fot: ARC
Nie liczmy, że któraś ze śląskich drużyn powalczy o czołówkę - podkreśla Adam Kompała
fot: ARC
Czy pamiętasz nazwisko ostatniego króla strzelców ekstraklasy pochodzącego ze Śląska?
- No jasne, że pamiętam (śmiech - red.). To ja nim byłem, ale to stare czasy. Grałem wówczas w Górniku Zabrze i strzeliłem 19 bramek w sezonie. Jak to porównuję z osiągnięciami kolejnych królów strzelców, to zrobiłem całkiem niezły wynik. Nie było łatwo, bo Górnik nie walczył wtedy o mistrzostwo Polski, ale o utrzymanie się. Jesień mieliśmy bardzo dobrą, ale wiosną było już dużo gorzej i trzeba było wziąć się w garść, by nie spaść. Mieliśmy wcześniej niezłą pakę, ale odeszli Kamil Kosowski, Darek Dźwigała, poza tym prezes Stanisław Płoskoń sprzedał do Wisły Grześka Lekkiego. No i wiosną 2000 roku pojawiły się kłopoty. Ten tytuł to przede wszystkim zasługa moich kolegów, którzy mi świetnie podawali.
W najbliższy weekend startuje piłkarska ekstraklasa. Czy drużyny ze Śląska, tak jak to było w ubiegłym sezonie, znowu będą rozpaczliwie walczyły o utrzymanie się w ekstraklasie? Kiedy to się zmieni?
- Miejmy nadzieję, że będzie lepiej, ale nie liczmy, że któraś ze śląskich drużyn powalczy o czołówkę. Najlepsi gracze odchodzą do bogatszych klubów z innych regionów Polski i tak już jest od lat. Zanosi się na to, że ponownie dwa, może nawet trzy zespoły od nas będą musiały twardo walczyć o pozostanie wśród najlepszych. A kto będzie bił się o wyższe cele? Może chorzowski Ruch, który ma szansę stać się liderem Śląska. Wielkiego optymizmu, jeśli chodzi o śląską piłkę, jednak nie ma. I wielkich szans na poprawę jakoś nie widać. Niemniej spodziewam się, że liga będzie bardzo ciekawa i wiele się będzie działo do ostatniej kolejki.
To zaskakujące, że, będąc najlepszym strzelcem ekstraklasy, nie dostałeś szansy gry w reprezentacji. Nie masz o to do kogoś żalu?
- Nie zagrałem w reprezentacji Polski i ta sytuacja na pewno pozostawia spory niedosyt. O ile się nie mylę, to jestem jedynym królem strzelców polskiej ekstraklasy, który nie zagrał w reprezentacji. To przykre, naprawdę bolesna sytuacja... Ale co można zmienić? Miałem swoje pięć minut, ale poza ligą nic nie zwojowałem. Może zabrakło mi szczęścia, może czegoś innego? Zostawmy to, po 9 latach nie ma sensu tego rozstrzygać. W klubie mi się wiodło, strzelałem sporo bramek i to powinno mi wystarczyć.
W reprezentacji Polski nie zagrałeś, ale strzeliłeś jej bramkę. To wydarzenie miało miejsce w meczu charytatywnym w Chorzowie, gdzie kadra Leo Beenhakkera zmierzyła się z reprezentacją Śląska, zaś dochód z imprezy przeznaczony był dla rodzin ofiar katastrofy w kopalni „Halemba”.
- To wydarzenie również doskonale pamiętam, nie tylko z tego względu, że strzeliłem bramkę. Chodziło o uczczenie pamięci ofiar wypadku w „Halembie”, o udzielenie konkretnej pomocy rodzinom. To był fajny mecz. Kadra wygrała 2:1, a ja strzeliłem ładną bramkę z woleja. To było miłe, ale było już zdecydowanie za późno, bym miał szansę na grę w reprezentacji.
Czy drugoligowy Ruch Radzionków, w którym aktualnie występujesz, ma szansę stać się poważną siłą śląskiej piłki? Ten klub czerpał kiedyś z górnictwa, teraz ma prywatnego sponsora z innej branży.
- Dobrze wystartowaliśmy w drugiej lidze, ale jest za wcześnie, by już cokolwiek przesądzać. Po raz drugi gram w Radzionkowie i jest tutaj dobry klimat, nawet na ekstraklasę. Gdy za pierwszym razem tu byłem, „Cidry” bardzo szybko awansowały do pierwszej ligi. Potem, gdy wróciłem do Zabrza, przez trzy sezony grały w najwyższej klasie rozgrywkowej. Głównie dzięki wielkiemu wsparciu kopalni. Ale teraz to jest inny Ruch. Ja miałem szczęście do klubów górniczych, bardzo wiele im zawdzięczam. Jak śląski węgiel był w cenie i śląskie kluby górnicze znakomicie sobie radziły. Teraz to się zmieniło, ale może dawne dobre czasy jeszcze wrócą?