Adam Maksymowicz: O bezpieczeństwie w górnictwie
Kontrolujący bezpieczeństwo pracy w kopalniach Wyższy Urząd Górniczy w Katowicach i podległe mu Okręgowe Urzędy Górnicze zbierają z tego tytułu mniej lub bardziej uzasadnione słowa krytyki. Padają też propozycje istotnych reform w działaniu tej instytucji. Nie chodzi tu o wewnętrzne zmiany w strukturze funkcjonowania, kontroli, czy też innego usytuowania w administracji państwowej.
Mówiąc o reformie WUG trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że dokonanie tego tylko w tej instytucji niewiele zapewne zmieni. Reforma państwowego nadzoru górniczego musi iść w parze ze zmianami organizacyjnymi, technicznymi i naukowymi w całym polskim górnictwie, a przede wszystkim w górnictwie podziemnym.
Szczegółowa kontrola
W swoich zasadniczych zrębach system kontroli bezpieczeństwa pracy został ukształtowany ponad pół wieku temu. Wtedy, kiedy technika wydobycia była znacznie mniej skomplikowana wydawało się, że wszystko można skontrolować na bieżąco. Liczyła się ilość kontroli, zatrzymane roboty, a także ilość wniosków karnych. Na to wszystko znaleziono równie prostą odpowiedź. Na kopalniach powstawały fundusze na opłacenie kar finansowych.
Bezpieczeństwo bez żadnych powiązań produkcyjnych zawsze było na drugim, a może i na jeszcze dalszym planie. Kierownictwo kopalń było rozliczane z wydobycia i kosztów, reszta miała małe znaczenie. Doktryna ta modyfikowana, zmieniana i uzupełniana w jakiś sposób w swojej głównej części przetrwała jednak aż po dzień dzisiejszy. Utrwaliła ona pewien układ, który polega na zabawie w złodziei i policjantów. Ci ostatni to oczywiście inspektorzy urzędów górniczych, którzy wpadali znienacka do kopalń. Zastawali tam prawie zawsze szereg nieprawidłowości. Spisawszy odpowiednie protokoły, wnioskując kary i nakazując pożądane zmiany wyjeżdżali z kopalni z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Tymczasem, ledwie urzędnicy znaleźli się za bramą kopalni, wszystkie ich ustalenia na ogół szły do kąta, a warunki pracy wracały do „normy”, czyli do tego samego sposobu, co przed kontrolą. Za kilka dni kontrola się powtarzała, znów spisywano protokoły, karano winnych i tak w kółko.
Nic dziwnego, że nawet po szczegółowych kontrolach dochodziło do tragicznych w skutkach wypadków. Na ogół, im kto stał niżej w hierarchii górniczej, tym bardziej był narażony na represje ze strony urzędów górniczych. Im wyżej tym rzadziej karano kogokolwiek. Zawieszenie w obowiązkach Kierownika Ruchu Zakładu Górniczego (KRZ) oraz bezpośrednio podległych mu służb należało do zjawisk niezwykle rzadkich.
Zmiana priorytetów
Zgodnie z przepisami prawa geologicznego i górniczego za bezpieczeństwo pracy w kopalni odpowiada Kierownik Ruchu Zakładu Górniczego. Jednakże tylko formalnie. W rzeczywistości odpowiada tylko i wyłącznie za własne decyzje, które podjął w konkretnej sprawie, a nie za decyzje wszystkich swoich podwładnych. Jest to odpowiedzialność osobista. Instytucja, którą reprezentuje KRZ, a więc kopalnia, spółka i holding poza moralną odpowiedzialnością nie ponosi żadnych innych skutków stwierdzonych nieprawidłowości.
Dawniej w ten sposób chroniono decydentów, którzy z nominacji partyjno–rządowej kierowali polskim górnictwem. Na Komitet Centralny PZPR i jego filię w Katowicach - Komitet Wojewódzki nie mógł paść żaden cień odpowiedzialności za zaistniała sytuację. Dziś nie ma już tych politycznych struktur z czasów PRL, ale stara zasada ochrony najwyżej postawionych decydentów górniczych nadal funkcjonuje w najlepsze.
Prawo
To musi się zmienić. Nic tu nie pomoże żadna krytyka działalności WUG i jego krajowych delegatur. Nowe prawo winno dawać organom kontrolnym możliwości sięgania po najwyżej postawione osoby w hierarchii górniczej. Jednakże jest to w całej działalności nadzoru państwowego jeszcze najmniejsze zmartwienie. Tak naprawdę, to każdego nawet wysoko postawionego hierarchę górniczego można skazać na kilka, może nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. To żadna kara w odniesieniu do zadośćuczynienia za zaistniały wypadek i brak nadzoru nad bezpieczeństwem podległych kopalń.
Bardziej dotkliwa, choć też tylko pozornie, jest możliwość nawet dożywotniego zakazu pełnienia określonych funkcji i stanowisk w górnictwie. To też da się ominąć. Przemysł wydobywczy ma dość innych stanowisk, aby ukaraną w ten sposób osobę przenieść na równorzędne płacowo stanowisko.
Wszystko wskazuje na to, że karanie konkretnych osób, powinno być poszerzone w górę. Karanie konkretnych ludzi w całym systemie pracy górniczej należy w sumie uznać za niewystarczające i symboliczne.
Prawo musi pozwolić organom nadzoru górniczego karać również instytucje, a nie tylko osoby je reprezentujące. Te kary nie mogą być, jak w wypadku osób, liczone w tysiącach złotych, bo byłaby to nadal tylko namiastka kary. Muszą być one wyrażone w milionach, dziesiątkach i setkach milionów złotych. Muszą być one tak dotkliwe, żeby o bezpieczeństwie myśleli stale wszyscy począwszy od prezesa holdingu, a skończywszy na górniku dołowym. Tylko w ten sposób można uzyskać strukturalną poprawę przestrzegania zasad bezpieczeństwa pracy w górnictwie.
Pozycja Wyższego Urzędu Górniczego
Od dawna krytykowana jest niska ranga Wyższego Urzędu Górniczego w hierarchii administracyjnej państwa. Obecnie jest on przypisany do Ministerstwa Środowiska, w którym zajmuje pozycję departamentu.
Obecnie prezes WUG podlega Głównemu Geologowi Kraju w randze wiceministra środowiska. W ministerstwie tym zagadnienia bezpieczeństwa pracy w górnictwie są przysłowiowym „piątym kołem u wozu”. Wynika to przede wszystkim z nastawienia tegoż ministerstwa na ograniczenie rozwoju górnictwa, które jest jednym z najpoważniejszych niszczycieli tegoż środowiska. Już sam ten fakt powoduje, że nikt ani Wyższym Urzędem Górniczym ani bezpieczeństwem pracy w górnictwie nie zajmuje się tu poważnie.
Liczne organizowane w ministerstwie narady, konferencje, sympozja i seminaria mało dyskretnie pomijają tę problematykę. Po kolejnych zbiorowych wypadkach śmiertelnych obiecywano, że to się zmieni. Na temat ten wypowiadały się najważniejsze osoby w państwie. Wraz jednak z upływem czasu zapominano o sprawie i tak trwa to aż po dzień dzisiejszy.
Była propozycja przeniesienia WUG do MSWiA. Jest to o tyle logiczne, że sposób działania tej instytucji jest charakterystyczny dla służb policyjnych.
Sierota
Kontrolna państwowego nadzoru górniczego związana jest z wiedzą na temat zachowania się górotworu w określonych warunkach przyrodniczych. Dla tego celu niezbędne jest prowadzenie stałych obserwacji i badań. Często są one kosztowne i długotrwałe. Niemniej bez nich nie można zapewnić ani prawidłowej eksploatacji, ani bezpieczeństwa pracy. Z oświadczeń prezesa WUG wynika jednak, że brak jest pieniędzy na realizację koniecznych badań. Nie mają ich ani wyższe uczelnie, ani ministerstwo gospodarki, ani środowiska. Po prostu zagadnienie bezpieczeństwa pracy w górnictwie jest sierotą bez ojca i matki. Przedstawiciele WUG mogą sobie pogadać, błagać oraz prosić i tak nic to nie pomoże. Urząd nic nie dostanie, ale wymagać się będzie od niego dużo.
Być może, że MSWiA jako instytucja bardziej znacząca w państwie i odpowiedzialna w całości za jego bezpieczeństwo znalazłaby sposoby na zdobycie niezbędnych środków na ten cel.
Konkretne działania
Daleko idąca reforma polskiego górnictwa w zakresie przestrzegania bezpieczeństwa pracy jest przede wszystkim w interesie samych górników narażonych na niebezpieczeństwo. Ten interes nie jest szanowany. Dużo się o nim mówi, ale odwrotnie proporcjonalnie coś konkretnego w tej sprawie się czyni. Na tym tle trzeba zdawać sobie sprawę z zachodzących zmian cywilizacyjnych Polsce.
Otóż nadmiernie niebezpieczna praca w górnictwie podziemnym będzie jednym z silnych argumentów za jego likwidacją przez niechętne nam w tej sprawie struktury UE. Dlatego powinniśmy wszystko zrobić, aby dotychczasowe tragiczne wydarzenia w górnictwie nigdy się nie powtórzyły. Nie mogą to być jednak tylko pobożne życzenia, ale muszą iść za tym konkretne działania.