Adam Maksymowicz: Całe złoto świata
fot: wikimedia.org
Wanad ze względu na minimalne zasoby rud i użyteczność wojskową stanowi jeden z materiałów strategicznych. Dlaczego władze milczą o jego występowaniu pod Suwałkami?
fot: wikimedia.org
Jest to tym bardziej dziwne, że w czasach PRL, na ogół dokumentacje geologiczne były dużo solidniej opracowywane niż obecne, a złoża te rozpoznano w kat. C-1 i C-2. Są to kategorie potwierdzające zasoby i opłacalność ich ewentualnego wydobycia. Ludzie mający dostęp do tych dokumentów piszą o miliardach ton zasobów oraz o ich wartości sięgającej bilionów dolarów.
Bilans Zasobów Kopalin
Jest to powszechnie uznawane za najbardziej wiarygodne źródło informacji o złożach wszystkich surowców występujących na terenie naszego kraju. Tymczasem w tej akurat sprawie źródło to jest bardzo powściągliwe. Wspomina się tylko, że ówczesne zasoby zostały zakwalifikowane jako pozabilansowe ze względu na niskie zawartości metali, a głównie wanadu oraz ze względu na głębokość występowania złoża (1500 – 2300 m). Niewątpliwy autorytet, jakim jest pod tym względem prof. Marek Nieć twierdzi, że zawartość wanadu powinna wynosić 0,73 proc., aby eksploatacja złoża była w opłacalna. Tylko jeden procent złoża spełnia to kryterium. Nie podano jednak, jaka wartość liczbowa w tonach odpowiada temu jednemu procentowi. Swoją opinię w tej sprawie profesor potwierdza informacją, że ostatnio na świecie nastąpiły nowe odkrycia tego rodzaju złóż. Występują one płytko na wychodniach szczególnie w RPA. W tej sytuacji zasoby rudy w Krzemionkach nie spełniają nawet kryteriów pozabilansowych.
Sprzeczności
W literaturze potwierdza się informacja o opracowaniu dokumentacji w skali C-1. Obowiązujące od bardzo dawna przepisy zezwalały na opracowanie takiej dokumentacji tylko pod warunkiem, że wcześniejsza, mniej dokładna (w skali C-2) potwierdzała występowanie zasobów bilansowych. Ich uściślenie było zadaniem wyższej kategorii. Teraz mówi się, że obie te dokumentacje zawierały zasoby pozabilansowe, co jest samo w sobie sprzeczne. Być może były wtedy inne kryteria, ale rządowy dokument winien te sprawy jasno przedstawić i wyjaśnić. Unikając tego stwarza pole do domysłów i dyskusji. Można domniemywać, że tego rodzaju metale jak wanad, tytan i niob są surowcami o znaczeniu strategicznym, wojskowym i nie podaje się ich danych do publicznej wiadomości. Jest to jednak zastrzeżenie mało prawdopodobne, gdyż za czasów PRL, kiedy tajemnicą państwową było prawie wszystko, pisały o tym gazety, a dokumentacje nie były objęte klauzulą tajności. Czyżby dzisiaj pod tym względem było gorzej? Jest to bardzo mało prawdopodobne.
Odkrycie
Na anomalię magnetyczną w rejonie Suwałk pierwsi zwrócili uwagę Niemcy, kiedy przelatujące nad tym terenem samoloty bojowe odczuwały zaburzenia magnetyczne. W 1957 roku prof. Jerzy Znosko i Jan Skorupa z Państwowego Instytutu Geologicznego odkryli tu soczewkowe złoże rud polimetalicznych w skałach anortozytowych (zasadowa skała głębinowa, której odpowiednikiem wylewnym jest m.in. bazalt) Dalsze badania w latach sześćdziesiątych minionego wieku pozwoliły na ustalenie zasobów rud w granicach ok. 1,5 mld ton z możliwością ich dalszego powiększenia. Ilość wanadu i tytanu ocenia się na ok. 50 mln ton każdego z nich. Pojawiają się informacje, że to polimetaliczne złoże zawiera wszystkie pierwiastki tablicy Mendelejewa. Czy jednak technologicznie wszystkie będzie można odzyskać? Być może, że podobnie jak np. w KGHM, podczas procesu odzysku głównego metalu, jakim jest miedź, otrzyma się też najcenniejsze metale, jak srebro, złoto, platyna i pallad.
Propozycje
Stowarzyszenie Samorządna Suwalszczyzna proponuje na początek budowę niewielkiej kopalni pilotowej. Jest to o tyle istotne dla tamtejszej społeczności, że żyje ona z turystyki tylko kilka miesięcy w roku. Działacze Stowarzyszenia twierdzą, że można pogodzić warunki eksploatacji złoża z wszystkimi wymogami ochrony środowiska. Podają przykłady podobnych kopalń w Szwecji i Finlandii, przeciwko którym nikt tam nie protestuje. Rządową nieopłacalność eksploatacji kontestują oni podnosząc argument przyznania na ten cel niemieckiej pożyczki w wysokości ok. 800 mln marek ( rok 1979 – obecna wartość ok. 1 miliarda dolarów). Niemcy byli bardzo zainteresowani spłatą tego kredytu dostawami wanadu. Wiadomo, że nie udzieliliby oni tego kredytu, gdyby przedsięwzięcie to było całkowicie nieopłacalne. Stowarzyszenie podjęło w tej sprawie ofensywę prasową, na skutek której ukazało się szereg wypowiedzi znanych dziennikarzy i specjalistów z tej branży.
Jest rzeczą charakterystyczną, że Ministerstwo Środowiska, którego ta sprawa w pierwszym rzędzie dotyczy, milczy jak zaklęte. Jest to tym bardziej dziwne, że na każde prasowe zakwestionowanie jego działalności np. w sprawach ocieplenia klimatu reaguje ono alergicznie odpowiadając na każdy prasowy zarzut. Podobnie czyni, jeżeli podjęta jest krytyka działalności ministra. W tej jednak sprawie jest ślepe i głuche. Jest to kolejna wskazówka, że w sprawie dyskwalifikacji suwalskiego złoża rud polimetalicznych jest wiele spraw niejasnych, ukrytych, sprzecznych i pomijanych.
Całe złoto świata
W marcu br. dziennikarz Jan Wyganowski napisał, że suwalskie złoże warte jest całe złoto świata. Jest to zapewne przesada, ale oddaje ono pewną determinacje miejscowej społeczności. W województwie jest ok. 10 tys. bezrobotnych. Oblicza się, że przy budowie i obsłudze kopalni prawie tyle byłoby zatrudnionych ludzi. Przypomina się, że w rejonie Krzemionek w latach minionych wybudowano już osiedle górnicze dla budowniczych przyszłej kopalni. W Suwałkach powołano już Zakład Budowy Kopalń. Wszystko to zostało zamknięte na skutek kryzysu ekonomicznego lat osiemdziesiątych. Jest to o tyle ważny argument, że w czasach PRL akurat wszystkie inwestycje górnicze wykonane były z pełnym powodzeniem. Tu wystarczy wymienić KWB Turów na Dolnym Śląsku, KWK Bogdanka na Lubelszczyźnie, KWB Bełchatów w centrum kraju, Siarkopol w Tarnobrzegu i KGHM Polska Miedź na Dolnym Śląsku. Wszystko wskazuje na to, że i ta inwestycja górnicza PRL mogła być równie rentowna, jak wszystkie poprzednie.
Niepotrzebne napięcie
W Polsce wszystkie protesty w sprawach inwestycji górniczych wiążą się nie tyle z racjonalnym ich uzasadnieniem, co raczej z poważnymi błędami w polityce edukacyjnej i informacyjnej. Społeczności lokalne są zaskakiwane podejmowanymi decyzjami, których nikt z nimi nie tylko że nie konsultował, ani uzgadniał, ale nie informował ich o tym od początku prowadzenia tematu. Przyjęte jest u nas załatwianie takich spraw w ciszy biur projektowych i gabinetów ministerialnych, a potem ci sami projektanci i dygnitarze zaskoczeni są oporem, który sami stworzyli.
Do wielu decydentów z trudem dociera świadomość, że czasy siłowego nakazu z okresu PRL zakończyły się w 1989 roku. W opisanym powyżej wypadku jest akurat odwrotnie. Wszystkie dane posiada lokalna społeczność, a legalna władza, albo je ukrywa, albo lekceważy, co na jedno wychodzi. Jednakże podnoszenie wartości tego złoża do „całego złota świata” powinno być dla rządzących wskazówką, że sprawy nie można całkiem zignorować. Przedstawiciele Ministerstwa Środowiska, a przede wszystkim Główny Geolog Kraju winien w tej sprawie odbyć konsultacje z zainteresowanymi środowiskami. Niezależnie od tego, czy dzieje się to na skutek czyjejś niekompetencji, czy jest to celowa polityka, wywołuje to określone i niepotrzebne napięcie, które w naszym wspólnym interesie trzeba jak najszybciej zlikwidować.