Adam Gierek: Klimatyczna donkiszoteria
Co według Pana oznacza często używany w unijnych dokumentach termin „efektywność energetyczna”?
Dobre pytanie. Próbując na nie odpowiedzieć należałoby zacząć od przypomnienia, że bezpieczeństwo energetyczne Unii Europejskiej było głównym powodem przyjęcia przez państwa członkowskie w pakiecie emergetyczno-klimatycznym, celu politycznego, jakim jest zobowiązanie, że do 2020 r. zwiększą udział energii odnawialnej w swym bilansie energetycznym do 20 proc., ograniczą emisję dwutlenku węgla o 20 proc. i zwiększą efektywność energetyczną także o 20 proc. O ile dwa pierwsze zobowiązania są zrozumiałe, o tyle brak definicji efektywności i wskazania sposobu jej pomiaru powoduje, że w niektórych dokumentach Komisji interpretowane jest jako zmniejszenie zużycia energii o 20 proc. Jest to nieporozumienie, gdyż oznaczałoby efektywność brutto danego kraju, a nie stymulującą rozwój efektywność mierzoną per capita, czyli przeliczoną na głowę mieszkańca.
Czyli grozi nam bankructwo?
Argumenty niektórych, że wyjściem jest bazowanie na energii odnawialnej, w sytuacji, gdy cały ich dostępny potencjał w naszym kraju to ok. 13, a może 20 proc. aktualnych potrzeb, są bez sensu. Wkrótce może się bowiem okazać, że z najbezpieczniejszego energetycznie kraju w Unii staniemy się właśnie energetycznym bankrutem. Jedyną nadzieją pozostaną łączniki dla przesyłu energii elektrycznej z Niemiec, a najpewniej z Rosji, której planiści, znający nonsensy unijne w zakresie tzw. obrony klimatu, przewidzieli budowę dużej elektrowni atomowej w obwodzie kaliningradzkim.
Czy to prawda, że unijni eksperci zabrali się za stanowienie prawa w przekonaniu, że podczas szczytu kopenhaskiego świat porozumie się w sprawach klimatycznych?
Zacznę od tego, że Komisja Europejska inspirowana „ambitnymi” planami klimatycznymi, nie bacząc na różnice gospodarcze pomiędzy krajami członkowskimi, narzuciła wszystkim jednolite narzędzia dochodzenia do wcześniej wspomnianego celu w formie tzw. pakietu energetyczno-klimatycznego. Zawiera on zapisy warunkujące budowę elektrowni na paliwa kopalne od zastosowania niesprawdzonej i nieefektywnej technologii wychwytywania i geologicznego składowania dwutlenku węgla. Presja grup lobbystycznych w Parlamencie Europejskim, dążących do przyjęcia pakietu była ogromna w związku z pośpiesznie przygotowywanym Światowym Kongresem Klimatycznym. Świadczy o tym m.in. następujący zapis w punkcie czwartym preambuły dyrektywy 2009/29/WE: „Biorąc pod uwagę, że UE przewiduje pozytywny wynik negocjacji COP 15, które odbędą się w Kopenhadze w 2009 r., powinna przygotować bardziej restrykcyjne cele”. Jak wiemy negocjacje zakończyły się zwyczajną klapą. Świat nie zgodził się na te propozycje, gdyż są one kosztowne i wyhamowują rozwój gospodarczy, zaś „odwęglanie” gospodarek opiera się na słabo naukowo uzasadnionej hipotezie o wpływie CO2 na klimat.
Minęły jednak dwa lata, a pakiet wciąż nas straszy.
I, co gorsza, wskutek niepewności prawnej powoduje zaniechanie inwestycji energetycznych także w Polsce, co zagraża bezpieczeństwu energetycznemu. Postępuje delokalizacja wysokoenergetycznych branż przemysłu do krajów trzecich. Unia borykająca się z dotychczasowym kryzysem gospodarczym, funduje sobie kolejny – kryzys energetyczny, na który wpłynie także odchodzenie od energetyki atomowej, pod wpływem tych samych, co w przypadku emisji dwutlenku węgla, grup nacisku.
W takim razie, jakie kroki należałoby podjąć?
Przede wszystkim pakiet energetyczno-klimatyczny należy zrewidować i poprawić, aby umożliwić rozwój wysokoefektywnej energetyki opartej na paliwach kopalnych, w tym na węglu. Chodzi tutaj o energetykę węglową o dużej, wyższej o 50 proc. efektywności energetycznej brutto. Ponadto uzupełnić go o energetykę nuklearną i oprzeć politykę klimatyczną na rzetelnych badaniach naukowych, gdyż zmiany klimatyczne są funkcją setek czynników, a nie tylko obecności CO2 w atmosferze. Środki finansowe wydane na dostosowanie do tych zmian – na budowle hydrotechniczne, mieszkalnictwo, przebudowę struktury leśnej oraz rolnej, bezpieczną energetykę atomową i efektywne źródła OZE, będą z pewnością lepiej spożytkowane. Walka z hipotetycznym wrogiem, czyli dwutlenkiem węgla, to zwyczajna donkiszoteria. Bez CO2 nie ma życia.