200-metrowa koparka po 10 dniach dojechała do kopalni węgla w Szczercowie

fot: Jarosław Galusek

Po wstrząsie w kopalni „Bełchatów” pod koniec stycznia po odszkodowania zgłosiło się już 2 tysiące mieszkańców okolicznych wiosek i miejscowości

fot: Jarosław Galusek

Jest warta prawie 300 mln zł i tak samo szybka, jak żółw stepowy. Gigantyczna koparka ważąca siedem tysięcy ton, jedna z dwóch tak ogromnych maszyn w Polsce, dojechała do kopalni węgla brunatnego w Szczercowie - informuje portal wp.pl za "Dziennikiem Łódzkim".

 

Pokonanie 16 km zajęło maszynie aż 10 dni, a była w ciągłym ruchu, jechała dzień i noc z maksymalną prędkością sześć metrów na minutę. Górnicza koparka, która właśnie dotarła z kopalni "Bełchatów" do odkrywki węgla "Szczerców" jest jedną z dwóch tak ogromnych maszyn w Polsce. Druga też należy do spółki z Bełchatowa - opisuje "DŁ".

 

Gigant waży ponad siedem tysięcy ton, jest długi na ponad 200 m i wysoki na 77 m. Wytyczono specjalną drogę, żeby kolos mógł przejechać. Ale i tak trzeba było m.in. zamknąć obwodnicę Kleszczowa. Szczęśliwie, ta niespotykana w Polsce operacja zakończyła się sukcesem. Przygotowanie jej do pracy potrwa kilka dni. Węgiel zacznie wydobywać w przyszłym tygodniu - podaje wp.pl.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.