Adam Maksymowicz: Czy mamy dość górnictwa i energetyki?
Czy w Polsce mieszkają inni ludzie, aniżeli wszędzie na świecie? Wiadomo, że Polacy są inni. Czyżby jednak, aż tak się różnili, że w przeciwieństwie do Europejczyków, Amerykanów, czy nawet Australijczyków nienawidzą swego górnictwa i energetyki?
Pozornie tak to wygląda. W rzeczywistości rodacy nasi nie tyle, że nie chcą górnictwa i energetyki, co sprzeciwiają się temu, aby rozwój tych branż odbywał się ich kosztem. Wielokrotnie opisywany i analizowany protest przeciwko budowie odkrywkowej kopalni węgla brunatnego w Legnicy nie jest jedynym przypadkiem. W ogóle górnictwo węgla brunatnego ma złą markę na terenie prawie całego kraju. Można zapytać, a kto z tej branży ma dobrą markę? Odpowiedź jest taka, że nikt. Ostatnio dochodzą do tego protesty związane z eksploatacją gazu łupkowego, budową nowych elektrowni jądrowych a nawet wydawało by się całkowicie niegroźnego podziemnego składowania dwutlenku węgla. Ten ostatni przypadek wydaje się wręcz niewiarygodny.
Elektrownia Bełchatów
Od 2007 roku prowadzi prace przygotowawcze do budowy instalacji demonstracyjnej CCS (Carbon Captur Storage). Projekt ten realizowany jest obecnie przez PGE Górnictwo i Energetykę Konwencjonalną SA. Jego celem jest wychwytywanie dwutlenku węgla ze spalin budowanego tutaj bloku 858 MW. Podstawowymi elementami tego przedsięwzięcia jest budowa stacji sprężania dwutlenku węgla, rurociągu transportowego, podziemnego magazynu składowania oraz stacji zatłaczania i monitoringu. Pod względem technicznym wszystkie te etapy są dobrze przygotowane do realizacji, za wyjątkiem magazynu podziemnego składowania, który jest aktualnie jeszcze w fazie poszukiwań. Na jego drodze piętrzą się jednak trudności. Są one związane przede wszystkim z protestem miejscowej ludności i samorządów na terenie, których miały by powstać ego rodzaju podziemne magazyny dwutlenku węgla. Kłopoty z tym związane obszernie relacjonuje jeden z ubiegłorocznych numerów „Przeglądu Geologicznego” w artykule „Kwestie istotne dla konsultacji społecznych w sprawie podziemnego składowania dwutlenku węgla na terenie Polski”. Jego autorami są pracownicy naukowi Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie. Pismo to jest oficjalnym niskonakładowym organem tejże instytucji. W tekście tym przedstawiono obszerne rozważania i uzasadnienia dla tworzenia magazynów podziemnego składowania dwutlenku węgla. Wszystkie wyrażone tam poglądy i gwarancje bezpieczeństwa trzeba przyjąć za dobrą monetę. Wszak piszą to fachowcy.
Dezinformacja
Podejmują oni jednak również dyskusję z władzami lokalnymi, samorządowymi i miejscową ludnością, która sprzeciwia się tego rodzaju inwestycjom na tym terenie. W tej akurat materii wydaje się, że uczeni autorzy mijają się ze zrozumieniem zachodzących procesów społecznych. O ich bezradności w tej materii świadczy końcowy akapit omawianego tekstu, który brzmi następująco: „Przyłączając się do spirali protestów, także i my protestujemy przeciw systematycznie prowadzonej akcji dezinformacji społeczeństwa, na którą nie wynaleziono – jak dotąd – skutecznego lekarstwa”. Dobrym obyczajem naukowym jest nie wnikanie specjalistów jednej branży w działania innych nauk, w których sami nie są specjalistami. Dlatego też w tym ostatnim zdaniu nasi uczeni geolodzy jakby trochę mijali się z naukową oceną tego o czym piszą. Otóż, nie jest prawdą, że na dezinformację nie ma skutecznego lekarstwa. Jest. Tylko trzeba po nie sięgać. Warto też, aby postawić sobie pytanie dlaczego akurat w Polsce są tego rodzaju dezinformacyjne działania, a gdzie indziej w cywilizowanych krajach ich nie ma.
USA
Oto weźmy pod uwagę Stany Zjednoczone. Tam jeżeli są tego rodzaju protesty, to tylko w kontekście rekompensaty za udostępnienie terenu, procenty w udziału w zyskach itp. sprawy finansowe. Pomijam tu protesty Indian, którym zajmuje się dla celów eksploatacyjnych ich ostanie siedziby i rezerwaty, gdzie mogą się schronić przed nacierającą na nich cywilizacją. Geologia w USA w przeciwieństwie do Polski jest bardzo popularna. Przynajmniej wszędzie tam, gdzie są prowadzone badania i poszukiwania surowców, a przede wszystkim gazu ziemnego i ropy naftowej. Firmy eksploatacyjne obowiązane są płacić właścicielom działek na których trwa wydobycie swego rodzaju podatek od tony wydobytego surowca, który w naszym kraju zabiera rząd i gmina, a tam sumy te dostają właściciele terenu. Po to, aby nie być oszukanym przez górnicze firmy, ludzie ci masowo dokształcają się mając na względzie własny w tym interes. Wydawane książki popularno naukowe, cieszą się tam poczytnością i są na ogół wykupywane zaraz po ich ukazaniu się na rynku. Często prości farmerzy dysponują własnymi podręcznymi muzeami geologicznymi z okazami, przekrojami geologicznymi i tabelami stratygraficznymi w których są doskonale zorientowani. Wszystko to robią oni z własnej inicjatywy oraz chęci i nikt im tego nie każe, ani do tego nie zmusza. Po prostu czują oni interes wart często setek tysięcy dolarów, a w perspektywie nawet wiele więcej. Tu żadna dezinformacja nie ma miejsca. Nawet jak jest to zaraz jest ona kontrowana i sprowadzania do realistycznych i naukowo uzasadnionych wiadomości. Wszyscy wiedzą, że w wypadku sporów, nieporozumień i wszelkiego oszustwa sprawy te będzie rozstrzygał sąd, który oprze się na naukowo i praktycznie sprawdzonych wiadomościach. Po prostu w USA dezinformacja geologiczna, górnicza i naukowa pod tym względem nie ma żadnych szans.
Polska szansa
Jeżeli jest to możliwe w Ameryce, to wydaje się, że i w Polsce też można dojść do tego poziomu dyskusji. Aby to jednak osiągnąć trzeba wiele zmienić w prawie geologicznym i górniczym, trzeba też wiele zmienić przede wszystkim w mentalności wszelkiego rodzaju władz dysponujących zasobami naszych surowców. Wtedy podobnie jak w USA wszyscy będą raczej ubiegać się o tego rodzaju inwestycje i przedsięwzięcia, niż jałowo przeciw nim protestować. Krótko mówiąc nasi rodacy z tytułu wszelkich uciążliwości inwestycyjnych coś z tego też muszą mieć. Podobnie jak w USA i winnych krajach należy się im opłata eksploatacyjna, lub choćby tylko jej część od wydobytego surowca. Dla przykładu weźmy opłaty za eksploatację złoża rud miedzi. Wynosi ona 3,16 złotych za wydobytą tonę rudy. Otóż wydobyto tych ton już ponad jeden miliard. Do podziału pomiędzy ludzi, którzy mieszkają nad złożem przypada właśnie ta okrągłą sumka. Jeżeli w przybliżeniu jest tu około jednego tysiąca poszkodowanych to na każdego z nich wypadnie skromny jeden milion złotych. Teraz pieniądze te zabiera skarb państwa. Ludzie którzy ponoszą z tego tytułu wszystkie niedogodności nic nie dostają. Osobną sprawą jest ustalenie, czy opłata eksploatacyjna w tej wysokości jest sprawiedliwa przy tak kolosalnych zyskach KGHM w Lubinie. Podobnie sprawa wygląda w Bełchatowie. Pod ziemią ma być składowane 1,8 miliona ton dwutlenku węgla. Weźmy stawkę opłaty eksploatacyjnej taką jak za gaz ziemny, czyli w zaokrągleniu 6 złotych od tony. Daje to rocznie do podziału dla właścicieli działek na których zlokalizowany jest magazyn około 10 milionów złotych. Jeżeli jest ich na przykład stu, to każdy z nich otrzyma rocznie sto tysięcy złotych. Magazyn ma być setki lat. Dochody z niego wydają się być dożywotnie. Czy nie warto wspierać takich inwestycji górniczych i energetycznych?
Jeżeli nie wiadomo o co chodzi?
Wielu rządzących, naukowców i decydentów udaje, że w protestach tych nie wiadomo o co chodzi. Na tę okoliczność bardzo trafne ludowe powiedzenie głosi, ze zawsze chodzi o pieniądze. Przy zapewnieniu stałych dochodów właścicielom gruntów na których prowadzone są inwestycje związane z eksploatacją surowców na pewno nie będzie więcej nigdy żadnych protestów. Wręcz przeciwnie wszyscy będą zabiegać, aby na ich terenie znaleziono jakieś bogactwa naturalne i rozpoczęto ich eksploatację. O żadnej dezinformacji nie będzie nawet mowy. Geologia i poszukiwanie surowców natychmiast staną się hobby narodowym. Żadni ekolodzy nic nie będą mieli do powiedzenia, bo zostaną natychmiast przepędzeni przez zainteresowanych inwestycją mieszkańców danego terenu. Państwo, a dokładniej jego minister skarbu musi podzielić się z rodakami bogactwem, które występuje na ich terenie. Jeżeli do tego nie dojdzie to protesty będą narastały. Protestujący wychodzą ze słusznego założenia, ze protest ich nic nie kosztuje. Wszelka zaś zmiana użytkowania należącego do nich terenu pogorszy ich warunki życiowe. Obietnice pracy są dawane na wyrost, bo wiadomo, że dostaną ja tylko fachowcy. Wśród zainteresowanej społeczności są to jednostki nie mające wpływu na całość zachodzących tu procesów społecznych. Na wszystkie opłaty z eksploatacji kopalin musi być ustanowione prawo, które będzie je gwarantowało.