Adam Maksymowicz: (Nie)bezpieczeństwo energetyczne

Galeria elektrownia ARC

fot: ARC

Po oddaniu nowego bloku do użytku całkowita moc Elektrowni Rybnik pokryje około 12 proc. zapotrzebowania na energię elektryczną w Polsce...

fot: ARC

O bezpieczeństwie energetycznym zaczęło być głośno na przełomie tysiącleci, kiedy ważyły się losy rurociągu gazowego z Rosji na Zachód. Wobec braku porozumienia ze stroną polską podjęto decyzję o jego budowie przez Bałtyk. Strategiczna możliwość pominięcia nas przy transporcie tego paliwa do Niemiec i dalej stworzyła w Polsce atmosferę zagrożenia.

 

W tej sytuacji do dziś panuje przekonanie, że polskie bezpieczeństwo energetyczne zależy tylko i wyłącznie od dostaw rosyjskiego gazu. Pomija się milczeniem fakt, że nasza energetyka w 95 procentach oparta jest na węglu, a nie na rosyjskim gazie. Nie zauważa się też, że prawie do końca lat osiemdziesiątych minionego wieku, nie braliśmy gazu z Rosji i równie dobrze się nam żyło pod względem dostaw energii zarówno dla przemysłu, jak i dla gospodarstw domowych.

 

Wśród wszystkich krajów UE jesteśmy jednym z najbardziej zabezpieczonych pod tym względem. Mimo, że posiadamy największe strategiczne zasoby surowców energetycznych, to Polska stara się o solidarność wszystkich gorzej pod tym względem uposażonych państw UE. To my najwięcej mówimy o zagrożeniu, które najmniej nas właśnie dotyczy.

 

U naszych partnerów i sojuszników wywołuje to z jednej strony zdziwienie, a z drugiej zaniepokojenie. O co im chodzi, jeżeli sami są pod tym względem krajem najbezpieczniejszym?

 

Cień ideologii

 

Wszelkie groźby realne i retoryczne ze strony Rosji są w Polsce odbierane alergicznie. Alarm podnoszą media, ministrowie prześcigają się w przygotowaniach do „odporu”, „zabezpieczenia naszych interesów” oraz w przypominaniu, czym był dla nas ZSRR i czym jest jego spadkobierca.

 

Ta polska słabość dobrze jest znana elitom politycznym Rosji. Jeżeli chcą odwrócić polską uwagę od ich np. międzynarodowych inicjatyw wystarczy, że trzeciorzędny urzędnik, komentator medialny, czy doradca doradcy rosyjskiego MSZ powie coś niemiłego, nieprawdziwego i bulwersującego polską opinię publiczną. W Polsce wszyscy mają zajęcie na całe tygodnie. Pisane są petycje, protesty, apele i stanowiska. Wszystko to jest rozsyłane na cały świat, który zamiast tym się przejmować woli robić dobre interesy z Rosją.

 

Tak też i stało się z bałtycką rurą gazową. Krążące nad Warszawą widmo odcięcia rosyjskich dostaw gazu kazało nawiązywać własne kontakty z najbardziej egzotycznymi krajami na Kaukazie i gdzie indziej. Zapleczem był zespół premiera i prezydenta do spraw bezpieczeństwa energetycznego. Szukano wszędzie możliwości wyrwania się z rosyjskiego dyktatu. Na koniec okazało się, że są dla Polski całkiem inne alternatywy.

 

Po śmierci prezydenta zaprzestał działać jego zespół doradczy do spraw bezpieczeństwa energetycznego. W ślad za nim niedawno premier zlikwidował taki sam zespół w swojej strukturze rządowej. Wydaje się, że w tej sprawie cień antyrosyjskiej ideologii odchodzi w zapomnienie.

 

Inicjatywa Waldemara Pawlaka

 

Minister gospodarki i jednocześnie wicepremier twardo i „na chłopski sposób” trzyma się faktów. W energetyce polskiej liczy się węgiel, a nie gaz ziemny. Zasoby i możliwości jego eksploatacji zarówno w wersji węgla kamiennego, jak i brunatnego dają nam zabezpieczenie na setki lat od wszelkich obcych dostaw.

 

Nie możemy się obejść tylko bez importu ropy naftowej, od której zależne jest istnienie transportu samochodowego. Aby rozwinąć i poszerzyć nasze możliwości energetyczne w resorcie gospodarki opracowano „Program polityki energetycznej Polski do roku 2030”. Program ten rząd zaakceptował w listopadzie minionego roku. Jego podstawowym założeniem jest równomierny rozwój wszystkich sektorów energetycznych.

 

Nadal planowany jest rozwój wydobycia węgla kamiennego i brunatnego dla potrzeb energetycznych, mimo że ich całkowity udział na rynku będzie relatywnie malał. Wobec znaczącego postępu technicznego i naukowego coraz większą rolę będzie odgrywać energetyka atomowa. Być może, że nowe technologie poszukiwania „gazu łupkowego” zakończą się powodzeniem. Skala zasobów tego gazu jest jeszcze nieznana, ale w najgorszym przypadku przewiduje się podwojenie wydobycia z własnych źródeł. W takim wypadku własny gaz zaspokoić mógłby ponad dwie trzecie naszego zapotrzebowania. Rosyjskie dostawy miałyby wtedy charakter uzupełniający, rozwojowy, a nawet luksusowy. W krytycznych momentach moglibyśmy z nich w ogóle zrezygnować.

 

Trwają też polskie nowatorskie badania na skalę światową uzyskania benzyny za pomocą procesu sztucznej fotosyntezy, jak i uzyskania energii elektrycznej bezpośrednio z ogniwa węglowego. Tak szeroko zakrojone i zaawansowane prace nie wymagają już żadnych nowych inicjatyw. Najpierw należałoby zakończyć te z nich, które są najbardziej zaawansowane.

 

Ostatnie decyzje premiera komentowano jako przekazanie Waldemarowi Pawlakowi odpowiedzialności za bezpieczeństwo energetyczne. Jest to o tyle dziwne, że poprzednio nikt z niego tej odpowiedzialności nie zdejmował.

 

Porażka węgla brunatnego

 

Powszechny opór przeciwko budowie nowych odkrywek węgla brunatnego powoduje, że branża ta będzie musiała myśleć o likwidacji swoich interesów w Polsce. Produkowany na tej bazie najtańszy prąd elektryczny będzie musiał być zastąpiony znacznie droższymi zamiennikami.

 

Rząd, który początkowo wspierał zamiary udostępnienia złoża „Legnica”, „Gubin” i „Mosty”, jakby już zrezygnował z tych projektów. Trzeba zauważyć, że opór miejscowej społeczności, niezależnie od jego racjonalnego uzasadnienia, stale narastał. Przyczyniły się do tego nieudane, aby nie powiedzieć, że wręcz prymitywne kampanie promujące korzyści wynikające z eksploatacji tego surowca energetycznego. Przyglądając się im bliżej można dostrzec pod tym względem brak profesjonalizmu i niechęć krajowego kierownictwa węgla brunatnego, jak i jego rządowych zwolenników do wygrania tej bitwy.

 

Byłaby ona tylko wtedy wygrana, gdyby resort ochrony środowiska i węgiel brunatny potrafili przeciągnąć na swoją stronę opinię publiczną. W tej chwili wydaje się to już niemożliwe szczególnie, że zainteresowane strony nadal tkwią w starych okopach propagandy, która przynosi wyniki odwrotne od zamierzonych.

 

Ostatni spór o „mikroskopijną” odkrywkę „Tomisławice”, o którym zadecyduje Komisja Europejska, świadczy o tym najlepiej.

 

Katastrofa energetyczna

 

Zagrożenie polskiej energetyki nie wynika jednak wcale z decyzji podejmowanych na zewnątrz naszego kraju. Wieloletnie zaniedbania w uruchomianiu nowych mocy produkcyjnych, przy stale wzrastającym zużyciu prądu elektrycznego osiągają obecnie swoje graniczne możliwości. Od najbliższych lat będzie już coraz gorzej.

 

Po prostu stan techniczny polskiej energetyki jest tragiczny. Ze względu na zużycie techniczne do 2030 roku będziemy musieli wyłączyć ok. 20 tys. MW. To jest dwie trzecie obecnej produkcji energii. W tym czasie planowana jest budowa bloków energetycznych o mocy blisko połowy wyłączonych z ruchu elektrowni. Planowana, to jeszcze nie znaczy, że zostanie wykonana.

 

Blisko 70 procent naszych elektrowni istnieje już około 50 lat. Energetycy zwracają uwagę na to, że każdy samochód w takim wieku już dawno byłby na złomie. Tymczasem elektrownie są eksploatowane w sposób po pierwsze bardzo niewydajny i nieracjonalny. Po drugie w sytuacji coraz bardziej niebezpiecznej dla nich samych. Jest wielce prawdopodobne, że nowe dyrektywy UE zabronią dalszej eksploatacji tego rodzaju „zabytków” techniki.

 

Nie lepszy jest też stan polskich sieci przesyłowych, który pod względem technicznym w pełni odpowiada „muzealnemu” poziomowi elektrowni. W wypadku zaistniałego kryzysu, nie będzie można nawet zakupić potrzebnej nam energii za granicą. Nie będzie jej czym dostarczyć do odbiorców.

 

Tymi problemami jakoś nikt zająć się nie chce. Rząd i opozycja mają ważniejsze sprawy na głowie, do których należą kolejne wybory parlamentarne.

 

Nonszalanckie samobójstwo?

 

Społeczeństwo polskie jest w tej sprawie niedoinformowane. Wiadomości te nie są tajne, ale też nie są one nagłaśniane. Od czasu do czasu nieśmiało docierają one przez marginalne media do opinii publicznej. Zarówno przez polityków, jak i media głównego nurtu są one lekceważone jako niewiarygodne straszenie nas wszelkimi kataklizmami, które wcale nie muszą nastąpić.

 

Przypomina to historię „niezatapialnego” statku pasażerskiego o nazwie „Tytanik”. Okręt szedł na dno, a reprezentacyjna orkiestra już po kostki w wodzie grała szalone przeboje, aby nie wzbudzać paniki. Kto był przytomny i nie uwierzył w zapewniane bezpieczeństwo, ten się uratował, reszta wraz ze statkiem poszła na dno.

 

Wszystko w tej sprawie wskazuje, że największym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa energetycznego jesteśmy my sami. Nasza nonszalancja, brak wiedzy, doświadczenia i lekceważenie muszą kiedyś doprowadzić do samobójstwa gospodarczego. Wszak bez energii nic nie da się wyprodukować. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę i podejmiemy właściwe działania, tym lepiej.

 

Czytaj: Felietony Adama Maksymowicza

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Bogusław Oleksy: „Nie rozważamy sprzedaży JSW Koks, pracujemy nad różnymi scenariuszami”

Bogusław Oleksy, p.o. prezesa Jastrzębskiej Spółki Węglowej, podczas ostatniej konferencji wynikowej spółki, poinformował, że Grupa JSW nie rozważa sprzedaży JSW Koks, pracuje nad różnymi scenariuszami i optymalizacją kosztów.

Orlen przedłuża promocję paliwową do końca wakacji

Orlen przedłuża promocję paliwową. Kierowcy będą mogli zatankować nawet 700 litrów paliwa w obniżonej cenie. Oferta będzie obowiązywać we wszystkie weekendy do końca wakacji.

Miliardy z ETS w worku bez dna. Jak rząd Morawieckiego przejadł pieniądze na transformację

Temat unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Przez jednych nazywany „unijnym podatkiem od CO2”, przez innych „klimatyczną kroplówką dla budżetu” – system ten stał się centralnym punktem debaty o polskiej energetyce i kosztach życia. Stał się też tematem protestu związkowego (20 maja w Warszawie) wielu branż, dla których jest kamieniem u szyi. Prezydent Karol Nawrocki proponuje m.in. w jego sprawie przeprowadzić ogólnokrajowe referendum. Problem w tym, że udział w proteście brali też politycy prawicy, którzy za przyjęcie tego systemu odpowiadają, ale próbują to wymazać z publicznej świadomości. Ponad 85-90 proc. z ponad 130 mld zł „rozpłynęło się” w ogólnym worku budżetowym, służąc do finansowania bieżących obietnic politycznych i osłon socjalnych. Na energetykę poszło – 1,3 proc. tej kwoty.

W Górniczej o wynikach JSW i zmianach w Hucie Częstochowa

Co wydarzyło się w pierwszym kwartale tego roku w JSW? Czy górnicy przesiądą się na lokomotywy? Jaka przyszłość maluje się przed Hutą Częstochowa? O tym m.in. przeczytają Państwo w najnowszym wydaniu Trybuny Górniczej, która ukaże się już w najbliższy piątek, 22 maja.