Adam Maksymowicz: Krytyczny moment w Polskiej Miedzi
fot: mining-technology.com
Ceny miedzi w Londynie spadły niemal do „psychologicznego poziomu wsparcia” 6 tys. dolarów za tonę
fot: mining-technology.com
Pierwsze przygotowania do prywatyzacji podjął rok temu były już prezes KGHM – Mirosław Krutin. Zaproponował on utworzenie pod względem organizacyjnym jednej kopalni i jednego centrum hutniczego. Powszechny sprzeciw związków i dojście już do granic strajku czynnego zmusiło prezesa do odstąpienia od tego pomysłu. Tym razem sytuacja jest całkiem inna. Obecny zarząd nie jest stroną w tym sporze i nie zabiera głosu. Także związkowe ostrze krytyki tym razem nie jest skierowane w kierunku zarządu i jego obecnego prezesa Herberta Wirtha. Na zewnątrz jest też spokojniej niż było poprzednio. Brama KGHM nie jest oflagowana i brak na niej jakichkolwiek związkowych haseł i transparentów, mimo że nadal trwa pogotowie strajkowe. Być może, że związkowcy zdają sobie sprawę z tego, że bezpośrednia konfrontacja z rządem jest znacznie poważniejsza niż poprzednio i trzeba więcej umiaru i rozsądku, aby zachować obecny stan własności.
Zbieranie sił
Rząd zdając sobie sprawę ze związkowej siły oraz specyfiki zawodowej uniemożliwiającej w sposób skuteczny użycie siły, rozpoczął grę, mającą na celu uspokojenie wzburzonych związkowców nie rezygnując ze swoich zamiarów. Pierwszym uderzeniem na początku lipca, było ogłoszenie przez ministerstwo skarbu państwa listy przedsiębiorstw przeznaczonych do prywatyzacji. Na liście tej znalazł się również KGHM. W firmie natychmiast ogłoszono pogotowie strajkowe i podjęto przygotowania do strajku generalnego. W tej sytuacji dwaj prominentni politycy rządowi zapowiedzieli, że nic podobnego, to tylko nieudana próba, sondaż, lista jest autorska, nic nie jest jeszcze przesądzone, a wszelkie strajkowe przygotowania są niepotrzebne. Nie dowierzając zapewnieniom premiera oraz tutejszego posła w randze ministra spraw wewnętrznych i wicepremiera związkowcy zaprosili obu polityków na spotkanie, do którego jednak nie doszło. Podjęli oni kolejną próbę wzmocnienia swojej pozycji i pod koniec lipca spotykali się oni z grupą posłów ziemi legnickiej. Sześciu posłów biorących w spotkaniu wyraziło jednomyślne poparcie dla związkowych postulatów. Zwraca uwagę takie samo stanowisko dwóch posłów z partii rządzącej (PO). Po kilku tygodniach ciszy nagle minister skarbu odpowiada, że jednak firma musi być sprzedana choćby w skali zbycia kolejnych 10 proc. udziałów. Prominentni członkowie rządu milczą, dając do zrozumienia, że owszem są \"za, a nawet przeciw...\". Akceptacja tego stanowiska przez Radę Ministrów, wobec konieczności załatania tzw. „dziury budżetowej” wydaje się nieuchronna.
Związkowe argumenty
W przekazanej nam wypowiedzi Ryszard Zbrzyzny, poseł na Sejm RP i przewodniczący najsilniejszego tutaj Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego pomysł prywatyzacji KGHM nazwał „szalonym”. Powiedział, że najpoważniejszym argumentem, jaki wysuwa się za prywatyzacją jest ukrócenie roli związków zawodowych. Tymczasem chodzi tu o przejęcie kontroli nad największymi złożami rud miedzi w Europie i jednymi z największych na świecie.
Przypomniał on osiągnięcia polskiej geologii, dzięki której w 1957 roku odkryto złoża miedzi, a w trzy lata później budowano już pierwszy szyb wydobywczy. Pierwsze dwie kopalnie wybudowano w ciągu 8 lat, całość inwestycji zakończono po ok. 18 latach. Dzisiejsze blisko stutysięczne miasta takie jak Lubin i Głogów, były wtedy miasteczkami wielkości ok. 3– 7 tys. mieszkańców. Sama Legnica powiększyła się w tym czasie blisko dwukrotnie. Jak stwierdził Zbrzyzny, złoże jest nadal bardzo bogate, a jego zasoby bilansowe wynoszą ok. 1,5 miliarda ton rudy miedzi, co przy obecnej eksploatacji 30 milionów ton rocznie powinno wystarczyć na ok. 50 lat.
Zawartość miedzi w rudzie jest również bardzo dobra, gdyż zawiera ona ok. 31 milionów ton Cu, co wystarcza na 60 lat produkcji KGHM na obecnym poziomie. Ruda ta zawiera też ok. 86 tys. ton srebra. Wydobycie tego kruszcu stawia KGHM na drugiej pozycji na świecie i na szóstej w produkcji miedzi. Firma przynosi każdego roku poważne dochody dla budżetu państwa. Łączna wartość odprowadzanych podatków wynosi ok. 4 miliardy złotych, a drugie tyle wypłacane jest w postaci dywidendy. Jest to kura, która znosi również w sensie dosłownym złote jaja, a takiej kury się nie zarzyna. Bezpieczna jego zdaniem granica 41,7 proc. posiadania akcji skarbu państwa została już osiągnięta i nie może być przekroczona. - Na to nie będzie zgody! - daje do zrozumienia Zbrzyzny.
Przypomniał on, że w trakcie komercjalizacji firmy, zawarte zostało ze związkami zawodowymi porozumienie, że ponad 50 proc. akcji pozostanie na zawsze w rękach Skarbu Państwa, a dziś próbuje się je jednostronnie złamać. Podobnie było w 1992 roku, kiedy 20 lipca wybuchł 32 dniowy strajk, przeciwko sprzedaży KGHM amerykańskiej firmie Asarco za 400 milionów dolarów, czyli za jedną trzecią rocznego zysku firmy. Od tego czasu przez kolejnych 17 lat firma przynosiła same korzyści. Przed komercjalizacją firma zatrudniała ok. 40 tys. pracowników. Dziś jest ich razem z podmiotami zależnymi ok. 28 tys. To kolosalna redukcja w skali 30 proc. zatrudnienia przeprowadzona spokojnie, ewolucyjnie i rozważnie rozłożona w czasie.
Podobne stanowisko prezentuje Józef Czyczerski - przewodniczący konkurencyjnego Związku Zawodowego NSZZ „Solidarność”, który powiedział, że zadaniem związków zawodowych jest obrona miejsc pracy i wynagrodzenia i \"to my właśnie czynimy\". Nie podoba się to mediom i wielu politykom. Wspomniał on, że reprezentacja związkowa w Radzie Nadzorczej w przeciwieństwie do pozostałych jej członków pracuje tylko za symboliczną złotówkę. Pozornie wysokie wynagrodzenia w średniej wysokości 7 – 8 tys. złotych brutto jest wyższe w Warszawie, na Śląsku, w Gdańsku i w Poznaniu. KGHM nie jest też zwykłym przedsiębiorstwem. Tu trzeba stale inwestować, aby za 5 lat przystąpić do eksploatacji przygotowanego złoża. Podmiot kontrolny, który będzie decydował o KGHM, wybierze przez 5 lat to, co jest przygotowane i nie będzie dalej inwestował. Firma przestanie istnieć.
Racje Skarbu Państwa
Nie bez słuszności ministerstwo Skarbu Państwa twierdzi, że jest właścicielem udziałów w KGHM i może je zgodnie z prawem sprzedać, komu uzna to za stosowne. Nie jest to sprawa związków zawodowych, lecz rządu. Komentując sytuację w KGHM mister tego resortu uznał, że związki zawodowe w firmie budowały sobie nieuzasadnioną pozycję i chęć wpływania na wszystkie decyzje, które są podejmowane na poziomie zarządzania tą spółką. Nie wyjaśnił on jednak, co oznacza uzasadniona, a co nieuzasadniona pozycja związków zawodowych, Można się z tego domyślać, że postępowanie związkowców zgodne z życzeniami rządu jest uzasadnione, a przeciwnie – nieuzasadnione.
Rząd stara się uniknąć czołowego starcia z silnymi w KGHM związkami zawodowymi i na wszelkie sposoby stale odkłada podjęcie ostatecznej decyzji o skali prywatyzacji KGHM. Liczy na zmęczenie związkowców, dla których przedłużająca się strajkowa mobilizacja jest pod każdym względem wyczerpująca.
Prywatyzację już znają
Podjęte w poniedziałek postanowienie związków zawodowych o strajku ostrzegawczym jest przejawem determinacji pracowników gotowych na wszystko w obronie swoich miejsc pracy. Uważają oni, że ministerstwo skarbu nadużywa przysługującego mu prawa dysponowania udziałami KGHM, gdyż został on wybudowany kosztem całego narodu, który ma również prawo do stanowienia o jego losie. Mają oni dobrze w pamięci skutki prywatyzacji największych na Dolnym Śląsku, a także czołowych w kraju takich wrocławskich zakładów, jak PaFaWaG, Archimedes, czy Dolmel, które poprzednio eksportowały swoją produkcję do wielu krajów Europy i świata. Dziś ogromne hale tych przedsiębiorstw służą jako magazyny hurtowni i licznych zagranicznych supermarketów. Nikt w KGHM nie chce pójść ich śladem. Wydaje się, że wynik obecnego sporu, podobnie jak tego w 1992 roku, powtórnie na wiele lat rozstrzygnie status i los KGHM. Ponieważ nie można stale trzymać rządu i firmy w napięciu strajkowo–handlowym wydaje się, że jest to krytyczny moment i w najbliższych dniach nastąpi przesilenie oraz stabilizacja warunków pracy w KGHM.
Zobacz też:
Po strajku ostrzegawczym w Polskiej Miedzi
felietony Adama Maksymowicza