Adam Maksymowicz: Król węgiel
fot: Jarosław Galusek
Prawo do węgla z deputatu nie jest już tak jednakowe dla wszystkich jak w czasach, gdy dowożono go furmankami...
fot: Jarosław Galusek
Światowy kryzys okazał się dla węgla pożyteczny. Brzmi to trochę, jak herezja. Cały świat zmaga się z kryzysem finansowym i ekonomicznym, a tu chwali się jego destrukcyjną rolę. Ta pochwała wiąże się z sytuacją polskiego górnictwa, jako całości, a w szczególności branży węgla kamiennego.
Pod koniec minionego wieku wydawało się, że dynamiczny rozwój ekonomiczny nie będzie miał końca. Wrażenie było wirtualne, czyli kształtowane przez media. Powszechne jest przekonanie, że zyski mediów wiążą się z popularnością, nakładem i powodzeniem u czytelników, widzów i słuchaczy. Jednak dochody największych i najbardziej popularnych mediów tylko w ok. 20 procentach pochodzą z ich sprzedaży, reszta to reklama. Jej brak powoduje bankructwo najciekawszych nawet stacji, pism i portali. Wynika z tego, że to media w interesie gospodarki kreują jej obraz.
Stąd wniosek, że kiedy pisze się i mówi o rozwoju, trzeba szykować się na kryzys, który tak naprawdę nigdy się nie kończy, a tylko jest mniej lub bardziej ukryty. Ten przeżywany od dwóch lat ukazuje prawdziwe oblicze wielu gałęzi gospodarki.
Dowartościowanie węgla kamiennego
Prowadzona w 90. latach minionego wieku polityka likwidacji tej branży została zatrzymana przez kryzys, jaki wybuchł w 2008 roku. Początkowo wszystko wskazywało na to, że spadek cen surowców dobije i tak rachityczne pod tym względem kopalnie węgla kamiennego. Okazało się jednak, że mimo kryzysu nadal najtańsza jest energia pozyskiwana z węgla brunatnego i kamiennego. Okazało się, że żadne inne inicjatywy nie są w stanie zastąpić węgla.
W ciągu najbliższych dwudziestu lat źródła te mogą co najwyżej powiększyć swój udział na rynku energii, bez możliwości zajęcia jednak dominującej na nim roli. Zdaje sobie z tego coraz bardziej sprawę rząd i opinia publiczna. W krytyce zarządzania górnictwem widać też coraz więcej zrozumienia specyfiki tego sektora. Nasila się ona wraz z zbiorowymi wypadkami, jakie ostatnio miały miejsce na Górnym Śląsku. Jednakże wydaje się, że w polskim górnictwie węglowym coraz bardziej do głosu dochodzi nowe pokolenie.
Wyrazem tego jest całkiem inne podejście Wyższego Urzędu Górniczego do przyczyn wypadków górniczych a także sankcji karnych. Zwiększono uwagę na profilaktykę, współpracę z instytucjami naukowymi, oceną przyczyn i powodów występowania różnych zagrożeń w górnictwie. Karami obejmuje się wszystkich pracowników górnictwa, a nie tylko wykonawców poleceń, jak miewało to miejsce w przeszłości.
Być może natychmiastowych rezultatów nie będzie. W dłuższej perspektywie jest to jednak kierunek dostosowujący działalność nadzoru górniczego do nowoczesnych form i metod właściwych dla najbardziej rozwiniętych krajów. Zmiany te będą zapewne trwałe i pozwolą pod każdym względem nawiązać konkurencję z zagranicznymi producentami.
Europejska stolica
Mimo rygorów nakładanych na spalanie węgla kamiennego europejska i światowa energetyka nie może bez niego istnieć. Efektem tego jest wybór miejsca na zakończony niedawno w Katowicach Europejski Kongres Gospodarczy.
Dziś już mało kto pamięta, że u źródeł obecnej UE stała Europejska Wspólnota Węgla i Stali. Węgiel jeszcze do połowy minionego wieku był wyznacznikiem możliwości gospodarczych i militarnych. W pierwszych dziesięcioleciach po drugiej wojnie światowej podstawowym miernikiem możliwości rozwojowych było wydobycie węgla. Stąd otrzymał on przydomek „król węgiel”.
Dopiero odkrycie na terenie Holandii i Morza Północnego kolosalnych zasobów gazu ziemnego i mniejszych trochę ilości ropy naftowej spowodowały na Zachodzie upadek tradycyjnego górnictwa węglowego. Po prostu gaz i ropa były tańsze. Jednak pół wieku intensywnej eksploatacji tego największego na świecie złoża gazu ziemnego spowodowało znaczne uszczuplenie jego zasobów. Okazało się, że dalsza beztroska może wkrótce zakończyć się jego całkowitym wyczerpaniem się. Do złóż tych mają też dostęp Szwedzi, Duńczycy, Brytyjczycy i Norwegowie oraz Francuzi i Belgowie. Oczywiście jest to dostęp nierówny a w wypadku np. Niemiec wręcz symboliczny.
Europejczycy doszli do wniosku, że nadszedł czas, aby szanować każdą energię. Również tę pochodzącą z węgla kamiennego. Świadczą o tym też stale pnące się w górę jego ceny na rynkach światowych. Dzięki kongresowi Górny Śląsk stał się największym producentem węgla w UE, a Katowice stały się europejską stolicą węgla kamiennego.
Słowa, słowa i słowa…
Rzecz charakterystyczna, że póki na Zachodzie istniały kopalnie węgla kamiennego, póty o żadnym ociepleniu klimatu nikomu nic nie przychodziło do głowy. Teraz, kiedy kończą się ich tanie zasoby gazu ziemnego, polski węgiel staje się konkurencyjnym nośnikiem energii, którego może nie warto aż tak bardzo dopuszczać do rynku europejskich producentów energii.
Drugim ciekawym elementem tego wszystkiego, co dzieje się na świecie wokół węgla jest fakt, że ze wszystkich producentów tylko Polska formalnie przejęła się wszystkimi zaleceniami związanymi z redukcją dwutlenku węgla. Najwięksi światowi potentaci: Chiny i USA ani nawet myślą się tym zajmować. Owszem, grzecznie na ten temat dyskutują, nawet popierają wszelkie działania w tym kierunku, sami nawet działają lecz w skali laboratoryjnej. Biorą udział w kongresach, sympozjach, naradach i wszelkich ustaleniach. Wszystko to jednak ma charakter tylko naukowy, dyskusyjny, badawczy i rozpoznawczy. Ich przemysł i energetyka, jak korzystała z węgla, tak nadal z niego korzysta.
Polska też dostosowała się do tego typu aktywności. Nasze dwa odpowiedzialne za ten stan rzeczy ministerstwa gospodarki i środowiska dwoją się i troją, aby tylko zaspokoić kontrolujących nas urzędników UE. Podobnie jak na całym świecie powołują one różne specjalistyczne gremia, komitety, pakiety, debaty, wystąpienia, publikacje, kreślą programy i rysują zamierzenia. Zebrało się już tak dużo, tak stanowczo i tak pewnie przekazywanych informacji, postanowień, dyrektyw i zobowiązań, że można odnieść wrażenie, że ministerstwa te tylko tym się zajmują. Na szczęście są to tylko słowa, słowa i słowa…
Komisarz Connie Hedegaard
Pochodzący z czasów Rewolucji Październikowej tytuł w jakiejś mierze oddaje styl i formę argumentacji, jaką zaprezentowała komisarz Hedegaard w wystąpieniu przesłanym na odbywający się w Katowicach Europejski Kongres Gospodarczy. Pani komisarz ds. klimatu w Komisji Europejskiej wydaje się zajmować w strukturze urzędów stanowisko cokolwiek abstrakcyjne. Wszak brak jeszcze komisarza ds. zagospodarowania Księżyca, kosmosu, emisji promieniowania słonecznego i temu podobych niezwykle ważnych zjawisk przyrodniczych.
Pani komisarz z właściwą sobie aktorską swobodą i swadą mówiła w Katowicach o zmianach klimatycznych na naszym globie, którym możemy zapobiec wydając na ten cel dziesiątki miliardów euro. Na wstępie zapytała samą siebie, czy po ciężkiej zimie mamy poddać się i nic już nie robić w sprawach klimatu? Czy może uważamy, że zmiany klimatyczne nie były aż tak poważne? Może naukowcy się pomylili? Otóż nic z tych rzeczy: wszystkie dotychczasowe ustalenia są nadal ważne i aktualne. Do 2020 roku mamy przecież zredukować emisję CO2 o 20 proc. i o taki sam wskaźnik musimy zwiększyć produkcję energii ze źródeł odnawialnych. Jeżeli jednak się zawahamy i odłożymy ten program, to będzie nas to drogo kosztować. Mniej więcej 300-400 miliardów euro rocznie! Więc lepiej się zastanowić.
Mamy jednak ambitne plany i w najbliższej przyszłości wydzielanie do atmosfery dwutlenku węgla chcemy ograniczyć o 30 procent, a nawet o 95 procent! Mówiąc o uczonych, którzy - zdaniem Connie Hedegaard - się nie mylą, zapomniała ona zauważyć, że przynajmniej taka sama ich ilość (o nie mniejszym też autorytecie) jest odmiennego zdania. Zapomniała ona też o niekontrolowanym ostatnio wybuchu wulkanu na Islandii, który dostarczył do atmosfery mniej więcej roczną porcję gazu cieplarnianego, jaką produkuje cała Europa.
Czy na wulkany pani komisarz od klimatu też nałoży limity, zobowiązania, normy, wskaźniki i ograniczenia? Pani komisarz zapewniła, że będzie prowadzić politykę klimatyczną. Jest w tym cos humorystycznego, wszak politykę można prowadzić względem ludzi, gdyż przyroda się z nią całkowicie nie liczy. Wspomniany wulkan jest tego ewidentnym przykładem.
Tak w ogóle to ambitne cele przyświecające komisarz ds. klimatu przypominają staropolski dowcip o koniu, którego postanowiono oduczyć jeść.
Miał się on do tego przyzwyczaić poprzez stopniowe ograniczanie podawanych porcji siana, aż do zera. Dzień przed osiągnięciem sukcesu koń zdechł. Czy aby polityka pani komisarz nie zmierza w tym samym kierunku? Jeżeli tak, to światowa gospodarka jest jeszcze na tyle silna, by nie pozwolić, aby „król węgiel” podzielił los anegdotycznego konia. Pod względem retorycznym polska i światowa polityka w pełni podzielają poglądy pani komisarz. Jest to jednak retoryka niezwykle droga i ryzykowna.
Czytaj: Felietony Adama Maksymowicza