Adam Maksymowicz: Amerykańskie ostrzeżenie

Platf Baltic Beta LOTOS

fot: Lots

Platforma Petrobaltiku na Morzu Bałtyckim

fot: Lots

To, co stało się ostatnio w Zatoce Meksykańskiej jest poważnym ostrzeżeniem dla wszystkich firm wydobywających ropę naftową i gaz ziemny spod dna morskiego. Awaria, pożar i zatonięcie pływającej platformy wiertniczej w odległości 80 km od wybrzeża stanu Luizjana spowodowało niekontrolowany wyciek ropy naftowej z uszkodzonej kolumny rur wiertniczych. Głębokość morza w tym miejscu wynosi ok. 1500 m. Idąc na dno platforma wiertnicza swoim ciężarem złamała kolumnę rur wiertniczych łączącą otwór eksploatacyjny ropy naftowej z jego ujęciem na powierzchni morza.

 

Właścicielem platformy jest brytyjska firma British Petroleum, która należy do największych na świecie naftowych potentatów. Początkowo wszystko wydawało się niegroźne. Firmę mającą kolosalne dochody stać było na bardzo specyficzne i oryginalne metody likwidujące awarię. Jednakże z tygodnia na tydzień widać było, że są coraz większe z tym trudności. Teraz już mówi się, że wyciek ropy naftowej jest nie do opanowania metodami klasycznymi. W tej sytuacji są dwa wyjścia albo sięgnie się do niekonwencjonalnych metod związanych z wybuchem atomowym, albo będzie się kilka lat czekać aż wyczerpią się zasoby ropy naftowej ujęte tym otworem i wypływ zaniknie samoczynnie.
 

Cena strachu

Tego rodzaju awarie jak w Zatoce Meksykańskiej stosunkowo często zdarzają się na lądzie. Najbardziej znana jest metoda wysadzenia uszkodzonego szybu wiertniczego przy pomocy nitrogliceryny. Została ona spopularyzowana we francusko – włoskim filmie pt. „Cena strachu”. W południowo amerykańskiej górskiej miejscowości wybucha pożar szybu naftowego. Dwie ciężarówki mają dowieźć potrzebną do ugaszenia pożaru nitroglicerynę. Jazda po pełnych zasadzek bezdrożach musi być niezwykle ostrożna, bo przy każdym wstrząsie nitrogliceryna wybucha. Do celu dojeżdża tylko jedna z nich, również tylko z jednym kierowcą. Niezapomnianą rolę głównego bohatera w filmie tym odegrał francuski aktor Yves Montand.

 

W Polsce może mniej dramatyczną tego rodzaju akcję przeżywaliśmy na przełomie lat 1980-1981. Było nią gaszenie pożaru otworu „Daszewo – 1” w miejscowości Karlino. Płonąca pod wysokim ciśnieniem ropa naftowa utworzyła pięćdziesięciu metrowej wysokości słup ognia, którego nie udało się ugasić przez kolejne 31 dni. Dopiero 8 stycznia 1981 roku jednoczesny zmasowany atak działek wodnych i pianotwórczych straży pożarnej spowodował nagły zanik ognia.

 

Po ugaszeniu szybu naftowego przystąpiono do eksploatacji złoża ropy. Trwała ona tylko dwa lata, bo nawiercone tym otworem zasoby w ilości ok. 6 tys. ton ropy szybko się wyczerpały. Marzenia o „drugim Kuwejcie” prysły. Widowisko jednak było wspaniałe, a relacje o nim nadały wszystkie agencje światowe.

 

O ile na lądzie wypracowano metody gaszenia tego rodzaju pożarów, to podwodne erupcje nie zawsze daje się opanować. Jest to szczególnie trudne, kiedy - tak jak w Zatoce Meksykańskiej - eksploatowane jest jedno z największych na świecie złóż ropy naftowej i gazu ziemnego.
 

Groźny przypadek

Od blisko stu lat postępująca penetracja wiertnicza zasobów gazu ziemnego i ropy naftowej w Zatoce Meksykańskiej była prowadzona w sposób zapewniający bezpieczeństwo wszystkich robót wiertniczych i eksploatacyjnych. Wzdłuż ponad tysiąc kilometrowej długości amerykańskiego wybrzeża Zatoki Meksykańskiej trwa wydobycie niezwykle dużych zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego. Jest to główne źródło zaopatrzenia USA w tego rodzaju surowce energetyczne. Wzdłuż tego wybrzeża na kilkadziesiąt kilometrów w głąb tej zatoki rozmieszczonych jest kilka tysięcy tego rodzaju platform eksploatacyjnych, poszukiwawczych i badawczych.

 

Nigdy dotąd nie doszło do tak groźnej awarii. Statystycznie można powiedzieć, że na taką ilość prowadzonych prac jest to czysty przypadek, którego nie da się uniknąć podczas masowo prowadzonych robót wiertniczych w trudnych warunkach podmorskiej eksploatacji. To wszystko prawda, tylko że przypadek ten wobec braku metod zapanowania nad wypływem ropy naftowej z uszkodzonego otworu pustoszy przyrodę i gospodarkę USA skupioną wokół zatoki. Rozlewająca się ropa naftowa w ilości ok. 3 milionów litrów dziennie po dwóch miesiącach utworzyła plamę na morzu wielkości stu tysięcy kilometrów kwadratowych.

 

Zadnie jest proste: po jakim czasie ropa naftowa pokryje całą Zatokę Meksykańską, której powierzchnia wynosi ok. 1,6 miliona kilometrów kwadratowych? Różnica w tym, czy nastąpi to po roku, czy po dwóch latach, czy nawet po dziesięciu, jest żadna. Potem, a może nawet jeszcze wcześniej ropa wypłynie na Ocean Atlantycki, a tu wraz z prądami morskimi szybko dotrze do wybrzeży Europy.

 

Jedyna nadzieja w tym, że otwór wiertniczy sam się zaczopuje, zatka lub wcześniej wyczerpią się jego zasoby. Na co jednak nie należy zbytnio liczyć. Można powiedzieć też, że strach ma wielkie oczy i nie takie już kataklizmy przeżyliśmy. To jednak jest przyrodnicza bomba atomowa, z której skutków nikt nie dotąd nie zdawał sobie sprawy, dopóki jej nie użyto. W takich okolicznościach lepiej być przygotowanym na najgorsze niż potem improwizować i być zaskoczonym rozwojem nieprzewidzianych wypadków.
 

Globalny rak

Obecny stan nieopanowanego wycieku ropy naftowej w Zatoce Meksykańskiej ma stały i powolny postęp destrukcyjny na przyrodę całego świata. Jest to swoisty rak globalny. Tak jak rak w każdym organizmie jest on początkowo niedostrzegalny i lekceważony. Rozwija się powoli i skutecznie niszczy coraz to nowe organy życiowe pacjenta. Tak samo rozlewająca się plama ropy naftowej będzie niszczyć całą przyrodę morską i oceaniczną. Proces ten za wszelką cenę musi być powstrzymany, jeżeli ludzkość zechce przetrwać.

 

Jego skutki klimatyczne, żywnościowe, komunikacyjne i wszelkie inne są jeszcze nieprzewidywalne, ale mogą się okazać apokaliptyczne i nieporównywalne ze wszystkimi innymi związanymi np. z tzw. ociepleniem klimatu. Samo ograniczenie parowania mórz i oceanów pokrytych plamami ropy naftowej spowoduje katastrofalne susze i brak opadów na lądzie. Jego pustynnienie szybko doprowadzi do śmierci głodowej ludzkość zamieszkałą na wszystkich kontynentach. Być może, że aż tak źle nie będzie, ale też trzeba sobie zdawać sprawę, czym jest pozostawienie takiego wycieku ropy bez żadnej możliwości jego ograniczenia.
 

Ropa na Bałtyku

Stany Zjednoczone od dwudziestu lat chroniły swój szelf morski zabraniając na nim poszukiwać i eksploatować złoża ropy naftowej. Na kilka dni przed awarią wiertnicy w Zatoce Meksykańskiej prezydent USA Barak Obama zniósł ten zakaz. Jest w tym jakiś paradoks, bo argumentem za podjęciem kolejnego ryzyka skażenia wybrzeży jest uzyskanie poparcia republikańskich naftowców dla pakietu klimatycznego prezydenta. Na ogół politykę taką ocenia się, jako wypędzanie cholery przy pomocy dżumy.

 

Jedno jest pewne, że zagrożenie to do Polski ma szansę dotrzeć na samym końcu. Od biedy nawet można przegrodzić cieśniny duńskie i nie dopuścić rozlewającej się po całym świecie ropy naftowej na zamknięty w ten sposób akwen Bałtyku. O ile Bałtykowi rozlewająca się po świecie plama ropy najmniej zagraża, to jednak wypadek w Zatoce Meksykańskiej stawia pod znakiem zapytania dalszą eksploatację ropy naftowej spod jego dna.

 

Wypadek, jaki zaistniał pod Karlinem, gdyby wystąpił na Bałtyku, sprawiłby, że plama ropy pokryłaby całe nasze morze. Stałoby się ono kolejnym Morzem Martwym. Czy ryzyko eksploatacji położonych tu złóż ropy naftowej nie jest przypadkiem zbyt wielkie? Szczególnie, że złoża te mają marginalne znaczenie dla naszego bilansu paliwowego. Wielkość bałtyckich złóż waha się w granicach ok. 3 milionów ton ropy naftowej. Roczne krajowe zużycie przekracza 20 milionów ton, które w całości uzyskujemy z importu.

 

To, co uzyskujemy ze złóż bałtyckich stanowi ułamek procenta naszych potrzeb. Z tego ułamka bez żadnej szkody możemy zrezygnować. Można powiedzieć, że nam nie grożą sztormy i burze takie, jak w Ameryce. Stąd bezpieczeństwo naszych platform wiertniczych jest znacznie większe. Być może, że tak jest. Jednak zwykłego błędu ludzkiego nigdy nie da się całkowicie wykluczyć. Dlatego istnieje ryzyko, że katastrofa w Zatoce Meksykańskiej może zawsze powtórzyć się na Bałtyku.

 

Niestety od strony rządowej, ministerstwa środowiska, a nawet od tak czułych na wszelkie zagrożenia, krajowych organizacji ekologicznych nie słychać żadnych protestów, propozycji, a nawet zaniepokojenia. Współczując Amerykanom w tym, co się stało w Zatoce Meksykańskiej, trzeba im jednocześnie podziękować za ostrzeżenie, jakie nam przekazali. Po prostu trzeba wnioskować wycofanie się Polskiego Górnictwa Nafty i Gazu z eksploatacji ropy naftowej na Bałtyku. Pozostawmy ten akwen jako niczym niezagrożony unikat przyrodniczy, nad który co roku wypoczywają miliony naszych rodaków.

 

Czytaj: Felietony Adama Maksymowicza

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Firmy z USA gotowe inwestować w Polsce w fabrykę paliwa do SMR i komponenty dla satelitów

Amerykańska spółka X-Energy deklaruje gotowość do zainwestowania w Polsce blisko 1 mld dolarów w ramach Zielonego Okręgu Przemysłowego Kaszubia. Z kolei Quantum Space rozważa produkcję w Polsce komponentów do satelitów oraz systemów służących ochronie i bezpieczeństwu infrastruktury satelitarnej w przestrzeni kosmicznej.

Na gliwickim lotnisku ma powstać nowa wieża kontroli lotów

Na gliwickim lotnisku ma powstać nowoczesna wieża kontroli lotów - wynika z informacji lokalnego samorządu. Dla wieży, która ma obsługiwać ruch lotniczy i stać się charakterystycznym elementem panoramy miasta, złożono już wniosek o pozwolenie na budowę.

ORLEN stworzy sieć „komfortek” dla podróżujących ze szczególnymi potrzebami

ORLEN jako pierwsza firma paliwowa w Polsce uruchamia program, który ma zwiększyć komfort podróżowania po kraju osób ze szczególnymi potrzebami. Przy najważniejszych trasach powstanie ponad 30 tzw. „komfortek” – specjalistycznych pomieszczeń higieniczno-opiekuńczych.

1755669760 powstaniaslaskie

Narodowy Dzień Powstań Śląskich - to górnicy walczyli o Polskę

Kiedy mówi się o Powstaniach Śląskich, zwykle pada kilka nazwisk dowódców i polityków. Ale siłą, która przeważyła szalę w latach 1919-1921, byli ci, którzy na co dzień zjeżdżali pod ziemię. Górnicy. Bez nich nie byłoby powstań, a Śląsk prawdopodobnie zostałby po niemieckiej stronie. Narodowy Dzień Powstań Śląskich został ustanowiony w 2022 roku, by uczcić pamięć uczestników trzech powstań śląskich z lat 1919–1921. To właśnie 20 czerwca 1922 roku, po zakończeniu sporów granicznych, Wojsko Polskie wkroczyło na te ziemie.