Adam Maksymowicz: Greenpeace\'u nienawiść do polskiego węgla
fot: Greenpeace
- Dotychczasowe kilkuletnie dyskusje branży węgla brunatnego z działaczami Greenpeace do niczego nie prowadzą. Organizacja ta nie mając żadnej odpowiedzialności majątkowej, rzeczowej i państwowej tworzy zarzuty, jakie jej tylko przyjdą do głowy - pisze Adam Maksymowicz
fot: Greenpeace
Greenpeace nienawidzi węgla brunatnego. Dokładniej to tylko polskiego węgla brunatnego. Jego odkrywki mają niszczyć środowisko naturalne, a szczególnie siedliska ptaków chronionych programem Natura 2000. Trzykrotnie większa jego eksploatacja w sąsiedniej Republice Federalnej Niemiec nie budzi żadnych sprzeciwów. Jest to zjawisko godne uwagi, ponieważ niemiecki węgiel brunatny jest wydobywany w tych samych warunkach przyrodniczych, jak i polski.
Oba kraje zagospodarowują tę samą jednostkę geograficzną Niżu Polskiego i Niemieckiego. Także tę samą jednostkę geologiczną trzeciorzędowych węgli brunatnych miocenu.
Przyrodnicza pod tym względem tożsamość obu krajów wywołuje całkiem jednak odmienne reakcje tej globalnej instytucji mającej za cel ochronę środowiska naturalnego.
Podejmowanie tego tematu nie byłoby potrzebne, gdyby nie ostatnie spektakularne sprzeciwy tej organizacji związane z uruchomieniem przez KWB Konin odkrywki węgla brunatnego „Tomisławice”. Płynące z tej organizacji skargi do Komisji Europejskiej są tam natychmiast rozpatrywane z negatywnymi dla Polski żądaniami wyjaśnień skierowanymi do najwyższych władz naszego państwa.
Tomisławice
Kopalnia Węgla Brunatnego „Konin” jest wieloodkrywkowa. Od czasu, kiedy w latach pięćdziesiątych wybudowano tu elektrownię, stale nie starczało dla niej węgla.
Pod koniec lat siedemdziesiątych polskiej energetyce zaczęło brakować mocy. Dlatego też rozpoczęto intensywne poszukiwania nowych złóż satelitarnych dla uzupełnienia jego dostaw. Tych odkrywek położonych w pobliżu elektrowni „Konin” było dotąd dziewięć.
Dziesiąta jest w jakimś wymiarze pechowa. Ten „pech” wiąże się z tym, że po raz pierwszy uruchomiono odkrywkę węgla brunatnego w sytuacji, kiedy Polska przystąpiła już do UE i musi dostosować się do obowiązującego w niej prawa o ochronie środowiska. Tą „pechowa” jest właśnie odkrywka „Tomisławice”.
Jej północna krawędź położona jest około 7 km na wschód od południowej końcówki jeziora „Gopło”. Stąd poniekąd zrozumiałe jest zainteresowanie możliwością oddziaływania odwodnienia tej odkrywki na poziom wód w historycznym jeziorze.
Niewielkie złoże węgla brunatnego zostało udokumentowane w 1995 roku. Głębokość zalegania kilkumetrowej miąższości pokładu wynosi około 32 metry. Złoże ma kształt wydłużonej rynny o długości ok. 7,5 km i szerokości do 2,0 km o kierunku północ–południe. Jego zasoby przemysłowe, czyli nadające się do wydobycia oceniona na 41 milionów ton węgla brunatnego. Zakończenie wydobycia planuje się na rok 2030 z przystosowaniem wyrobiska jako akwenu wodnego w istniejącym już ciągu jezior.
Odkrywkę uroczyście uruchomiono w dniu 4 maja z udziałem wiceministra Skarbu. Pierwszy węgiel ma być dostarczony do elektrowni już w przyszłym roku. Planowane jest wydobycie roczne do 3 milionów ton węgla.
Zła wola
Od chwili podjęcia decyzji o planowanym uruchomieniu wydobycia z odkrywki „Tomisławice” posypały się protesty. Wiodącą w tym zakresie rolę przejęła organizacja Greenpeace. Podobne stanowisko w tej sprawie zajęli uczeni z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Rzeczą charakterystyczną wszystkich opracowań krytycznych dotyczących uruchomienia odkrywki „Tomisławice” jest wśród nich brak zawodowych geologów i hydrogeologów odpowiadających za bezpieczeństwo tego rodzaju inwestycji. Ci bowiem zajęli pozytywne stanowisko w ekspertyzie wykonanej przez Państwowy Instytut Geologiczny (PIG).
Wszystko to jest jednak kwestionowane przez „Greenpeace” i wspomniane krajowe placówki naukowe. Krytykowane opracowania są ich zdaniem stronnicze, nierzetelne, a ich wyniki mają być zamówione przez ministerstwo środowiska, któremu instytucje te podlegają. Krytycy unikają jedank oceny merytorycznej. Sami nie posiadają wymaganych prawem polskim uprawnień i kwalifikacji do formalnego zajmowania w tej sprawie stanowiska.
Nic dziwnego, że z wszystkimi tymi protestami kopalnia, PIG i Główny Geolog Kraju polemizują. Dziesiątki różnorodnych materiałów, publikacji, analiz i ekspertyz w żaden sposób nie przekonuje oponentów. Nie dlatego, że materiały są nierzetelne, nieprawdziwe, czy też fałszowane. Po prostu oponenci nie chcą o niczym więcej słuchać poza swoimi własnymi racjami. Argumentów branży węgla brunatnego nie przyjmują do wiadomości.
Podobny stosunek mają też do stanowiska w tej sprawie ministerstwa środowiska. Na argumenty są oni głusi. W ten sposób zła wola przeciwników odkrywki uniemożliwia podjęcie z nimi jakiejkolwiek dyskusji.
Komisja UE
Panująca demokracja umożliwia wszystkim zajmowanie stanowiska w dowolnej sprawie. Ponieważ prawo wszystkich traktuje tak samo, rozpoczyna się istny kołowrotek. Oto organizacja społeczna, która nie ma żadnych kompetencji formalnych i zawodowych do zajmowania stanowiska twierdzi, że wspomniana odkrywka osusza jezioro Gopło. Swoje elaboracje przedstawia Komisji UE z żądaniem wstrzymania uruchomionej już inwestycji.
Komisja Europejska bez specjalnego wnikania w istotę rzeczy podziela zastrzeżenia Greenpeace i żąda wyjaśnień. Jeżeli nie zostaną one zaakceptowane to może nałożyć kolosalne kary na rząd polski, który według niej nie przestrzega wspólnotowego prawa.
Wszystko to źle wygląda. Wszak wiadomo, ze polski węgiel jako najtańsze paliwo nie cieszy się poparciem w Brukseli, a można powiedzieć, że jest nawet wręcz przeciwnie. Rząd i polscy europosłowie będą musieli sięgnąć do wszystkich możliwych swoich wpływów w Komisji Europejskiej, aby zechciała ona zapoznać się z rzeczowymi wynikami badań, a nie tylko powtarzać demagogiczne i niczym nieuzasadnione argumenty Greenpeace i ich sojuszników.
Walka o pokój i środowisko
Ta międzynarodowa organizacja pozarządowa o charakterze non-profit, znana jest jako Fundacja Greenpeace. Założona w roku 1971 w Vancouver w Kanadzie, by przeciwstawić się amerykańskim próbom jądrowym na Alasce. Obecnie organizacja działa na rzecz ochrony środowiska naturalnego. Greenpeace posiada 28 biur i prowadzi działalność w 42 krajach na całym świecie. Wszystkie te placówki podlegają pod Greenpeace International, z siedzibą w Amsterdamie.
Organizacja finansowana jest całkowicie przez indywidualnych darczyńców (program Direct Dialogue), których liczbę szacuje się na około 2.8 mln. Oto, na marginesie, w minioną sobotę w Gdańsku odbyła się uroczystość rozpoczęcia budowy kolejnego pełnomorskiego statku dla tej organizacji pod nazwą „Rainbow Warrior III”. Muszą to być bardzo bogaci ofiarodawcy, kiedy stać ich na kolejny pełnomorski jacht.
Przypomnieć trzeba, że dwadzieścia pięć lat temu francuskie służby specjalne po podłożenie dwóch bomb zatopiły pierwszy statek tej globalnej organizacji związanej z ochroną środowiska. W ten sposób francuski rząd "rozwiązał" sprawę niewygodnych ekologów, którzy mieli protestować przeciwko francuskim testom atomowym na Pacyfiku.
Francja jako mocarstwo atomowe nie wszystkim się podobała. Dlatego protesty te miały międzynarodowe poparcie. Dziwne jest jednak, że nie objęły one nigdy prób atomowych dawnego ZSRR i obecnej Rosji. Od nich bowiem Greenpeace trzyma się jak najdalej.
Polski węgiel brunatny, jako najtańsze paliwo do produkcji energii elektrycznej, jest wielce konkurencyjny dla wszystkich innych nośników energii, a szczególnie dla pochodzącego z importu gazu ziemnego i ropy naftowej. Stąd niczym nieuzasadniona zajadłość tej organizacji dla wszelkich tego rodzaju inwestycji w naszym kraju.
Cała działalność Greenpeace przypomina międzynarodowe organizacje „pokojowe” finansowane przez byłe KGB. Ich sztandarowym hasłem było prowadzenie „walki o pokój” tak długo i takimi środkami, aż na całym świecie nie zostanie kamień na kamieniu…
Podobnie teraz z ochroną przyrody: będziemy tak długo walczyć o nią, że nie zostanie ani jeden człowiek na Ziemi.
Zdecydowane kroki
Dotychczasowe kilkuletnie dyskusje branży węgla brunatnego z działaczami Greenpeace do niczego nie prowadzą. Organizacja ta nie mając żadnej odpowiedzialności majątkowej, rzeczowej i państwowej tworzy zarzuty, jakie jej tylko przyjdą do głowy. Mając za partnerów międzynarodowy PR i ludzi niewiele znających się na rzeczy łatwo uzyskuje ich poklask i poparcie. Tak rodzą się fakty medialne również na temat odkrywki „Tomisławice”.
Kiedyś trzeba jednak z tym skończyć, jeżeli węgiel brunatny ma być jeszcze w Polce wydobywany. Fałszywe, nieprawdziwe, a nawet zmyślone dokumenty przedkładane Komisji UE zgodnie z polskim prawem podlegają sankcjom. Mówi o tym wyraźnie art. 235 kodeksu karnego: „Kto, przez tworzenie fałszywych dowodów lub inne podstępne zabiegi, kieruje przeciwko określonej osobie ściganie o przestępstwo (…) podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”
Wydaje się, że czas najwyższy, aby branża węgla brunatnego i czynniki rządowe wytoczyły proces sądowy przeciwnikom odkrywki „Tomisławice”.
Czas, aby siłę argumentu nauki, który nie skutkuje, zastąpić argumentem siły prawa, który – niewykluczone - przyniesie pożądany skutek.
Czytaj: Felietony Adama Maksymowicza