Adam Maksymowicz: Paradoksy węgla brunatnego

Emocje, jakie wywołują projekty eksploatacji węgla brunatnego w Polsce mają charakter skrajny. Wiadomo, że pochodząca z niego energia elektryczna jest najtańsza. Odkrywkowa jego eksploatacja powoduje jednak nieuchronną dewastację terenu.

Przeciwko temu protestują organizacje ekologiczne, samorządy i miejscowa ludność. Uważa się, że ten powszechny sprzeciw ma już charakter najsilniejszej siły politycznej zorganizowanej w „partii protestu”. Choć jest ona nieformalna liczy się z nią rząd, parlament i międzynarodowa opinia publiczna. Jej siła wyraża się też w nie przyjmowaniu do wiadomości, że tereny poeksploatacyjne równocześnie można rekultywować, przekazując je do gospodarczego wykorzystania w stanie często lepszym niż przed ich zdewastowaniem. Ponieważ jesteśmy państwem demokratycznym, w którym większość ma zawsze rację, choćby w rzeczywistości było inaczej, na tym tle przyszłość górnictwa węgla brunatnego rysuje się raczej w barwach czarnych.

Niemcy

Całkiem odwrotne zapatrywania na ten temat panują w sąsiednich Niemczech. Jest tym bardziej godne uwagi, że Polska i Niemcy znajdują się w tej samej strefie występowania dużych złóż węgla brunatnego. Oba kraje dysponują największym w Europie potencjałem jego zasobów, z tym, że Polska nieznacznie wyprzedza naszych sąsiadów pod tym względem. O ile potencjał jest zbliżony, to górnicza rzeczywistość różni się zasadniczo. Niemcy wydobywają trzy razy więcej tego paliwa od nas. Stanowi tam ono około 25 procent dostaw energii elektrycznej. U nas przy znacznie skromniejszych możliwościach zapewnia blisko 40 procent tego rodzaju potrzeb. Jednocześnie w Niemczech nie słychać o żadnych protestach międzynarodowych organizacji typu Greenpeace. Na pytania, dlaczego tak się dzieje, aktywiści tej skądinąd bardzo zasłużonej organizacji milczą i opowiadają, że interesuje ich Polska, a nie Niemcy. Obserwatorzy sceny politycznej i gospodarczej zwracają jednak uwagę na powszechnie panująca w Niemczech dyscyplinę pracy. Uczestnicy tego rodzaju protestów są poddawani obserwacjom przez Urząd Ochrony Państwa, czyli takiemu polskiemu odpowiednikowi kontrwywiadu, lub urzędu o podobnym charakterze. Informacje przekazywane na ten temat pracodawcom powodują, że ci natychmiast pozbywają się demonstrantów nie zważając na żadne w tej materii „prawa człowieka” itp. Można jednak zauważyć, że istnieje tam znacznie większy niż w Polsce protest tych organizacji przeciwko budowie elektrowni atomowych. W jakiejś mierze jednak wspiera on rządową koncepcję likwidacji tychże elektrowni w Niemczech.

Sierota

Ponieważ energia elektryczna pochodząca z węgla będzie okładana coraz wyższym podatkiem za odprowadzanie do atmosfery dwutlenku węgla, szuka się innych tańszych rozwiązań. Z dotychczasowych jednak analiz wynika, że dla Polski innych rozwiązań nie ma. Zielona energia, odnawialna itp., jest i bez tego znacznie droższa, bardziej chimeryczna w dostawach i nie jest w stanie zapewnić żądanych mocy dla przemysłu. Odejście od węgla brunatnego powoduje kolejny wzrost cen energii. Jego przeciwnicy odpowiadają, że wolą żyć biednie, ale za to czysto i szlachetnie. Nie jest to deklaracja wiarygodna. Tak mówi się wtedy, kiedy energia jest tania. Potem bieda staje się powszechna, a państwo polskie ze statusu suwerennego podmiotu z konieczności staje się półkolonią tych, którzy dostarczą mu niezbędnej energii do jego dalszej egzystencji. Najlepiej świadczą o tym rzeczowe argumenty prezentowane przez Greenpeace w sporze o odkrywkę „Tomisławice” w pobliżu Konina. Otóż twierdzą oni, że odkrywka osusza historyczne jezioro „Gopło”. Nie zgadzają się oni z żadnymi opiniami, ekspertyzami wykonanymi przez znanych polskich hydrogeologów zajmujących się zawodowo tego rodzaju problemami. Są oni oskarżani o sprzyjanie „węglowemu lobby”. Zarzuca się im stronniczość. Przeciwko nim rzuca się innych uczonych, którzy choć na ogół nie mają ku temu żadnych kwalifikacji zawodowych orzekają „bezstronnie” i zgodnie z życzeniem Greenpeace. Środowiska te nie wahają się przed żadnym oskarżeniem, przed żadnym pomówieniem i przed żadnym prezentowaniem bardzo wątpliwych badań na ten temat. Są one bardzo prężne, mają one międzynarodowe i medialne poparcie. W starciu z nimi polski węgiel brunatny jest jakby sparaliżowany. Oświadczenia jego przedstawicieli do nikogo nie docierają. Po prostu węgiel brunatny, podobnie jak blisko dwadzieścia lat temu było to z węglem kamiennym, na polskim rynku politycznym i gospodarczym stał się „sierotą”, która skazana jest na wegetację i eliminację.

Stanowisko rządu

Rząd polski o tym wszystkim doskonale wie. Nie jeden raz dawał to do zrozumienia wicepremier i minister gospodarki. Rząd jest za tym, aby energia była jak najtańsza. Dlatego nie rezygnuje i nie może zrezygnować z nowych kopalń i elektrowni opartych na węglu brunatnym. Nie mniej musi się on jednak liczyć z tzw. „opinia publiczną’, która generalnie jest przeciwna inwestycjom w węgiel brunatny. Dlatego stosuje on klasyczną dla demokracji zasadę, że jest „za, a nawet przeciw”. Zwleka z podejmowaniem decyzji licząc na wyciszenie wspomnianych protestów. Potem dopiero zamierza przystąpić do procesu inwestycyjnego. Świadczy o tym podtrzymywanie roli węgla w „Programie rozwoju energetyki do 2030 roku”, gdzie zapisano podjęcie eksploatacji przede wszystkim złoża węgla brunatnego „Legnica”. Rząd chce przeczekać burzę sprzeciwu i wypalenie się „partii protestu”. Tymczasem partia ta stale rośnie w siłę. Brak jakiegokolwiek stanowczego sprzeciwu dla jej destrukcyjnej roli w polskiej energetyce tylko umacnia jej wpływy. Niewątpliwie jest to polityka błędna. Zachęca ona wszystkich przeciwników polskiej energetyki opartej na węglu do frontalnego ataku. W tej sytuacji czekanie na samoistną poprawę koniunktury dla węgla brunatnego jest zwykłą naiwnością. To, być może kiedyś nawet nastąpi, ale należy przewidywać, że wtedy, kiedy nie będzie już w Polsce ani jednej elektrowni opartej na tym paliwie. Wtedy, będzie to po prostu przysłowiowa „musztarda po obiedzie”. Wtedy po raz kolejny, będziemy mogli przypomnieć sobie znane przysłowie, że „mądry Polak po szkodzie”, ale jak przestrzegał już nieoceniony Jan Kochanowski „i tę przypowieść sobie kupi, że przed szkodą i po szkodzie głupi”.

Ofensywa

W interesie polskiej energetyki, żeby nie powiedzieć nawet polskiej racji stanu, potrzebna jest szeroka ofensywa przeciwko poglądom, stanowiskom i działaniom przeciwników polskiego węgla. Choć ten drastyczny spór dotyczy bezpośrednio węgla brunatnego, to nie ulega jednak najmniejszej wątpliwości, że w podtekście przygotowywana jest kolejna faza ataku również na węgiel kamienny. To nic, że ceny węgla pną się do góry generując zyski kopań, elektrowni i całego polskiego przemysłu energetycznego. O tym wiedzą fachowcy i małe grono ludzi interesujących się stanem polskiej gospodarki. Przeciętny obywatel zasypywany ze wszystkich stron o potrzebie „ochrony środowiska”, o „ociepleniu klimatu” wbrew wszelkim namacalnym dowodom, nadal wspiera postulaty Greenpeace. Sprowadzają się one do prostego hasła „precz z węglem brunatnym”. Kto ma się temu przeciwstawić? Jest jasne, że jeżeli nie zrobi tego rząd, to już wkrótce polska energetyka padnie pod ciosami „ochrony środowiska”. Dość jeszcze silne ekonomicznie środowiska związane z węglem brunatnym nie są przygotowane do tego rodzaju konfrontacji. Ich specjalnością jest produkcja najtańszej energii, a nie marketing polityczny, medialny, naukowy i informacyjny. To, że mają one rację w kontekście polskiego interesu gospodarczego to na dzisiaj jeszcze za mało. O posiadaniu tej racji trzeba jeszcze przekonać polskie społeczeństwo. Dokonać tego można tylko poprzez skoordynowaną ofensywę medialną, naukową, publicystyczną i informacyjną. W kontekście wagi sprawy, o którą toczony jest spór, wszystkie proponowane wydatki na ten cel mają charakter groszowy.

Paradoksy

Nie możemy być stale krajem paradoksów. Mając największe złoża węgla brunatnego Europie, a nawet na świecie nie możemy dopuścić do ich zlekceważenia. Wytwarzany z niego najtańszy prąd elektryczny jest podstawą rozwoju polskiej gospodarki. Rozwój ten w znacznej mierze niesie za sobą likwidację bezrobocia. Porzucając produkcje taniego prądu sami skazujemy się na drożyznę i coraz trudniejsze warunki bytowania. Wydaje się, że Polska ma szansę na konkurencyjne funkcjonowanie naszej gospodarki również w strukturach UE. Stanie się tak jednak, pod warunkiem, że nie ulegniemy mirażom i namowom pięknie brzmiących międzynarodowych gremiów usiłujących nas wyeliminować z rynku taniej energii. Jest pewne, że dalsze podtrzymywanie wszystkich paradoksów związanych z węglem brunatnym jest dla nas wielce szkodliwe. Im szybciej przystąpimy do przemyślanego ich usuwania i eliminowania tym lepiej, dla polskiej energetyki i dla każdego mieszkańca naszego pięknego kraju.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Siódma stacja wodorowa już działa. Nowy punkt powstał w Gdyni, w Katowicach też już jest

Orlen uruchomił swoją siódmą w Polsce ogólnodostępną stację tankowania wodoru. Obiekt przy ul. Wielkopolskiej 239 w Gdyni jest przeznaczony dla samochodów osobowych, autobusów i ciężarówek. Inwestycja stanowi kolejny etap rozbudowy krajowej infrastruktury wodorowej, która ma wspierać rozwój niskoemisyjnego transportu i realizację strategii wodorowej Grupy Orlen.

Górnicy: Transformacja energetyczna jest obecnie procesem niesprawiedliwym i niezaplanowanym

Przygotowanie przez Eneę i Bogdankę mapy drogowej transformacji oraz programu przekwalifikowania pracowników - to niektóre z rekomendacji zawartych w opublikowanym we wtorek raporcie Fundacji Instrat.

Błoto, pot i adrenalina, czyli biegiem po hałdzie - SRK & RUNMAGEDDON

84 lata - tyle wyniosła różnica wieku między najmłodszym i najstarszym uczestnikiem tegorocznej edycji SRK & RUNMAGEDDON Katowice Hałda Kostuchna. Na trasie błoto, pot i adrenalina. Na mecie - triumf z wytrwałości i radość z pokonania własnych słabości. Z wyjątkowym pogórniczym terenem zmierzyło się blisko cztery tysiące osób.

Mija rok od zamknięcia estakady w Chorzowie. Czy wrócą tam samochody?

Dokładnie rok temu całkowicie wyłączono z użytku estakadę w Chorzowie. To była reakcja prezydenta miasta na ekspertyzę, która wskazywała, że może dojść do katastrofy. Zgodnie z ekspertyzą uzupełniającą można tam w ograniczonym zakresie przywrócić ruch. Ale czy to nastąpi? - W tej kwestii decyzja jeszcze nie zapadła. Dyskutujemy, czy będzie to w ogóle miało sens – stwierdził prezydent Chorzowa Szymon Michałek.