Hanysy i gorole łączcie się w uśmiechu!

fot: Maciej Dorosiński

Piszcie: ecik.gornicza@gmail.com

fot: Maciej Dorosiński

A GŁUPICH JAK ZWYKLE NIE WIDAĆ *

Mistrz, mentor, arbiter, najwyższy autorytet... Czyli ktoś, kto "wie lepiej". Jak świat światem większość ludzi zawsze kogoś takiego potrzebowała i poszukiwała. Z tej potrzeby powstawały różne areopagi, rady starszych, szkoły, sądy, rządy, rady naukowe etc., etc... Ta potrzeba zrodziła też sporą rzeszę kombinatorów, oszustów, satrapów, fałszywych proroków, przywódców religijnych, dyktatorów i kiepskich pedagogów. Zrodziła ta potrzeba postęp we wiedzy i karierowiczostwo. Potrzebę służenia społeczeństwu i żądzę władzy. I co najważniejsze dla nas dzisiaj; potrzeba posiadania i słuchania "autorytetów" ciągle trwa.

Na bycie takim "autorytetem" trzeba było sobie albo zasłużyć wiedzą, mądrością i osiągnięciami, albo "narzucić się" siłą, albo przekonać jeszcze innymi sposobami, że się nim jest... Znaczy się, tym "autorytetem"... W każdym z tych przypadków potrzebny był i jest odpowiedni "marketing". No bo skąd zwykły człowiek miałby wiedzieć, kto jest "autorytetem", a kto nie? Przecież ktoś mu to musi powiedzieć. Prawdziwie wielki mędrzec, uczony na ogół, nie ma do tego głowy, bo zajmuje się tym, co czyni go mędrcem i uczonym. Sprawą jego marketingu zajmowali się więc na ogół ci, którzy wcześniej zadbali o swój marketing innymi metodami i dzięki temu zdobyli "społeczny autorytet". Jakoś tam przekonali innych, że powinni ich słuchać. A inni słuchali albo udawali, że słuchają. Zdarzało się, że "autorytet" mędrca konfliktował się z "autorytetem" jego marketingowca. Wtedy przeważnie musiał ustąpić, albo zejść do podziemia albo znikał całkowicie i nieodwołalnie wraz ze swym nosicielem.

Potem nastała epoka ksiąg, druku, gazet i wszystkich innych nowoczesnych nośników informacji. One zaczęły robić marketing różnym "autorytetom", które jeszcze "autorytetami" nie były, albo były ale inni o tym nie wiedzieli. Niektórzy, co nie byli, a chcieli, różnymi metodami potrafili media przekonać, że z kolei one powinny innych przekonać, że oni są "autorytetem", i to wielkim "autorytetem"... Wreszcie media zauważyły, że potrafią nie tylko znaleźć "autorytety", ale także je stworzyć z niczego, bez niczyjej pomocy i podpowiedzi. A potem na przykład gdzieś zgubić. Albo ukryć. Albo definitywnie uznać, że "autorytet" jednak "autorytetem" nie był. I w ten sposób media same z siebie stały się "autorytetem". Ba! Stały się "autorytetem" dla innych "autorytetów", takim capo di tutti capi, padre capi... I tak wkroczyliśmy w świat "ponowoczesny".

Dziś, w epoce "ponowoczesnej", ludzie nadal potrzebują "autorytetów", a może nawet bardziej niż kiedyś. Bez tego nie wiedzieliby przecież np., na kogo głosować. Ale dzięki "autorytetowi" mediów wiedzą, że teraz jest dwóch głównych kandydatów na prezydenta i jeden z nich - ten, co wygra - będzie przez 5 lat "autorytetem" dla zadowolonych, a ten drugi dla niezadowolonych. Innymi nie należy sobie zawracać głowy, bo głównymi kandydatami nie są i nie będą, bo tak orzekły "autorytety". Zaś we wszystkich innych sprawach: od fizyki kosmosu i nanocząsteczek, po sztukę gotowania kapusty z zasmażką i noszenia erotycznej bielizny "autorytetami" są tzw. celebryci, którzy znają się na tym wszystkim bez względu na rodzaj wykształcenia, a raczej jego brak, i ich trzeba słuchać, i ich się trzymać! Bo są najwyższymi "autorytetami" z nadania naj- najwyższego "autorytetu", który jest "oberautorytetem" sam z siebie - czyli mediów. A ciemny naród to kupi - jak stwierdził pewien "autorytet". I koniec, i naprzód marsz ku przyszłości rozświetlonej blaskiem "autorytetów"! Amen!

* Bułat Okudżawa "Ballada o głupcach"

Jurek Ciurlok "Ecik"

HANYSY I GOROLE, ŁĄCZCIE SIĘ W UŚMIECHU!

KÓNSKI Z BELE KÓND...

Filologiczne zagrożenia
W czasach wzmożonej emigracji "za chlebem" do Francji, w latach 80. ub. wieku, trzech karlusów z Bykowiny załatwiało wyjazd z agentem. Nosili popularne na Górnym Śląsku imiona: Gustaw, Ludwik i Hubert. Agent instruował ich, co i jak, a na koniec powiedział, że we Francji ich imiona będą inaczej wymawiane.
- Na pana, panie Gustawie - informował agent - to oni będą wołać Guj, na pana Ludwika Luj, a na pana Huberta...
- A jo - zawołał Hubert - nikaj niy jada!!!

To dość stary dowcip, ale znacznie starszy od niego jest kolejny. Choć dotyczy podobnych kwestii.

Poliglota
Dwóch bezrobotnych górników w okresie II RP, wyjechało ze Śląska do Francji. Pierwszego dnia po podróży, za ostatnie pieniądze postanowili raz jeden porządnie zjeść. Weszli do restauracji i pierwszego od razu naszła wątpliwość:
- Hajnel, ale jak my sie dogodómy???
- Chopie, niy trop sie! Jo znóm francuski! Francuski je blank podany na naszo godka, ino trza wszyndy godać "la"...
Jeszcze nie skończył, gdy podszedł kelner, więc Hajnel grzecznie powiedział:
- La zupa, la kotlet, la kartofle, la kapusta i la kompot...
Przy czym każdorazowo na palcach pokazywał, że po dwa razy. Kelner skłonił się z uśmiechem i po chwili realizował zamówienie. Gdy skończyli jeść, Hajnel podniósł rękę i zawołał:
- La rachunek!!!
Gdy kelner z uśmiechem podliczał rachunek, Hajnel odezwał się do kamrata, który patrzył na niego z rosnącym podziwem:
- I widzisz Zefel, jak jo dobrze poradza po francusku?
W tym momencie kelner uniósł głowę znad rachunku i z niezmiennym uśmiechem powiedział:
- O, ja! Wy byście, chopy, dostali "la gówno", jak jo bych niy był z "la Chebzio"...

Dobre tłumaczenie
W restauracji oburzony gość woła do kelnera:
- Panie! Co to jest!? W tym maśle są włosy!!!
Kelner spojrzał i spokojnie rzekł:
- To nie włosy, tylko odrobina krowiej sierści. Dodajemy ją specjalnie, żeby nikt nie myślał, że to margaryna...

Altruista
W pewnym barze była plaga much. Gość bezskutecznie usiłował bronić przed nimi siebie i swego posiłku. Wreszcie zawołał do kelnera:
- Panie kelner! Daj pan coś tym muchom do jedzenia! Ja płacę!

Żarłok
- Niezły pan masz apetyt - powiedział jeden uczestnik przyjęcia do drugiego, który jadł za trzech.
- O, to prawda. Zdarza się, że jadam więcej niż zwykle, ale nigdy mniej...

Z NAUKOWEGO PÓNKTU WIDZENIA...
Ludzkie oceny innych ludzi bywają nie tylko niesprawiedliwe, ale sprzeczne z logiką. Doświadczył tego pewien hazardzista. Miał ogromne szczęście w kartach i stale wygrywał. Mówiono mu wówczas, że: "każdy głupi ma szczęście". Aż raz karta od niego się odwróciła i odtąd stale przegrywał. Ci sami mówili mu, że: "przegrywa, bo głupi, więc nie umie grać". I bądź tu, człowieku, mądry...

ZAGADKA
Kiedy koń uwiązany do trzymetrowej liny, może skubać trawę na łące oddalonej o 10 m?
Gdy drugi koniec liny nie jest do niczego przywiązany...

BAJECZKI
Przypominam, że przypominam jeden z najoryginalniejszych cykli w polskim dowcipie...

Bajeczka o zarażonej: zara żona wróci...
Bajeczka o de Gaulle'u: codziennie morde gol...
Bajeczka o podróżnej: pod różnymi się bywało...
Bajeczka o naleśniku: leży drzewo na leśniku...
Bajeczka o boczku: O! Stary je boczek...

PRZYSŁOWIA I POWIEDZONKA
Mosz pokój, dej pokój - bo możesz stracić spokój...
Móndro Kaśka, jak mo pełno faska - tylko o jaką beczułkę w tym przypadku się rozchodzi???
Móndrość nojwiynkszo kożdego, znać dobrze siebie samego - to niebezpieczne: niektórzy poznali i dlatego znać nie chcą...
Móndry musi ustómpić - i z tego korzystają politycy...
Móndry nigdy sie na nikogo niy gorszy - patrz wyżej...
Móndry sie ino zadziwo, a gupi niy pojmie - jeszcze raz patrz wyżej.

MYŚLI WIELKICH, MĄDRYCH, NIE ZAWSZE ZNANYCH...Pijacy, pod wpływem alkoholu, popełniają różne niedorzeczności. Zdarza się nawet, że samobójstwa. A potem, na drugi dzień, niczego nie pamiętają...

Pyrsk!!!

PS.

Stałemu Czytelnikowi, podpisującemu się: Inżynier z Wodzisławia Śląskiego, dziękuję za wnikliwą analizę problemu deszczówki, czyli "wodami opadowymi" i opłat za jej spływ. Po rzetelnym zapoznaniu się z nią (analizą) pozostaje jednak w przeświadczeniu, że: "że dana woda, gdy napotka dziurę, to przez nią wypływa i praw fizyki pan nie zmienisz". Podobnie jest z dziurą w budżecie, tylko prawa są wtedy ekonomiczne. Łączę serdeczności i uśmiech.
Ecik 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Uwaga, Barbórka idzie! Dlaczego tuż przed świętem pod ziemią dochodzi do tragedii?

Ależ ten czas leci. Zanim się obejrzymy, znowu spotkamy się na Barbórce. Oby tak się stało, bo przyszłości nie znamy. Dlatego zachowajcie w ciągu tych najbliższych tygodni wyjątkową czujność przy robocie. 

Kolejny raz radośnie ogłaszamy odpływ wykwalifikowanych kadr z kopalń

Kiedy ponad dwa tygodnie temu usłyszałem z ust jednego z kandydatów na przyszłego premiera, że on nigdzie nie zamierza uciekać, więc żaden plecak ewakuacyjny nie jest mu potrzebny, to miałem ochotę się pomodlić. Tak, pomodlić się o zdrowie dla tego człowieka, bo o rozum to już chyba za późno… 

Biowęgiel i wodór z odpadów to przyszłość energetyki

Odpady komunalne, a szczególne ich wysokoenergetyczna frakcja - RDF, uważane są za potencjalny surowiec do procesu zgazowania ukierunkowanego na wytwarzanie gazu o wysokiej zawartości wodoru.

Otwarcie wystawy „Nasza kopalnia” w Będzinie. Historia KWK Grodziec ocalała od zapomnienia

10 października 2026 r. w Będzinie-Grodźcu zostanie otwarta stała wystawa „Nasza kopalnia”, w całości poświęcona historii nieistniejącej już Kopalni Węgla Kamiennego Grodziec. Ekspozycja, przygotowana w Izbie Tradycji Górniczych Stowarzyszenia Gwarków Zagłębia (SGZ), powstała dzięki zaangażowaniu byłych górników i mieszkańców, którzy udostępnili prywatne pamiątki – mundury, fotografie, dokumenty i przedmioty codziennego użytku z czasów, gdy kopalnia tętniła życiem.