Adam Maksymowicz: Imperialne ambicje KGHM
Miejsce istnienia ma nieodzowny wpływ na wszystkie życiowe decyzje i wydarzenia. Tak się składa, że obecny kompleks budynków KGHM był przed drugą wojną światową był obiektem szpitalnym przeznaczonym dla leczenia psychicznie chorych. Po usunięciu stąd niemieckich pacjentów wraz z ich personelem, obiektem tym zarządzało dowództwo wojsk ZSRR w Legnicy. Odkrycie złóż rud miedzi w 1957 roku doprowadziło do opuszczenia całkowicie zniszczonego kompleksu budynków, które potem stały się siedzibą KGHM. Dzisiejsze ambicje tej firmy, są jakby mini odbiciem tych samych imperialnych ambicji i celów swoich ostatnich poprzedników.
Na podbój świata
O tym, że KGHM po ubiegłorocznych rekordowych zyskach wyrusza na podbój świata informują media. Trzeba przyznać, że strona PR staje się najmocniejszym atutem tej firmy. Podawane najwymyślniejsze zamiary, abstrakcyjne pomysły i egzotyczne inwestycje wzbudzają ogólny podziw i uznanie. Nie trzeba dodawać, że wraz z nim akcje tej firmy osiągają na giełdzie najwyższy poziom. To budzi podziw i uznanie. Nie mniej trzeba zdawać sobie sprawę, że jest to zachwyt nad zdolnościami sztukmistrza, który na oczach zdumionej publiczności wyjmuje króliki z kapelusza oraz pokazuje sto i jeden podobnych „numerów”. Polska tradycja wszystko to gremialnie akceptuje, jako rzeczywistość, pod warunkiem, że ten, kto to czyni ma władzę i pieniądze. Podobne wydarzenia w skali globalnej przypomina Julian Bernaś w swojej książce „Na podbój świata”. Oto kanclerz państwa niemieckiego ocenia, że może podbić świat. Ma po temu wszelkie atrybuty. Niemcy są narodem pracowitym, zdyscyplinowanym i bardzo bogatym w wszelkiego rodzaju przemysł, który jest niezbędny do tego celu. Pierwsze kroki na tej drodze naród niemiecki doprowadzają do euforii. Wszystko (do czasu) idzie zgodnie z planem. Europa jest u stóp kanclerza. Następny tom studiów tego autora nosi tytuł „Klęska”. Nie trzeba dalej rozwijać tego tematu, bo każdy wie jak skończyły się tego rodzaju imperialne ambicje.
Amerykański sen
Od kilku lat KGHM czyni starania o nabycie złóż miedzi u ich największych światowych konkurentów, a więc w Kanadzie i w USA oraz w Ameryce Południowej. Zasłaniając się tajemnicą handlową nie zdradzają oni swoich zamiarów pod tym względem. Jednakże, aby nie było złudzeń chodzi im o firmy z najwyższej półki. Media nie mogą wręcz nadążyć z publikowaniem tak wspaniałych, choć jednocześnie tak ogólnych i enigmatycznych zapowiedzi. Proponuję w tej sprawie sięgnąć do roczników gazet z lat 1996 – 98, gdzie zapowiedzi były identyczne, co do formy, jak i treści. Nic się nie zmieniło. Obecny prezes KGHM ocenił to bardzo trafnie. Na Forum Zmieniamy Polski Przemysł powiedział on: „W Kongo KGHM popełnił chyba mistrzostwo świata, jeżeli chodzi o koszty eksploatacji górniczej, ale było to wynikiem tego, że musieliśmy się opłacić każdemu”. Jest wielce prawdopodobne, że za kilkanaście lat kolejny prezes powie to samo o obecnych zamiarach inwestycyjnych firmy. Znaczące jest to „mistrzostwo świata” i „opłacić się każdemu”. Mistrzostwo nie było trudne, bo mikroskopijnej wielkości złoże w Kongo leżało na powierzchni i było przez 10 lat eksploatowane najtańszym systemem odkrywkowym. Natomiast opłacanie się to eufemistyczne określenie zakazanej w cywilizowanych państwach procedury łapówki. Są to „osiągnięcia”, które zapewne zostaną „docenione” nawet za oceanem. Natomiast pod względem kapitałowym Ameryka Południowa stoi otworem. Chociaż i tu inwestycje są wielce ryzykowne. KGHM chciałby jednak zagospodarowywać złoża na etapie preprodukcji. Rozwiązanie takie ma zarówno zalety, jak i wady. Zaleta jest jedna. Wszystko to mało kosztuje. Potem są już same wady. Podstawowa jest taka, że prowadząc badania i poszukiwania na terenach perspektywicznych można nic nie znaleźć. Druga taka, że w Ameryce Południowej złoża miedzi związane są z masywem górskim And i Kordylierów, gdzie złoża występują mniej więcej na wysokości ok. 3 km! Pierwszą polską delegację lekarz chilijski musiał zbadać i stwierdzić, czy wytrzyma ona pobyt na tej wysokości. Nie mówiąc o żadnej pracy w tych warunkach. W związku z tym własne poszukiwania będą prowadzone przez obce firmy, tylko częściowo kontrolowane przez ich polskich zleceniodawców. Wszystko to wygląda bardzo skomplikowanie, a stopień trudności wydaje się, że jest niewiele mniejszy niż w Kongo. W tej sytuacji „amerykański sen” może okazać się snem rzeczywistym, po którym zostaną tylko niezapłacone rachunki.
Ratunek
W wyniku tych wszystkich zagranicznych inwestycji, KGHM ma podwoić swoją produkcję miedzi z własnego złoża, która w ciągu ostatnich lat spadła z 500 tys. ton do 400 tys. Resztę uzupełnia się z zakupu złomu. Własne złoże owszem będzie nadal eksploatowane, ale tu nie ma żadnego entuzjazmu. Tu jest konieczność. Zanim ta konieczność stanie się ciężarem nie do uniesienia, póki są pieniądze trzeba z nimi za wszelką cenę uciekać za granicę. Owszem będzie tam dla wszystkich, którzy tylko tego zapragną wysoko płatna praca na stanowiskach prezesów, dyrektorów no i może jeszcze dla ich polskich sekretarek. Reszta zostanie jako strefa poprzemysłowa, dotowana w ramach restrukturyzacji z funduszów UE. Będzie to w trochę gorszym wydaniu wałbrzyska powtórka. Tu ma być wygaszanie huty na początek tej złomowej „Legnica” potem reszty. Inwestycje zagraniczne mają podnieś łączną produkcję KGHM do wysokości 800 tys. ton miedzi rafinowanej. Cały proces mają sfinansować obecne zyski z produkcji pochodzącej z własnego złoża. Wytworzony kapitał w Lubińsko Głogowskim Okreu Miedziowym przeniesie się zapewne, gdzieś do Ameryki. W ślad za tym idą równie niesympatyczne kroki w kierunku deprecjonowania polskiej nauki, krajowych zasobów, itp. Ratunek dla siebie KGHM widzi za oceanem!
Kinder schtube
Od początku swego istnienia KGHM wiele zawdzięcza kadrze naukowej Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie. Uczeni z tej uczelni stale konsultowali, doradzali oraz uczestniczyli w przygotowaniu prognoz rozwojowych tej firmy. Można śmiało powiedzieć, że gdyby nie tej klasy profesorowie, co Erast Konstatntynowicz, czy też jej wieloletni rektor Antoni Kleczkowski, firma ta z całą pewnością, nie była by tym, czym jest dzisiaj. Teraz jednak „uczeni” z KGHM kwestionują kwalifikacje, wyniki badań i osiągnięcia swoich nauczycieli. Dotyczy to przede wszystkim całej historii legnickiego węgla brunatnego. Koncepcja jego zgazowania wysunięta przez konkurencyjnych dla AGH „uczonych” z KGHM, znalazła pozytywny oddźwięk w dalekiej Kanadzie i jeszcze w dalszych Chinach. Media tym stanem rzeczy są zachwycone. Uznano po prostu, że KGHM mimo, iż formalnie nie posiada statusu wyższej uczelni, ani żadnej innej, jednak potrafi pod względem wiedzy pokazać swoją klasę i wyższość nad najstarszą uczelnią górniczą w Polsce! Jest to tym bardziej smutne, że na kierowniczych stanowiskach technicznych zatrudnionych jest tu blisko osiemdziesiąt procent jej absolwentów. Obecny prezes też ukończył tę uczelnię. W rzeczywistości jednak, nie chodzi tu o żadną „wiedzę” jaką posiada KGHM, ale o zwykły brak czegoś, co Niemcy nazywają „kinder schtube”.
Import myśli technicznej
Można powiedzieć, że to nie ma nic do rzeczy w biznesie, kto jakie uczelnie kończy, ale kto jakie podejmuje decyzje. Jednak najbogatsza w Polsce firma wydaje najmniej z potentatów miedziowych na badania i rozwój, a nawet mniej niż statystycznie wypada to w polskim przemyśle. Firma nie chce inwestować w lokalne, ani krajowe ośrodki akademickie w celu zapewnienia sobie dopływu kwalifikowanej kadry i rodzimych rozwiązań technologicznych. Woli ona wszystko gotowe importować z zagranicy. W ten sposób wspiera ona zagraniczny rynek pracy, utrwalając swoją monokulturę przemysłową w regionie legnickim. Oczywiście, takie elementy jak gwoździe, kotwy, proste narzędzia zakupuje ona na krajowym rynku.
Przeinwestowanie?
Opisane tu imperialne ambicje KGHM są dla wielu ludzi, czymś niezwykle pozytywnym w krajowym morzu przeciętności, a nawet beznadziei. Ich realizacja może okazać się ideą piękną, mobilizującą i i na pewnym etapie dająca poczucie siły i sukcesu. Wszystko wskazuje na to, że nowo otwarte gigantyczne azjatyckie złoża miedzi być może wyeliminują naszego dostawcę do Chin i obniżą jej ceny. Jeżeli do tego czasu nie napłyną dochody z nowych inwestycji w Ameryce, KGHM może pozostać z zobowiązaniami przekraczającymi jego możliwości płatnicze. Nazywa się to przeinwestowaniem, a czasem nawet bankructwem. Tego zaś strzec się trzeba jak ognia!