Adam Maksymowicz: Bezpieczeństwo energetycznych dostaw z Rosji

Przyglądając się kłopotom wicepremiera i ministra gospodarki przed zawarciem trudnego porozumienia w sprawie kontraktu gazowego z Rosją trzeba zauważyć, że były one natury strategicznej, a nie handlowej. Z tego powodu nie należało oczekiwać na tym polu wielkich sukcesów, a być może - były to tylko mniejsze lub większe porażki. Nic tu nie pomogą talenty naszych negocjatorów, ich taktyka i dyplomacja. Prawdopodobnie nie miałoby to żadnego wpływu na stanowisko naszego wschodniego partnera.

Ten twardy upór w utrudnianiu zawarcia nam w miarę korzystnego dla obu stron kontraktu wynikał tylko i wyłącznie z przyczyn politycznych. Nasi politycy są tym oburzeni. Jak można w wieku pokoju, wolnego handlu i równych praw na rynku stosować takie dyskryminacyjne kryteria? To po prostu szantaż. To przypomina pakt Ribbentrop – Mołotow. Tego typu wypowiedzi dolewają przysłowiowej oliwy do i tak już dość dużego ognia. I po każdym ich nagłośnieniu wszelkie propozycje wicepremiera Waldemara Pawlaka skazane były na sławne rosyjskie „niet”.

Samowystarczalność energetyczna

Niedawno w Sejmie wicepremier zapewniał, że Polska jak żaden inny kraj w Europie ma zapewnione bezpieczeństwo energetyczne na poziomie 80 proc. To wszystko prawda, tyle tylko, że akurat bez tych pozostałych 20 proc. nasza gospodarka przestaje funkcjonować.

Gwarancją naszej samowystarczalności jest węgiel. I o ile chodzi o produkcję energii elektrycznej zapewne trzeba się zgodzić ze stanowiskiem rządowym. Jednakże polski transport to przede wszystkim tiry i wszelkie inne samochody napędzane produktami naftowymi. Kolej likwidujemy, bo jest mało operatywna i nieekonomiczna. Oczywiście, że zaopatrzenie naszego transportu samochodowego w paliwo nie musi wcale pochodzić z Rosji. Mamy szansę na własne gazowo-ropne rurociągi przez Ukrainę i Turcję z Kazachstanu. W tych sprawach są już daleko zaawansowane porozumienia, umowy i projekty. Ich realizacja ma wkrótce ruszyć z miejsca. W tej sytuacji z Rosją nie musimy się specjalnie liczyć i możemy negocjować, jak równy z równym. Tak to wszystko wygląda na papierze, a wiadomo, że on wszystko wytrzyma.

Rzeczywistość jest jednak taka, że jak Rosja zakręci nam dzisiaj kurek z ropą naftową, to będziemy chodzić piechotą. W miastach jedynie pozostaną użyteczne tramwaje, a w stolicy czynne będzie jeszcze metro. Tak w praktyce ma wyglądać nasza samowystarczalność energetyczna. W tym wypadku jest ona tylko potencjalna i teoretyczna, przynajmniej w części dotyczącej transportu.

Bilans

Własna ropa naftowa pochodząca z rejonu Karpat, Przedgórza, Niżu i Bałtyku razem dostarcza ok. 1 miliona ton. Stanowi to ok. 5 proc. naszego zapotrzebowania, które w pozostałej części prawie w całości otrzymujemy z Rosji. Z gazem jest trochę lepiej, bo kupujemy go w tym kraju tylko ok. 70 proc. Resztę pokrywa nasze własne wydobycie. Rosjanie dobrze o tym wszystkim wiedzą. Za nieprzyjazne im wypowiedzi, które być może nawet sami prowokują, Rosjanie każą sobie słono płacić. \"Proszę bardzo. Jesteście tacy samodzielni, niezależni, to płaćcie za to. Popatrzcie, np. Niemcy to do niedawna nasz śmiertelny wróg, a teraz nasz najlepszy przyjaciel. Im sprzedajemy najtaniej. No niestety, polska nie chce być przyjacielem Rosji, musi więc za to płacić. Na szczęście nie jest to jeszcze cena najwyższa\".

Zmiana polityki

Aby uzyskać jakikolwiek korzystny dla nas efekt w negocjacjach handlowych z Rosją, musi być wcześniej zawarte porozumienie polityczne. Nie zależy ono od wicepremiera i ministra gospodarki, dlatego można z góry przewidzieć, że jego rozmowy w Moskwie będą istną drogą przez mękę. Rosjanie trudności umieją robić i na tego typu naciskach doskonale się znają. Oni też popierają wolny rynek i równe prawa wszystkich partnerów do takiego samego traktowania i zawierania umów. To sami głoszą.

Tyle tylko, że tak jak i inne kraje, wcale tego nie przestrzegają. Nawet więcej, im głośniej mówią o równości, tym większe robią różnice. Podnoszą oni też problem wolności handlu, który polega na tym, że mogą oni sprzedawać swój gaz i ropę, komu zechcą.

Dawniej, kiedy była „zimna wojna” na wiele towarów po obu stronach było nałożone embargo. Teraz między Rosją a Polską nie ma żadnej wojny, ale też nie ma wzorowej współpracy, nie ma zaufania, a często jest nawet wrogość. Czy ktoś, kto ma cenny i poszukiwany na rynku towar, sprzedaje go najpierw swoim wrogom? Na pewno nie. I Rosjanie tak czynią w stosunku do nas.

Czy da się to zmienić? Oczywiście, że da się. Powinien to przede wszystkim zrobić nasz prezydent, premier i minister spraw zagranicznych. Jak to osągnąć - nie wiem. Jest to już całkiem inne zagadnienie. Wiadomo jednak, że jeśli chcemy uniknąć rosyjskich kłopotów, to musimy się postarać o dużo lepsze kontakty z Rosją, niż ona sama ma z Niemcami. Jeżeli to się nam nie uda, to przynajmniej na odwrotnym kierunku musimy mieć lepsze stosunki z Niemcami, niż oni - z Rosją. Na razie na obu tych kierunkach jesteśmy przegrani. I to jest największe zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa energetycznego, a także i każdego innego.

Rosyjska cena

Trudno z góry przewidzieć, czego Rosjanie od nas oczekują w zamian za zawarcie korzystnego dla nas porozumienia politycznego. Można się jednak domyślać, że przynajmniej chcą, aby traktowano ich tak jak Niemców. Od strony formalnej jest to niemożliwe, bo jesteśmy w różnych strukturach.

Czy jednak chodzi tu tylko o formalności? Zapewne nie tylko. Chodzi tu przede wszystkim o ton wypowiedzi najwyższych naszych dygnitarzy o Rosji, jako winnej wielu zbrodni z czasów zaborów i drugiej wojny światowej. Nasi politycy muszą wiedzieć o tym, że nikt nie akceptuje tego, kiedy się źle o nim mówi publicznie. Potem jeszcze w zamian oczekuje się od niego preferencji handlowych. Polacy w tej sprawie mówią, że nie mogą zapomnieć o tym, co się stało i jaką rolę odegrała w tych wydarzeniach Rosja. Rosjanie dziwią się wtedy, że podobne a może nawet znacznie większe przewinienia Niemcom wybaczyliśmy bez żadnych warunków, przeprosin i odszkodowań. Nie bez słuszności Rosjanie pytają, czy ta sama procedura nie może być i do nich zastosowana? Wtedy i oni zastosują te same zasady negocjacji cenowych, ilościowych i wszelkich innych, jakie zaproponowali Niemcom.

Czy jest to dla nas za trudna droga? Być może, że tak. Wtedy jednak ze strony z Rosji spodziewać się możemy takich niespodzianek, że nawet Unia Europejska nie zechce palcem kiwnąć w bucie w naszej obronie. Europejska solidarność, którą wielce sobie cenimy w starciu z Rosyjską polityką, najpewniej zajmie stanowisko zgodne z przysłowiem: „wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. To będą zapewne rosyjsko-niemieckie psy i polskie zające.

Mając to wszystko na względzie może nie trzeba zaraz iść do Moskwy jak do Cannosy. Trzeba jednak pamiętać, że zgoda buduje i historyczny kompromis zawarty z naszymi wschodnimi partnerami warty jest tego.


MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Orlen przedłuża promocję paliwową do końca wakacji

Orlen przedłuża promocję paliwową. Kierowcy będą mogli zatankować nawet 700 litrów paliwa w obniżonej cenie. Oferta będzie obowiązywać we wszystkie weekendy do końca wakacji.

Miliardy z ETS w worku bez dna. Jak rząd Morawieckiego przejadł pieniądze na transformację

Temat unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Przez jednych nazywany „unijnym podatkiem od CO2”, przez innych „klimatyczną kroplówką dla budżetu” – system ten stał się centralnym punktem debaty o polskiej energetyce i kosztach życia. Stał się też tematem protestu związkowego (20 maja w Warszawie) wielu branż, dla których jest kamieniem u szyi. Prezydent Karol Nawrocki proponuje m.in. w jego sprawie przeprowadzić ogólnokrajowe referendum. Problem w tym, że udział w proteście brali też politycy prawicy, którzy za przyjęcie tego systemu odpowiadają, ale próbują to wymazać z publicznej świadomości. Ponad 85-90 proc. z ponad 130 mld zł „rozpłynęło się” w ogólnym worku budżetowym, służąc do finansowania bieżących obietnic politycznych i osłon socjalnych. Na energetykę poszło – 1,3 proc. tej kwoty.

W Górniczej o wynikach JSW i zmianach w Hucie Częstochowa

Co wydarzyło się w pierwszym kwartale tego roku w JSW? Czy górnicy przesiądą się na lokomotywy? Jaka przyszłość maluje się przed Hutą Częstochowa? O tym m.in. przeczytają Państwo w najnowszym wydaniu Trybuny Górniczej, która ukaże się już w najbliższy piątek, 22 maja.

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja wpływają na rynek pracy

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja negatywnie wpływają na rynek pracy - napisali ekonomiści Banku Pekao w komentarzu do danych GUS. Ich zdaniem, ten wpływ będzie także widoczny w roku przyszłym.