prawie geologicznym i górniczym rola nadzoru górniczego odpowiedzialnego za bezpieczeństwo pracy jest na samym końcu, przed przepisami karnymi i końcowymi. Można powiedzieć, że prawo zapisane wszędzie powinno być tak samo przestrzegane i co to ma do rzeczy, gdzie i co jest zapisane. Powiedzmy jednak, że jest to jednak znaczący symbol roli i znaczenia bhp również w tym prawie. Dalej jest już oczywiście znacznie gorzej. WUG jest przypisany do ministerstwa środowiska, w którym funkcjonuje, jako jeden z najmniej znaczących jego departamentów. Jest on podporządkowany podsekretarzowi stanu głównemu geologowi kraju, który na ogół górnictwo zna z książek i wycieczek turystyczno- krajoznawczych. O fachowości ministra w tym zakresie nie warto nawet wspominać. Wszystko to można oczywiście zakwestionować. Wszak stanowiska rządowe obsadzane są z klucza politycznego, a nie zawodowego. Przyjęte jest jednak, że niezależnie od wykonywanego zawodu, polityk pełniący swoją funkcję gospodarczą musi ją znać przynajmniej w zakresie elementarnym. Pod tym względem zadziwił mię były ambasador RP w Mongolii, który jest z zawodu lekarzem, ale doskonale jest zorientowany we wszystkich inwestycjach górniczych w tym kraju. Wizytował je osobiście, rozmawiał z odpowiedzialnymi ludźmi na miejscu i w rządzie. Składał kompetentne na ten temat raporty. Daremnie jednak szukać tego rodzaju ludzi w ministerstwie środowiska, którzy z pasją i oddaniem współpracowali by z WUG nad podniesieniem bezpieczeństwa pracy w górnictwie. Ministerstwo to zajęte jest raczej przeciwnymi górnictwu problemami, jak ocieplenie klimatu, czy też ograniczenie spalania węgla kamiennego i brunatnego wydzielającego nadmierne ilości dwutlenku węgla do atmosfery. Wszelki rozwój górnictwa godzi w jego interesy. Najlepiej dla niego będzie, jak górnictwo samo się zlikwiduje. W ministerstwie tym sprawy bezpieczeństwa pracy w górnictwie to piąte koło u wozu, które tylko przeszkadza w jego międzynarodowej i globalnej misji.


Rządowa reforma


Po każdej coraz bardziej tragicznej katastrofie górniczej premier i odpowiedzialny za ten resort wicepremier i minister gospodarki zgodnie twierdzą, że dłużej już tak być nie może. Wyższy Urząd Górniczy ma zostać przeniesiony do bardziej pod tym względem kompetentnego resortu. Potem czas szybko mija. Wszyscy zapominają o swoich deklaracjach oraz przyrzeczeniach i jest, jak jest aż do następnej katastrofy górniczej. Potem rytuał ten odnawia się po raz kolejny i tak aż do następnych wyborów parlamentarnych. Nowy rząd ma ważniejsze sprawy na głowie i nie będzie zajmować się zmianą sytuacji WUG w jego strukturze. Krótko mówiąc bezpieczeństwo pracy w górnictwie, tak naprawdę nikogo w żadnym rządzie nie interesuje. Konstytucja, konstytucją, zapisy zapisami, a życie ma swoje prawa. Górnicy tracą życie pod ziemią, a cynicy odpowiadają, że niech szukają pracy gdzie indziej. Pozornie wydaje się, że jest to łańcuch niemożności nie do przełamania. Zmiana tego stanu jest jednak możliwa. Tylko ktoś musi tego chcieć. Wystarczy, aby na przykład związki zawodowe zaskarżyły do Trybunału Konstytucyjnego działania rządu względem górnictwa, gdyż nie wywiązuje się on permanentnie i umyślnie z obowiązków nałożonych na niego przez cytowany na wstępie art. 5 Konstytucji RP dotyczący bezpieczeństwa obywateli. Pozytywne orzeczenie Trybunału skutkuje wypłatą dla rodzin zabitych górników odszkodowań idących w miliony złotych za każdy wypadek śmiertelny oraz odpowiednio w setkach tysięcy złotych za każdy inny wypadek. Rząd przyciśnięty do muru wyrokiem Trybunału natychmiast spowoduje odpowiednie i konieczne reformy.


Nauka o BHP w górnictwie


Górnictwo wykładane jest na trzech wyższych uczelniach w kraju. Są nimi Akademia Górniczo – Hutnicza w Krakowie, Politechnika Śląska w Gliwicach oraz Politechnika Wrocławska. O BHP w górnictwie najwięcej można dowiedzieć się tylko na Politechnice Śląskiej. W Instytucie Eksploatacji Złóż znajduje się Zakład Aerologii i Bezpieczeństwa Górniczego. Poza tym posucha. Owszem są jeszcze kursy podyplomowe z zakresu BHP. Już sama nazwa „kurs” mówi o jakimś działaniu ubocznym uczelni. Studiów z zakresu bezpieczeństwa pracy w górnictwie nie ma. Brak z tego zakresu profesorów, docentów i doktorów. Tu odezwą się głosy, że BHP nie jest nauką i dlatego w ten sposób nikt się nią nie zajmuje. Owszem nauką nie jest, bo tak to przyjęliśmy. Jest to jednak niczym nie uzasadnione założenie. Wręcz przeciwnie należy się dziwić, że zachowanie życia ludzkiego w warunkach permanentnego zagrożenia nie jest naukowo opracowywane, badane i kontrolowane. Jedynym pod tym względem wyjątkiem jest Główny Instytut Górniczy w Katowicach. Ma on przynajmniej siedem zakładów zwalczania różnego rodzaju zagrożeń. Nie mniej tych czasem nawet prostych wymagań naukowej dyscypliny w zakresie przestrzegania zasad, a niekoniecznie tylko przepisów bhp, nawet i tutaj brakuje. Jak wspomniano nauka dostosowuje się do zapotrzebowania w kopalniach na różne specjalności. Nie ma jednak presji na konieczność zatrudniania wysoko wykwalifikowanych specjalistów do spraw bhp w polskim górnictwie. Brak możliwości awansu jednoznacznie utrąca pod tym względem ambicje zarówno uczelni, jak i studentów. Dlatego na naszych wyższych uczelniach, przy całym szacunku dla ich dotychczasowego dorobku naukowego, bezpieczeństwo i higiena pracy w górnictwie jest również tym przysłowiowym piątym kołem u wozu.


Kto ma to zmienić?


Żadne narzekania nic tu nie zmienią, jeżeli za potrzebami bhp w górnictwie nie stanie zdecydowana siła. Mogą ją utworzyć ci, którzy na tym najwięcej tracą. Są to związkowcy, bo oni pracują na najbardziej zagrożonych odcinkach w polskich kopalniach. Po rządzie, którego obraz po każdej katastrofie górniczej staje się coraz bardziej czarny, niewiele można się spodziewać. Wydaje się, że rząd przyjął zmodyfikowaną doktrynę rzecznika prasowego z czasów stanu wojennego, że rząd bez górnictwa też się wyżywi. Z tego błogiego jego letargu może wyrwać go tylko zdecydowane działanie. Obok dwóch podstawowych postulatów związkowych pracy i godziwych zarobków musi pojawić się żądanie zwiększenia nakładów na bezpieczeństwo pracy w górnictwie. Temat ten ma być też przedmiotem negocjacji i sporów z rządem. Im bardziej będzie on ostro podnoszony na różnego rodzaju masówkach, demonstracjach i publikacjach, tym bardziej będą rosły szanse na zmianę tego niewątpliwie chorego układu związanego z BHP w górnictwie. Opór przeciw takiemu traktowaniu spraw bezpieczeństwa pracy może spowodować, że piąte koło u wozu będzie już zbędne. Ma się ono stać kołem pierwszym, a w najgorszym przypadku czwartym, bez którego wydobycie w polskich kopalniach nie będzie mogło mieć miejsca.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.