Adam Maksymowicz: Czy chronić zasoby kopalin?
Nowa wersja prawa geologicznego i górniczego staje się coraz bardziej areną walki o interesy poszczególnych grup społecznych, lokalnych, zawodowych i biznesowych. Trwa zawzięty spór o podatek od wyrobisk górniczych, a ostatnio dochodzi do tego sprawa ochrony złóż kopalin użytecznych. Tam, gdzie zalegają pokłady węgla brunatnego miejscowa ludność jednoznacznie wypowiada swoje zdanie na nie. Wiadomo, że będzie odkrywka, a to dewastacja i likwidacja, często bardzo dobrze usytuowanych firm, lokali i osiedli przynoszących znaczące dochody ich właścicielom. Ochrona tych terenów oznacza ograniczenie wszelkich inwestycji budowlanych i infrastrukturalnych, a w przyszłości przesiedlenie w nieznane. Stąd sprzeciw ludności wydaje się, że ma swoje ludzkie i ekonomiczne uzasadnienie.
Potrzeby energetyki
Rządowy „Program rozwoju energetyki do roku 2030” mówi o ochronie wszystkich złóż surowców energetycznych, które w przyszłości mają być zagospodarowywane. Chodzi tu o złoża węgla brunatnego w rejonie „Legnicy”. Rząd pod względem energetycznego bezpieczeństwa kraju staje coraz bliżej przysłowiowej ściany. Polskie elektrownie są już wyeksploatowane w blisko 70 procentach i grozi ich masowe zamykanie. Brak prądu elektrycznego zaczyna zaglądać w oczy każdemu mieszkańcowi naszego kraju. Obecnie odnotowuje się już wyłączenia i należy się spodziewać, że za rok, dwa będziemy je mieli znacznie częściej i dłużej. Optymiści twierdzą, że są to strachy, bo rusza program budowy elektrowni atomowych. W jakieś mierze są one w stanie odciążyć napór na surowce energetyczne. Elektrownie te mają jednak wady. Należy do nich długi czas inwestycji. W Polsce pierwsza z nich ma powstać najszybciej w 2020 roku. Jej moc 1000 MW, to kropla w morzu potrzeb. Następne tej samej wielkości można spodziewać się nie wcześniej niż za kolejne 5 lat, przy intensywnych o to staraniach. Tymczasem energia elektryczna uzyskiwana z węgla brunatnego jest najtańsza. Rząd też zdaje sobie sprawę z konieczności szybkiego podejmowania w tej sprawie decyzji. Jej odwlekanie stale pogarsza warunki ratowania krytycznej sytuacji w energetyce.
Wolny rynek
Od 1989 roku polska gospodarka przyjęła zasady wolnorynkowe. Zasady, zasadami, a praktyka często nie wiele odbiega od „wolnej amerykanki”. Jej polskie wydanie posługuje się hasłem „róbta, co chceta”. W tej konwencji złodzieja karze się tylko za to, że dał się złapać. Wszystko to odnosi się do towarów i usług świadczonych sobie nawzajem przez ludzi zajętych produkcją i jej zbytem. Wydawałoby się, że nie mają one żadnego zastosowania w stosunku do surowców, kopalin i ich zasobów. Zalegają one w głębi ziemi i nie podlegają żadnym ludzkim manipulacjom.
Tak jednak nie jest. O ile złoże samo w sobie jest niezależne od żadnych ludzkich postanowień, to jednak jego ilość i wartość jest ustalana przez odpowiednie urzędy. Okazuje się, że być może tu akurat zachodzą zmiany redukujące wartość naszego potencjału surowcowego. Wolny rynek dla wielu urzędników oznacza pełną dowolność w ocenach bazy zasobowej kraju. Gdyby ta liberalizacja była jeszcze stosowana w obie strony można by było teoretycznie mówić o wolnym rynku. Jest jednak inaczej.
Ukraść zasoby
Zasoby kopalin z roku na rok są statystycznie redukowane. Nie tylko ze względu na ich ubytek eksploatacyjny, co jest naturalną koleją rzeczy. Przede wszystkim Ministerstwo Środowiska stale i systematycznie realizuje program ich statystycznego pomniejszania. Oto następuje niczym nieusprawiedliwiony drastyczny spadek ilości zasobów geologicznych węgla kamiennego. Trzeba wiedzieć, że zasoby te nie są zależne od żadnej koniunktury światowej, co może mieć miejsce w przypadku zasobów przemysłowych. W 1989 roku było ich jeszcze ok. 75 miliardów ton. Osiemnaście lat później już tylko ok. 50 miliardów. W tym czasie wyeksploatowano ok. 2 miliardy ton, a ubyło 25 miliardów. Jeszcze bardziej niepokojące są dane ze stanu zasobów przemysłowych, czyli tych nadających się do eksploatacji. Na początku było ich w tym samym czasie ok. 17 miliardów, a teraz ok. 5 miliardów.
Zasobowe manipulacje, choć dokonywane tylko na papierze, (który wszystko wytrzyma) zubożają nasz kraj. Pozornie nie ma to żadnego znaczenia, bo to wszystko tylko na papierze. Ten papier jest jednak świadectwem coraz uboższych zasobów, w które nie warto inwestować, bo jest ich mało. Jednym słowem, tylko papierowa kradzież zasobów, powoduje stagnację w górnictwie, a w konsekwencji wzmacnia wszystkie procesy likwidacyjne. Kradzież tych zasobów węgla kamiennego można wycenić w bilionach złotych. Jest ona nie tylko zabiegiem papierowym. Jego rzeczywisty wymiar ma miejsce w nakładach, jakie kiedyś wydano na poszukiwania złóż tego surowca. Były to ogromne koszta robót wiertniczych, analitycznych, laboratoryjnych i dokumentacyjnych. Teraz jednym pociągnięciem ministerialnego pióra zostały skreślone. Stan ten dotyczy nie tylko węgla kamiennego. W trochę mniejszej skali ubytek ten zanotowano w tak strategicznych surowcach, jak siarka rodzima, węgiel brunatny, cynk, ołów i miedź. Przedstawione tu informacje są w wielkim skrócie zaczerpnięte z pracy naukowej na ten temat.1
Górnicze lobby
Na ogół z przekąsem i w konotacji negatywnej mówi się o górniczym lobby, które z niczym się nie liczy, tylko ze swoim interesem. Owszem ono istnieje, i ma negatywny wpływ nie tylko na wszystkie inne branże, ale przede wszystkim na samo górnictwo. Jego rola wiąże się jeszcze z tradycją PRL, kiedy do górnictwa, podobnie jak i do innych branż kierowano ludzi z klucza politycznego. Ten styl jest nadal kontynuowany. Jeżeli jest on łączony z branżą górniczą to tylko na zasadzie jej politycznego podporządkowania rządowym decyzjom, które z interesem górnictwa i Górnego Śląska, na ogół się rozmijają. To lobby w jakiś sposób degraduje górnictwo i w świadomości społecznej jest wyrazem sprzeciwu dla jego rozwoju i akceptacji dla jego likwidacji.
Związkowy wybór
Trzeba bardzo pozytywnie ocenić wybór Piotra Dudy na przewodniczącego NSZZ „Solidarność”. Dał on dotychczas dowody, że nie godzi się na manipulowanie górnikami i ich przyszłością na Górnym Śląsku. Jego twarde stanowisko w niedawnym sporze strajkowym przyniosło efekty pozytywne nie tylko dla niego samego, ale też i dla całego regionu. Ten styl obrony interesów górnictwa, zatrudnionych w nim ludzi, jego ekonomiki, dochodów i koniecznych wydatków potrzebny jest całej Polsce. Jednym z zadań czekających nowego przewodniczącego będzie spór z ministrem środowiska o zasoby wszystkich kopalin. Nie może być tak, że redukuje się możliwości i bogactwa narodowe tylko, dlatego, że komuś to odpowiada. Prawda w tym zakresie będzie musiała być nie tylko ujawniona, co już czyni wspomniana praca prof. Krystiana Probierza z Politechniki Śląskiej. Będzie musiała być ona naprawiona, co jest zadaniem gospodarczym, politycznym, ale też i związkowym. Prowadząc w tym zakresie rozważne, a jednocześnie stanowcze działania nowy przewodniczący ma szanse wydźwignąć Górny Śląsk, a z nim całe polskie górnictwo na powrót do rangi przemysłu narodowego. Do rangi przedsięwzięcia dochodowego i wspierającego wszystkie inne działy naszej gospodarki.
Korzystny klimat
Jest akurat ku temu korzystny klimat. Surowce energetyczne i wszelkie inne stają się w Polsce przedmiotem powszechnego zainteresowania. Obietnice, jakie składają w tej materii różnego rodzaju specjaliści są niezwykle optymistyczne. Czasem nawet wręcz bulwersujące. Ostatnio z inspiracji amerykańskich koncernów gazowo – naftowych okazało się, że możemy być samowystarczalni w gaz ziemny z własnych złóż. Ma być to tzw. „gaz łupkowy”, którego zasoby są aktualnie badane. Uzasadnione spekulacje mówią, że możemy być nawet eksporterem tego surowca. Ten klimat trzeba wzmocnić. Jednym z elementów tego procesu musi być rzetelna i powszechnie dostępna wiedza na temat górnictwa. Brak jest popularno – naukowych publikacji na ten temat. Politycy uchylają się od wsparcia tego kierunku, bo od dawna na górnictwie postawili przysłowiowy „krzyżyk’. To musi się zmienić. Górnicza mobilizacja związkowa wskazuje, że jest to możliwe. Górnictwo będzie wiele zawdzięczać temu wyborowi. W jego efekcie, możemy spodziewać się, że tytułowe pytanie czy chronić zasoby, zostanie odwrócone na jak chronić zasoby, aby interesy wszystkich zainteresowanych nimi były uszanowane.
1) Krystian Probierz – Ochrona zasobów kopalin w Polsce doby gospodarki wolnorynkowej. Monografia. Wydawnictwo Politechniki Śląskiej. Gliwice 2010.