Adam Maksymowicz: Energetyczna przyszłość KGHM
fot: lubin.pl
Sprzedaż akcji KGHM cieszyła się dużym zainteresowaniem inwestorów.
fot: lubin.pl
W połowie września prezes Herbert Wirth poinformował media, że firma pragnie na własny użytek wybudować dwa bloki energetyczne po 45 MW. Będą to bloki gazowe. Zlokalizowane zostaną w Polkowicach i Żukowicach. Uzasadnieniem ma być obniżenie kosztów pozyskiwania energii oraz gwarancje jej dostarczenia. Kilkakrotnie w historii KGHM były krótkotrwałe wyłączenia prądu. Aby na przyszłość zapobiec temu postanowiono wybudować sobie własną elektrownię. Niezależnie od podanych powodów jest to kolejny sygnał poszukiwania innych źródeł dochodów niż chylące się ku nieuchronnemu upadkowi górnictwo i hutnictwo rud miedzi.
Tauron
Miedziowy gigant pragnie zdominować polski rynek energii i gazu. Świadczą o tym jego udziały w koncernie energetycznym „Tauron Polska Energia S.A.”, które wynoszą na razie tylko 5 procent. Trwają jednak usilne starania przynajmniej o podwojenie tej ilości akcji. Holding energetyczny „Tauron” zawarł też z KGHM umowę o wspólnej budowie bloków energetycznych w Kędzierzynie – Blachowni. „Tauron” jest największym dystrybutorem energii elektrycznej w kraju. Sieci dystrybucyjne spółek należących do grupy obejmują 17% powierzchni kraju. Usługi dystrybucyjne świadczone są na obszarze prawie 53 tys. km2, za pośrednictwem 187 tys. km linii energetycznych. Sprzedaje on około 30,4 TWh energii elektrycznej (w 2009 r.) do blisko 4 mln odbiorców końcowych. Ponadto holding kontroluje 20% polskich zasobów węgla kamiennego oraz osiąga 5 procentowy wskaźnik krajowego wydobycia węgla kamiennego.
Gaz w KGHM
Elektrownie mają być gazowe. Wiadomo jednak, że z gazem nie jest najlepiej. Jego zasadnicza ilość pochodzi z Rosji, a polityczne zawirowania powodują, że zawarcie kontraktów z tym krajem jest pod znakiem zapytania. Krajowe dostawy wystarczają akurat dla indywidualnych odbiorców. Wkrótce uruchomiony zostanie terminal dostaw gazu skroplonego w Świnoujściu. Wiadomo już, że będzie on miał wyższą cenę niż gaz rosyjski. Wyprodukowana z niego energia będzie znacznie droższa. Dlatego KGHM zamiast zaoszczędzić zapowiadane miliony prawdopodobnie straci je. Chyba, że chodzi tu o szybkie wydanie posiadanych pieniędzy, jako alternatywy dla stale spadających wyników wydobycia rudy miedzi. Od dawna zwraca uwagę brak aktualizacji danych produkcyjnych na stronach internetowych tej firmy. Wyniki w działach „strefa górnicza” i „strefa hutnicza” zatrzymały się na roku 2008. Po prostu nie ma, czym się chwalić. Natomiast posiadane walory finansowe trzeba szybko i w miarę sensownie ulokować. Jednym z tych kierunków jest gaz ziemny.
Zgazowanie węgla brunatnego „Legnica”
Zalegające w otoczeniu KGHM kilkanaście miliardów ton węgla brunatnego stanowią jedną z wielu inwestycyjnych alternatyw dla tej firmy. Dawne, tradycyjne metody jego odkrywkowej eksploatacji budzą sprzeciw miejscowej ludności i władz lokalnych. Wobec nieporadnej polityki rządowej w tym zakresie, wydaje się, że protesty te odniosą zamierzony skutek. Mając to wszystko na uwadze, władze KGHM wyszły z inną propozycją. Pokłady węgla brunatnego mają zostać podziemnie zgazowane i dostarczać paliwa do własnych elektrowni. Rozwiązanie to jest wielce efektowne od strony pomysłu i rozwiązywania dylematów gazowych. Ma jednak podstawową wadę. Tego rodzaju zgazowanie węgla brunatnego owszem odbywa się eksperymentalnie gdzieś w dalekiej Azji. Uzbekistan i Chiny prowadzą pod tym względem udane eksperymenty i technologiczne wdrożenia. KGHM chce ich naśladować i wszystkie te doświadczenia przenieść na legnicko – głogowskie złoża węgla brunatnego. Pod tym względem firma nie szczędzi sił, zachodu i wydatków. Uważa ona, że wszystko to w wypadku powodzenia wróci się z nawiązką. Tylko jest jeden kłopot, złoża węgla brunatnego na całym świecie występują w specyficznych dla danego terenu warunkach geologiczno – górniczych. Półpustynne tereny Azji, to nie to samo, co gęsto zamieszkałe obszary Europy Środkowej. Na dodatek geneza i warunki występowania azjatyckich złóż węgla brunatnego są jakby trochę odmienne od tych europejskich. Wszystko to może stanowić barierę nie do pokonania. Generalnie trzeba przyznać, że poszukiwania nowych metod eksploatacji węgla brunatnego robią duże wrażenie.
Sprzeciw AGH
Krakowska Akademia Górniczo – Hutnicza jest przeciwna tego rodzaju eksperymentom. Nie czyni ona tego z powodów rywalizacji naukowej i technicznej. Twierdzi, że wszystkie metody podziemnego zgazowania węgla brunatnego w Polsce są nierealne zarówno ze względów finansowych, technologicznych, jak i ochrony środowiska. Pod tym względem można by powiedzieć, że "przyganiał kocioł garnkowi”, ponieważ proponowana przez uczelnie eksploatacja odkrywkowa czyni jeszcze większe spustoszenia ekologiczne.
Uczeni z AGH odpowiadają na to, że oni przynajmniej po zakończonej eksploatacji odkrywkowej sukcesywnie przeprowadzają rekultywacje terenów przywracając im pierwotne przeznaczenie. Są nawet w stanie znacznie poprawić atrakcyjność oddawanych do użytku terenów poeksploatacyjnych. Podziemne zgazowanie węgla brunatnego powoduje natomiast nieodwracalne zapadanie się powierzchni terenu. Wobec tego, że złoża te zalegają bardzo płytko możliwe, a nawet pewne jest uchodzenie szkodliwych gazów na powierzchnię ziemi. Tempo podziemnego zgazowania węgla brunatnego jest liczone w dziesiątkach, lub może setkach ton na dobę. Tymczasem odkrywkowa eksploatacja ma wydajność liczoną w setkach tysięcy ton na dobę. Im większa wydajność w jednostce czasu, tym większa jest opłacalność ekonomiczna całego przedsięwzięcia. Są to elementarne wymogi tego rodzaju inwestycji górniczo – energetycznych. Wszystko to jest o tyle dziwne, że KGHM wraz z AGH uczestniczy we wspólnie realizowanym projekcie podziemnego zgazowania węgla kamiennego i brunatnego.
Chiny
Od dziesiątków już lat są oni najważniejszym partnerem handlowym KGHM. Wielkość chińskich zakupów żółtego metalu wyznacza jego ceny na całym świecie. Dobre pod tym względem kontakty powodują, że Chiny nigdy nie zrezygnowały z dostaw miedzi z KGHM. Teraz, kiedy miedziowy potentat szuka nowych kierunków inwestycyjnych, technologicznych i produkcyjnych zainteresował się też chińskimi doświadczeniami z podziemnym zgazowaniem węgla brunatnego. Trudno tu coś więcej na ten temat powiedzieć, bo wszystkie rozmowy i ustalenia objęte są ścisłą tajemnicą. Nie sposób jednak zauważyć pewnej powtórki z działań w Kongo. Tam też wszystko było objęte tajemnicą. Później jednak okazało się, że tajemnica ta dotyczyła przede wszystkim kolosalnych strat, jakie firma poniosła na rzecz różnego rodzaju służb o charakterze raczej z natury rzeczy niejawnym. Tam też obiecywano „złote góry”. Proces był „wielce opłacalny”, ale tylko dla wąskiej grupy beneficjentów. Tym razem ma być inaczej. Zapewne tak też będzie. Wszak już z geografii wiadomo, że Chiny to nie Kongo. Zaufanie KGHM do chińskiego partnera sięga tak daleko, że na legnickim złożu węgla brunatnego KGHM wykona szyb udostępniający, aby wydobyć w nim pół tony miejscowego węgla brunatnego. Ma być on dostarczony do Chin i tam poddany próbom gazyfikacji. Prace terenowe rozpoczną się na początku przyszłego roku.
Urok egzotyki
Od 1989 roku wszystkie przedsięwzięcia zagraniczne KGHM cechuje daleko idąca egzotyka. Jest ona tak oszałamiająca, zniewalająca i atrakcyjna, że nikt nie pyta się o szczegóły i możliwości. Najpierw było wspomniane już Kongo ze stu milionami dolarów strat. Potem drobne inwestycje, ale jakże atrakcyjne. Np. napompowywanie kuli ziemskiej odpadami poflotacyjnymi. Zakładano, że Ziemia jest wewnątrz pusta i jak piłka futbolowa da się napełnić odpadami poflotacyjnymi KGHM. Po wydaniu kilkunastu milionów złotych okazało się, że Ziemia nie jest wewnątrz pusta i nie przyjmuje tych odpadów. Nie mniej inicjatorzy pieniądze wzięli do kieszeni i długo byli uważani za „bohaterów” i „genialnych” pomysłodawców. Teraz są projekty eksploatacji i kupna kanadyjskich złóż miedz i chińskich możliwości naukowych oraz technicznych. Wszystko to układa się w jeden ciąg wyprowadzania kasy z KGHM do innych instytucji i nieznanych bliżej ich menadżerów.
Dymisja wiceprezesa
Być może, że tego rodzaju politykę w coraz mniejszym stopniu akceptował wiceprezes do spraw produkcji – Ryszard Janeczek. Całe swoje życie zawodowe był on związany z górnictwem miejscowych złóż rud miedzi. Coraz trudniejsze godzenie się na deklasację własnych zasobów prawdopodobnie było przyczyną jego odejścia z tego kluczowego stanowiska.