„Zyga” ma życie jak w Madrycie!

Zyga szoltysik MC

fot: Michał Chwieduk

- Gdy grałem w Górniku Zabrze i Górniku Knurów, to czułem się takim samym górnikiem jak ci, którzy codziennie fedrowali węgiel - mówi Zygfryd Szołtysik

fot: Michał Chwieduk

Rozmowa z Zygfrydem Szołysikiem, znakomitym przed laty piłkarzem Górnika Zabrze i reprezentacji Polski.

Jak wspomina pan finał Pucharu Zdobywców Pucharów, w którym Górnik zmierzył się z Manchesterem City? W 40. rocznicę tego największego wydarzenia w historii polskiej piłki klubowej dawne gwiazdy obu klubów zjechały do Zabrza.

- Bardzo często kibice pytają mnie, czy mogliśmy wygrać ten finał... Po meczu byliśmy bardzo niezadowoleni z porażki, a wystarczyło skupić się na jeszcze jednym meczu. Uważam, że zabrakło nam właśnie koncentracji. Jeszcze przed finałem wszyscy nas poklepywali po plecach i mówili, że już bardzo dużo zrobiliśmy dla polskiej piłki. Nic dziwnego, że w nasze szeregi wkradło się rozluźnienie i zadowolenie z tego, co już osiągnęliśmy. Czasami wypomina się nam, że ta porażka to był efekt naszego zmęczenia przedmeczowymi zakupami w Wiedniu, które robiliśmy z żonami. Ale to nieprawda, wcale nie byliśmy nimi zmęczeni, o porażce zadecydował przede wszystkim wspomniany brak koncentracji.

Na boisku pańskim nierozłącznym partnerem był, nieobecny na benefisie Górnika, Włodzimierz Lubański. Mówiono o was „małżeństwo doskonałe”, nawet wystąpiliście razem w telewizji, w kultowym w latach 60., programie rozrywkowym Jacka Fedorowicza i Jerzego Gruzy.

- Mówiono też o nas, że na boisku rozumieliśmy się bez słów. Graliśmy niemal na pamięć, pewne zagrania i sztuczki wytrenowaliśmy w klubie i udawały nam się także w meczach reprezentacji. Ale w finale z Manchesterem nie udało się zaskoczyć Anglików. Może byli na nie dobrze przygotowani?

Po 40 latach spotkaliście się w niemal tym samym składzie i zjechaliście do zabytkowej kopalni „Guido” na wycieczkę...

- Prawie 25 lat pracowałem w górnictwie, więc kopalnia nie jest mi obca. Tak po prawdzie, to nie zjeżdżałem na dół, ale byłem zatrudniony i prowadzony w kopalni „Makoszowy”, a potem „Knurów”. Gdy grałem w Górniku Zabrze i Górniku Knurów, to czułem się takim samym górnikiem jak ci, którzy codziennie fedrowali węgiel. A co do wycieczki, to zabytkowa kopalnia jest bardzo ciekawa, zobaczyłem wiele fajnych urządzeń górniczych. Wszyscy, którzy zjechali do niej, byli pod wrażeniem. Po tej wycieczce doceniłem trud górniczej pracy. Tak się złożyło, że najlepsze lata mojej kariery przypadły na kluby górnicze. Gdzie nie poszedłem, to albo robiliśmy mistrzostwo Polski, albo awans. Zapracowałem na tę górniczą pensję.

Pan i pańscy koledzy otrzymaliście pamiątkowe medale z rąk prezesa PZPN-u Grzegorza Laty. Mówi się, że lepiej późno niż wcale…

- Ja już mam tych medali co niemiara. Kawalerski Krzyż, Zasłużony Mistrz Sportu i teraz ten z PZPN-u. Jak będę umierał, to każę sobie położyć je na poduszkę i do trumny... A tak na poważnie, to cieszę się, że po 40 latach ktoś sobie o nas przypomniał. Zrobiliśmy coś dobrego dla Polaków i naszej piłki, więc te medale od Grzesia Laty były jak najbardziej zasłużone.

Co obecnie porabia Zygfryd Szołtysik?

- Już 23 lata jestem w Niemczech. Mieszkam w Hamm i wiodę spokojny żywot emeryta. Po prostu – życie jak w Madrycie... Niczego mi nie brakuje, mam ogródek i nim się teraz zajmuję. No i życzę Górnikowi powrotu do ekstraklasy. Niech moi następcy się starają...

 

Zygfryd Szołtysik urodził się 24 października 1942 r. w Suchej Górze koło Radzionkowa. Prawdziwa legenda Górnika, jeden z najlepszych piłkarzy w historii klubu i polskiej piłki. Przez 16 sezonów gry w Zabrzu wystąpił w 395 meczach i strzelił 91 goli w ekstraklasie. Zdobył 7 tytułów mistrza Polski i 6 Pucharów Polski. Wystąpił w finale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1970 r. W reprezentacji kraju zagrał 46 razy i strzelił 10 bramek. Jest złotym medalistą olimpijskim z Igrzysk w Monachium (1972 r.).

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

Jak to było z tym węglem koksowym i dlaczego zamknięto kopalnię Bielszowice? Jacek Korski odpowiada na teorie spiskowe

Bez echa przeszła rezygnacja prezesa JSW S.A. przysłonięta Świętem Zmarłych i wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego. To ostatnie zamieszanie jeszcze potrwa, ale nie będę się na nim skupiał – nawet prawnicy mają tu różne zdania, a ja jestem tylko inżynierem i menedżerem górniczym.

Koniec produkcji, początek nowego życia. Huta Królewska przekazuje muzeum 130 ton historii

Muzeum Hutnictwa w Chorzowie wzbogaci się o maszyny, urządzenia i wyposażenie dawnej Huty Królewskiej o łącznej masie ponad 130 ton. Umowę darowizny z ArcelorMittal Poland podpisano 5 listopada 2026 roku, a przekazanie eksponatów zaplanowano jeszcze przed końcem roku.

Górniczy gigant zaprasza na Barbórkę 2026

Uroczyste wręczenie odznaczeń i honorowych szpad górniczych, pochód Lisa Majora oraz tradycyjny skok przez skórę – to najważniejsze wydarzenia tegorocznych obchodów Barbórki w KGHM Polska Miedź S.A. Główne uroczystości odbędą się 27 listopada w Głogowie. Z kolei 4 grudnia, w dniu świętej Barbary, górnicza społeczność spotka się w Lubinie.