\"Solidarność\" w dwóch tyskich spółkach wznowiła działalność

Pracownicy tyskich spółek Toyo Seal Poland oraz voestalpine Steel Service Center Polska wznowili działalność Solidarności tworząc zakładowe organizacje związkowe – poinformowała śląsko-dąbrowska „Solidarność”.

Półtora roku temu w obu firmach organizacje związkowe Solidarności zakończyły działalność i zostały skreślone z rejestru w Zarządzie Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „S”.

- Pracownicy przekonali się, co oznacza brak organizacji związkowej w firmie i zaczęli doceniać jej rolę. Ich decyzja pokazała, że odradza się zapotrzebowanie na działalność związkową. Dobrze, że po raz drugi wybrali Solidarność – mówi Danuta Klabisz kierująca Biurem Terenowym „S” w Tychach.

- Co więcej, w obu spółkach zatrudniających po 80 pracowników do związku zapisało się więcej osób, niż przed wyrejestrowaniem Komisji Zakładowej. W Toyo Seal Poland wcześniej było 40 związkowców, dzisiaj jest 62. Natomiast w voestalpine Steel Service Center Polska Sp. z o.o Solidarność liczy już 35 członków, podczas gdy przed wyrejestrowaniem działalności związku, było ich zaledwie kilkunastu – informuje związek.

Toyo Seal Poland to firma z branży motoryzacyjnej, voestalpine Steel Service Center Polska to natomiast reprezentant branży metalowej

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.