A to Polska - felieton Jacka Korskiego,

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jacek Korski

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Kiedy w ubiegłą niedzielę wysyłałem poprzedni tekst, nie spodziewałem się, że ludzi oceniających sytuację tak jak ja, spotkam wielu, i to z różnych środowisk.

Byłem na konferencji KOMTECH i w jednym z paneli usłyszałem te same wątpliwości z ust mądrego profesora. Tuż przed Świętem Niepodległości przedstawiciele związków zawodowych zapytali: a skąd weźmiemy prąd, jak opóźni się program budowy elektrowni jądrowych? Pytanie padło w związku z faktem, że znane są daty wyłączenia z ruchu elektrowni węglowych. Jedną z pierwszych ma być elektrownia Siersza, której pracownicy protestują w obronie swoich miejsc pracy i podnoszą argument, że to szkodliwa decyzja.

Nie mnie oceniać, którą elektrownię odstawić należy pierwszą. Mam jednak pytanie: kiedy? Ambitny zamiar eliminowania energetyki węglowej nie może pozbawić nas energii elektrycznej, bo ucierpi gospodarka i ucierpimy my – mieszkańcy Polski. Tydzień temu zadałem na miękko pytanie, kto to wszystko koordynuje? Dziś, cytując komedię filmową, zapytam: czy leci z nami pilot? Pytanie wynika z faktu, że przeczytałem o opóźnieniu prac projektowych elektrowni atomowej, którą mają zbudować firmy amerykańskie. Oczywiście wszystko jest polityką, więc należy zarzucić polskim sygnatariuszom umowy w tej sprawie, że podpisali się pod bublem. Mnie interesuje jednak, kiedy taka elektrownia ruszy, bo moim zdaniem dopiero wtedy powinny odchodzić do lamusa węglowe. Zajrzałem przed chwilą na stronę PSE i zobaczyłem, że importujemy ponad 1000 megawatów. Z wiatru i słońca, co o tej porze nie powinno dziwić, nie ma nic. Odnoszę więc wrażenie, że jedno ministerstwo odpowiada za bezpieczeństwo energetyczne, a drugie zrealizuje cel klimatyczny, nie przejmując się tym bezpieczeństwem. Piszę te słowa w przeddzień Święta Niepodległości i czytam okazjonalne teksty rocznicowe. Przyczyną naszych porażek i problemów była zawsze głęboka wiara, że jakoś to będzie, ale przeważnie nie było…

Odrodzona Polska miała niewiele czasu na to, aby stworzyć sprawnie działające państwo polskie. Kiedy mój Dziadek, ten od Andersa i Iranu, opowiadał mi o polskich kolejach żelaznych przed wojną, mówił to z wielką dumą. Kiedy chodziliśmy na stację kolejową w Bytomiu, z dumą pokazywał mi, jak to wszystko działa. Po latach przeczytałem, jaką gigantyczną pracę musiały wykonać tysiące ludzi, aby scalić trzy różne systemy kolejowe (niemiecki, austriacki i rosyjski) o różnych zasadach prowadzenia ruchu, różniących się parametrami szlakach i zużytym Wielką Wojną taborze. To, na miarę możliwości, zrobiliśmy dobrze, nawet bardzo. Możemy być dumni i pamiętajmy, że warto się starać. A brakowało wtedy fachowców i pieniędzy, a różnice między dawnymi zaborami były duże.

Chciałbym, aby proces transformacji energetycznej został zrobiony mądrze i solidnie, z uwzględnieniem naszego bezpieczeństwa i racjonalnego wydawania pieniędzy. Przecież będzie to zmiana na lata – jeżeli popełnimy błąd, to pewnie kłócić się i oskarżać będziemy długo, a naprawiać? Moja żona, słuchając tego całego zamieszania, chyba rozsądnie powiedziała, że transformację energetyczną powierzyć należy nie politykom, a… doświadczonym gospodyniom domowym, które starają się unikać głupot i pilnują budżetu.

Rozumiem pracowników kopalń i elektrowni węglowych, że nie chcą rozstawać się ze swoim zakładem. Ta oczywista i przysłowiowa „miłość do haka (w łaźni)” jest czymś bardzo naturalnym – większość z nas nie lubi zmian. Zwłaszcza zmian zaskakujących i komunikowanych z wyższością, bez szacunku dla ludzi, których zmiany te dotkną. Kiedy jeszcze nie rozumiemy celu czy logiki takich zmian… Dlatego warto myśleć i rozmawiać. I trudno dziwić się frustracji wielu ludzi. Zwróć też uwagę, Drogi Czytelniku, że nie kwestionuję tu globalnego ocieplenia i udziału Polski w emisji gazów cieplarnianych w skali świata. Taki mądry nie jestem.

Chyba żyję już za długo, bo słuchając kilka lat temu wystąpień wybitnych specjalistów od elektroenergetyki, kupiłem nieduży spalinowy generator elektryczny. Po ubiegłym tygodniu chyba kupię następny…

Jacek Korski

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

​To koniec epoki węgla w Polsce? OZE i gaz mają zastąpić elektrownie węglowe

Rada Ministrów z dwuletnim opóźnieniem przyjęła Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu. Dokument opracowany przez Ministerstwo Energii trafi do Brukseli, co pozwoli Komisji Europejskiej zakończyć procedurę naruszeniową. Aktualizacja KPEiK ma kluczowe znaczenie dla transformacji. Na ten dokument czekała branża wydobywcza i energetyczna. Na jego podstawie spółki mogą planować inwestycje, rozwój lub zwijanie interesu. To strategia, która wyznacza kierunek zmian w polskiej energetyce na najbliższe 15 lat. I nie mamy dobrych informacji dla górników. Rewolucji nie będzie. Ten dokument to koniec epoki węgla w Polsce. Czarne złoto definitywnie odchodzi do lamusa. Czy słusznie? To już inna opowieść.

​Atom w Bełchatowie uratuje Śląsk i Małopolskę? Ekspert nie ma wątpliwości

Atom w Bełchatowie? Lokalizację drugiej elektrowni na terenach pogórniczych lansuje Polska Grupa Energetyczna, do której należy obecny kompleks węglowo-energetyczny. Resort energii pod uwagę bierze jeszcze także pogórnicze tereny w Koninie. Kto wygra? Gdzie stanie druga elektrownia jądrowa w kraju?

Wielkie muzyczne święto w Parku Murckowskim. Zagrają Armia i Zenek Grabowski

Już 13 czerwca 2026 r. odbędzie się XV Muszlownik Murcki Festiwal - wydarzenie, które na stałe wpisało się w kalendarz kulturalny dzielnicy.

Od soboty do poniedziałku maksymalne ceny paliw: benzyna Pb95 - 6,04 zł za litr, diesel - 6,40 zł za litr

Od soboty do poniedziałku włącznie litr benzyny 95 kosztuje nie więcej niż 6,04 zł, benzyny 98 - 6,58 zł, a oleju napędowego - 6,40 zł. Oznacza to wzrost ceny maksymalnej wszystkich rodzajów paliw w porównaniu z piątkiem.