34 lata temu w kopalni Mysłowice życie straciło 19 górników

fot: Maciej Dorosiński

Fundusz Sprawiedliwej Transformacji ma być przeznaczony m.in. na rekultywację terenów pokopalnianych

fot: Maciej Dorosiński

To było równo 34 lata temu. Kopalnia, w której doszło do tej tragedii, już od lat nie fedruje, choć pozostałości po niej wciąż przypominają o górniczych tradycjach miasta, od którego wzięła swoją nazwę.

To właśnie w KWK Mysłowice 4 lutego 1987 r. miała miejsce tragedia, w której życie straciło 19 górników, a 20 zostało ciężko rannych.

Przyczyny tej katastrofy zbadały dwa zespoły specjalistów. Przebieg zdarzeń przedstawiony w obu przypadkach był rozbieżny. Wspólnym mianownikiem było jednak to, że zawinili ludzie.

Górnicy w oddziale KG2 zbliżali się już do końca szychty na poziomie 500. O godz. 5.35 doszło jednak do wybuchu. Okoliczności tego zdarzenia dokładnie opisał nieżyjący już Bogdan Ćwięk w książce pt. „Podstawowe zasady bezpiecznego zachowania w wyrobiskach górniczych”.

„W końcowym odcinku ściana wjechała w serię uskoków usytuowanych skośnie do frontu, co wymuszało jej skracanie w miarę postępu robót. Trzeba było usuwać sekcję obudowy zmechanizowanej, a także skracać długość pancernego przenośnika odstawowego. Skracania dokonywano przy użyciu palnika acetylenowego” – wyjaśnił autor, który był cenionym ekspertem górniczym oraz szefował Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego.

Palnik odpalony 4 lutego spowodował zapalenie się lontu metanowego pod konstrukcją przenośnika i przeniesienie płomienia do upadowej. Tu siła wypalenia była już tak znaczna, że wzniosła w obłok źle zabezpieczony pył węglowy, który uległ wybuchowi. Skutkami wybuchu objętych zostało 64 ludzi, z których 17 zginęło na miejscu. Jak wskazuje Bogdan Ćwięk, taką wersję wydarzeń przedstawił zespół z Głównego Instytutu Górnictwa – Kopalni Doświadczalnej Barbara.

Druga hipoteza była autorstwa ekspertów z Akademii Górniczo-Hutniczej.

„W czasie wykonywania prac przygotowawczych w ścianie, w upadowej 2 podjęto roboty związane z przestawieniem transformatora elektrycznego zasilającego rejon. Brygada w ramach uproszczenia robót nie wypięła z urządzenia kabla zasilającego, a transformator usiłowano przesunąć przy pomocy kołowrotu linowego. W pewnym momencie transformator przewrócił się, wzbijając w lokalny obłok nagromadzony w tym miejscu źle zabezpieczony pył węglowy. Kabel zasilający został wyrwany z siedliska, powstał łuk zwarcia, który zapalił pył. W upadowej 2 było za mało pyłu kamiennego neutralizującego pył węglowy i wybuch przeniósł się do ściany oraz w inny rejon oddziału” – taką wersję przygotowaną przez specjalistów z AGH przedstawił Bogdan Ćwięk, który dodał, że „bez względu na to, która wersja przebiegu katastrofy jest słuszna, winę za jej powstanie ponoszą ludzie zbyt beztrosko traktujący swoje obowiązki”.

Wskazał tu, że spawacz przed zapaleniem palnika powinien dokonać pomiaru stężenia metanu. Tym bardziej, że posiadał wiedzę o ciągłym zagrożeniu wybuchem, ponieważ w ciągu miesiąca ściana była unieruchamiana metanometrią automatyczną kilkadziesiąt razy! Do katastrofy także nie doszłoby, gdyby brygada transportowa wypięła kabel zasilający z transformatora.

34 lata temu, w wyniku wybuchu w KWK Mysłowice, zginęli: Jan Ceglarek, Jerzy Rogowicz, Ryszard Grzesiak, Feliks Krzyska, Krzysztof Woźnica, Marek Kąkol, Piotr Błazy, Leszek Błahuciak, Tomasz Mańko, Mirosław Wójcik, Krzysztof Flis, Dariusz Oszek, Mieczysław Mittman, Wojciech Mieszczak, Andrzej Trzeciak, Marek Haśnik, Franciszek Dubiel, Marek Świeżawski, Władysław Nieduziak.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.