Adam Maksymowicz: Cicha walka o węgiel brunatny
Odbiły się one szerokim echem w całym kraju. To echo, poparte jednoznacznie negatywnym wynikiem dla budowy odkrywkowej kopalni wystarczyło legnickim samorządowcom. Echo, jak echo, było i minęło. Spontaniczna mobilizacja ludności w swoim sprzeciwie wiecznie trwać nie może. O tym wszystkim dobrze wiedzą ci, którzy sprawują władzę.
W sprawie referendum, rząd przewidując tego rodzaju skutki zaproponował zapisy do nowego prawa geologicznego i górniczego. Sprowadzają się one do tego, że owszem protesty winne być uwzględnione, ale nie mogą one mieć charakteru rozstrzygającego. O tym, że tak właśnie interpretowana jest nowa koncepcja prawa, wskazuje ostatnia wersja „Polityki energetycznej Polski do 2030 roku” z dnia 18 sierpnia 2009.
Rząd bierze pod uwagę szereg zastrzeżeń zgłaszanych przez gminy (Lubin, Sinawa, Prochowice, Ruja, Kunice, Miłkowice). Mówi o tym dokument pt. „ Raport z wyników konsultacji społecznych projektu polityki energetycznej Polski do 2030 roku”. W jego podsumowaniu napisano: „Ze względu na konieczność zapewnienia możliwości eksploatacji strategicznych złóż węgla w przyszłości postanowiono o utrzymaniu zapisów dotyczących ich ochrony”. Wynika z tego, że rząd wynikiem referendum się nie przejął. Bezpieczeństwo energetyczne Polski jest dla niego zbyt ważne, aby ustąpić w sprawie legnickiego złoża.
Na tej podstawie można uważać, że decyzja o jego eksploatacji już zapadła. Nie jest tylko określony termin jej realizacji. Na tym polu - wydaje się - jest najwięcej do wynegocjowania określonych działań. Samorządy gminne z rejonu legnickiego poza protestem muszą jednak mieć coś do zaproponowania w tej sprawie. Warto, aby się nad tym zastanowiły nie czekając na rozwój wypadków, który może je nieprzyjemnie zaskoczyć.
Samorządy winne zauważyć, że choćby nawet najgłośniejszy protest prawie nic nie zmienia w meritum sprawy. Trzeba podjąć z rządem merytoryczne dyskusje na temat jak najdalszego odłożenia w czasie decyzji o eksploatacji złóż węgla w rejonie Legnicy.
Umożliwi to wszystkim zainteresowanym odpowiednie przygotowanie się do tej decyzji. Cicha, niemniej uparta i merytoryczna, walka o węgiel brunatny powinna przynieść chociażby złagodzenie wszystkich niewątpliwych dolegliwości, jakie się z tym wiążą.
Wydaje się, że wysiłek związany z referendum wyczerpał możliwości negocjacyjne miejscowych elit i ich zaplecza. Ponieważ jednak sytuacja energetyczna Polski pogarsza się z każdym dniem, rząd przeciwdziałając temu może w każdej chwili podjąć niezbędne w tej sprawie decyzje. Po to, aby były one przyjęte w miarę rzeczowo i ze zminimalizowanymi skutkami negatywnymi dla środowiska i miejscowej ludności, rządowi potrzebny jest partner.
Może nim być samorząd, który zwróci uwagę na wszystkie szczegóły i wskaże drogi uniknięcia niepotrzebnych napięć i nieporozumień. Protesty, jako ta najgłośniejsza forma wyrażania stanowiska, owszem, nadal mogą być kontynuowane. Ich znaczenie jednak nie poparte żadną współpracą z rządem będzie maleć.
Konieczna jest cicha, choćby nawet stanowcza walka i jednocześnie współpraca miejscowych samorządów z władzami centralnymi. Może ona przybierać nawet form wojny, ale dyplomatycznej, odpowiedzialnej, merytorycznej i rzeczowej. Zdawać sobie trzeba sprawę, że od wyników tej walki zależy los wielu mieszkańców ziemi legnickiej.
Wracając do rosyjsko–angielskiego przysłowia trzeba stwierdzić, że ciche spory, walki i wojny dają znacznie większe efekty niż otwarte, nawet najbardziej spektakularne protesty.