Adam Maksymowicz: Gazowe samobójstwo
fot: PAP
Ceny gazu jak na karuzeli
fot: PAP
Kiedyś samobójcy odkręcali kurek gazowy i kładli się spać. Nigdy się więcej ni budzili. Wydaje się, że ku takiemu właśnie końcowi zmierzają nasze negocjacje o dalsze dostawy rosyjskiego gazu.
Wynegocjowana przez wicepremiera i ministra gospodarki umowa wywołuje skrajne reakcje, opinie i wypowiedzi. Opozycja twierdzi, że jest ona niezwykle szkodliwa, zawarta na zbyt długi okres czasu i uzależnia nas od rosyjskiego partnera. Takiej umowy rząd w żadnym wypadku nie może podpisać – twierdzą przeciwnicy.
Na dodatek Unia Europejska też ma swoje zastrzeżenia dotyczące dostępu do rosyjskich rurociągów przez innych operatorów. Po prostu umowa ta nie spełnia standardów UE. Opinię tę w jakiejś części podziela też polskie MSZ.
Padają groźby, że negocjatorzy ze strony polskiej zostaną postawieni przed Trybunałem Stanu.
W tej sytuacji wicepremier nie mając wyraźnego poparcia z ław rządowych wstrzymał złożenie swojego podpisu pod wspomnianą umową. Chcąc się uchylić od krytyki zarówno ze strony własnego rządu, jak i opozycji, poprosił o akceptację tej umowy przez ministra spraw zagranicznych.
Jest prawie pewne, że mając do niej wiele zastrzeżeń szef MSZ jej nie podpisze. Wobec znanego ze swego uporu wicepremiera wychodzi na to, że umowy tej ze strony polskiej nikt nie podpisze.
Dywersyfikacja
Krytycy rosyjskiego kontraktu gazowego słusznie zauważają, że Polsce potrzebna jest dywersyfikacja jego dostaw. Mają one pochodzić z różnych kierunków i być pod każdym względem konkurencyjne dla rosyjskiego gazu.
Tak się to pięknie mówi, proponuje i uzasadnia. Z realizacją jest już jednak znacznie gorzej. Jeżeli nawet dochodzi do tego, jak w wypadku gazoportu w Świnoujściu, to wiadomo, że ceny płynnego gazu sprowadzanego z emiratów arabskich będą dużo wyższe.
W tej sytuacji proponuje się brać rosyjski gaz z Niemiec i z Czech. Przemawia za tym stabilizacja naszych umów z tymi partnerami będącymi, tak jak i my, członkami UE. Chcąc uniknąć rosyjskiego dyktatu jesteśmy w stanie zapłacić grube miliony, a może nawet i miliardy dolarów za czesko – niemieckie pośrednictwo w handlu rosyjskim gazem.
Były jeszcze propozycje sprowadzenia rurociągami gazu z Norwegii za pośrednictwem Danii. Jednakże zbyt małe zapotrzebowanie na gaz płynący tym rurociągiem cały ten pomysł czyni nierealnym. Nikt nie chce wyłożyć pieniędzy na inwestycję, która będzie przynosić straty. Dywersyfikacja w tej sytuacji jest pomysłem godnym uwagi, który na razie nie ma żadnych szans na realizację.
Płacenie naszym południowo-zachodnim sąsiadom za ich lepsze relacje handlowo-polityczne z Rosją jest pomysłem, który pod każdym względem przyniesie nam tylko i wyłącznie straty. Przede wszystkim kraje te zawsze będą miały lepsze polityczne kontakty z Rosją niż my. Za tym pójdą też lepsze dla nich kontrakty handlowe i wszelkie inne. Po prostu inni naszym kosztem będą robić dobre interesy z Rosją.
Złudne perspektywy
Jednym z elementów twardego naszego stanowiska w sprawie umowy gazowej są prognozy amerykańskich naftowców dotyczące możliwości odkrycia w Polsce kolosalnych zasobów tzw. gazu łupkowego.
Nakreślone przez nich perspektywy mówią o bilionach metrów sześciennych. W wypadku potwierdzenia się tych nadziei moglibyśmy z importera tego surowca stać się jego eksporterem. Wszystko to każe wstrzymywać się z podpisaniem wiążącej nas na dziesiątki lat umowy gazowej z Rosją.
Tymczasem wielu polskich fachowców z Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie studzi te zapały. Twierdzą oni, że nasz kraj, to nie USA, gdzie struktury geologiczne mają wymiary kontynentalne. U nas zaledwie regionalne. To duża różnica. Dlatego uważają oni, że dziesięciokrotnie mniejsze odkrycia niż zapowiadają to Amerykanie będą już dużym sukcesem.
Jednakże będzie to tylko w trochę większej skali pokrywać nasze własne zapotrzebowanie na gaz ziemny. Jak na razie pytany o to na Komisji Gospodarki Senatu RP Główny Geolog Kraju odpowiedział, że na stan obecny zasoby tego gazu wynoszą zero!
Przyszłość pokaże, czy złoża tego gazu będą miały istotne znaczenie dla naszej gospodarki. Praktyka wszelkich poszukiwań geologicznych pokazuje jednoznacznie, że im większe zapowiadane są sukcesy, tym mniejsze uzyskuje się rezultaty. Tak było zawsze. Wielkie odkrycia również w naszym kraju następowały w ciszy i spokoju. Sukces ogłaszano dopiero, kiedy wyniki nie budziły już żadnych wątpliwości.
Prowadząc kosztowne badania trzeba poważnie liczyć się bardziej z ich fiaskiem, niż efektownym sukcesem. Amerykańska inicjatywa nosi też charakter pewnej gry politycznej, której celem jest zerwanie kontraktów rosyjskich.
Byłoby to ze wszech miar pożądane, gdyby jednak najpierw dokonano wspomnianych odkryć bilionowych zasobów gazu łupkowego, a potem o nich mówiono. Tymczasem jest dokładnie na odwrót. Wszystko to wskazuje na to, że wszelkie obietnice znalezienia zapowiadanych bilonów metrów sześciennych gazu ziemnego w Polsce mogą okazać się złudne.
Bez gazu
Dotychczasowa umowa z Rosją wygasa w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Jej brak skutkować będzie zakręceniem rosyjskiego kurka, tym razem na nasze własne życzenie. Specjaliści oceniają, że około 20 października zacznie brakować nam gazu.
Rząd pociesza nas, że mamy zgromadzone jego zapasy na całą zimę, pod warunkiem jednak, że będzie to lekka zima. Warunek ten niewiadomo, komu jest postawiony, bo przyroda nie bardzo ostatnio liczy się z życzeniami naszego rządu, a można nawet zauważyć, że działa mu na przekór.
Jeżeli dalej tak będzie, to wypadnie nam trochę pomarznąć. To najbliższa perspektywa. Co będzie dalej? Ano trzeba będzie z pokorą prosić Rosjan o akceptację wynegocjowanych już warunków. Teraz jednak nie wiadomo, czy zgodzą się oni na to i nie podyktują znacznie gorszych dla nas cen i warunków.
Wszak stara umowa przestanie już być aktualna i całą procedurę trzeba będzie rozpocząć od nowa.
Rosyjski gambit
Słynący ze swoich szachowych umiejętności Rosjanie umieją je wykorzystywać również w polityce i gospodarce. Względnie korzystny dla nas układ, jaki wynegocjowali oni z przychylnie nastawionym do tego interesu wicepremierem Waldemarem Pawlakiem, starają się storpedować.
Oczywiście nie oficjalnie i otwarcie. Najlepiej przy pomocy polskich „patriotów”, którzy gotowi są oddać życie, aby tylko nie dopuścić do jej podpisania. Przyglądając się polskiej debacie na ten temat pan Putin zaciera ręce i śmieje się z powodzenia własnych inicjatyw w tej sprawie.
Można powiedzieć, że wszystko to jest niezrozumiałe. Owszem gambit szachowy jest niezrozumiały dla tych, którzy nie umieją grać w szachy. Bo jak to zrozumieć, że najpierw oddaje się cenną figurę „za darmo”, aby potem, na ogół nie wiadomo kiedy, zyskać na tym stukrotnie i odnieść całkowite zwycięstwo.
Rosjanie pogodzili się z warunkami umowy gazowej, chociaż mogli uzyskać w niej znacznie więcej. Oto pokazali, że dla tak sprzyjającego im polskiego wicepremiera byli gotowi na korzystny kompromis. To oficjalne ich stanowisko.
Jednakże chcą oni podyktować nam znacznie gorsze warunki niż te zapisane w umowie. Jak to zrobić? Ano trzeba nie dopuścić do jej podpisania. Trzeba tak sprawą pokierować, aby międzynarodowa opinia winą za wszystkie te komplikacje obarczyła polską stronę. Najlepiej, aby to właśnie Polacy sami storpedowali korzystną dla siebie umowę. Wtedy wszyscy powiedzą: co wy chcecie od tych Rosjan? Dawali wam wszystko, co było potrzebne na korzystnych warunkach. Nie chcieliście dobrych rozwiązań, to teraz macie gorsze.
Oczywiście, aby wariant ten mógł zaistnieć, trzeba było, trochę „pomóc” polskim „przyjaciołom”, w kreowaniu antyrosyjskiej fobii.
Wszystko wskazuje na to, że rosyjski gambit gazowy w pełni się powiedzie. W jego wyniku Rosjanie podczas ciężkiej zimy, kiedy będziemy marzli bez gazu podyktują nam ceny, jakie będą chcieli.
Uniknąć samobójstwa
Niestety nikomu nie można odebrać prawa do samobójstwa. Również wtedy, kiedy jest ono popełniane zbiorowo, a nawet narodowo. Polska rezygnacja z rosyjskich dostaw gazowych w momencie, kiedy nie ma realnych żadnych innych możliwości zaopatrzenia się w ten surowiec należy do tego rodzaju kategorii.
Nie oznacza to jednak, że jak greckiej tragedii wyrok jest już nieuchronny. Po pierwsze wicepremier Pawlak wobec nacisku rządu i wycofania krytyki ze strony MSZ układ ten może podpisać. Po drugie nie ma innego wyjścia jak układ ten podpisać na wynegocjowanych warunkach przez samego premiera. Po trzecie, jeżeli nastąpi kryzys gazowy podczas zimy prawdopodobnie rząd upadnie i będą przyśpieszone wybory parlamentarne.
Zadaniem nowego ministra gospodarki będzie układ ten podpisać na dotychczasowych warunkach. Tak czy inaczej spór o rosyjski gaz jest pod każdym względem wielce ryzykowny i niebezpieczny. Nic nie usprawiedliwia rządu i opozycji, którzy wspólnie doprowadzili do tego rodzaju sytuacji.
Czytaj: Felietony Adama Maksymowicza