„Rydułtowy-Anna”: Ratownicy dotarli do ciała górnika, lekarz potwierdził zgon
fot: Jarosław Galusek
Po prawie trzech dobach akcji ratownicy dotarli do ciała zasypanego górnika-elektromontera
fot: Jarosław Galusek
Po blisko trzech dobrach od tąpniecia w kopalni „Rydułtowy-Anna” ratownicy dotarli dziś o godz. 5.50 do ciała zasypanego elektromontera. Lekarz-ratownik, który mógł już dotrzeć do poszkodowanego, potwierdził jego zgon - poinformowała Jolanta Talarczyk, rzecznik Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach.
Przypomnijmy, że do tąpnięcia w tej kopalni doszło w środę o godz. 7.42. Wstrząs miał siłę o energii odpowiadającej ok. 2,4 stopniom Richtera. Tąpnięciu towarzyszył zawał skał w położonym na poziomie 1080 metrów chodniku przyścianowym na długości ok. 35 metrów. W pobliżu znajdowało 93 górników, siedmiu zostało objętych skutkami zdarzenia. Sześciu wycofało się o własnych siłach - z obrażeniami niezagrażającymi życiu zostali przewiezieni na dokładne badania do miejscowych szpitali - lekarze zdiagnozowali u nich przede wszystkim stłuczenia głowy i kończyn, 4 hospitalizowano a dwóch od razu wróciło do domu.
Do poszukiwań zasypanego zaangażowano siedem zastępów ratowników i najnowocześniejszy sprzęt. Rozpoczęli oni drążenie niewielkich tzw. chodników ratunkowych z obu stron zawału. W piątek przed południem jeden z ratowników dotarł po przenośniku do miejsca, gdzie był poszkodowany. Ratownik zbliżył się do niego na tyle, by dotknąć jego głowy i kasku.
Już wtedy było wiadomo, że ofiara nie daje oznak życia. Nikt jednak nie chciał niczego przesądzać do czasu aż poszkodowanego zbada lekarz. Na możliwość udzielenia mu pomocy w każdej chwili czekała dyżurująca w kopalni ekipa medyczna; w razie potrzeby do dyspozycji był również śmigłowiec. Ratownicy oceniali wtedy, że dotarcie do górnika w sposób umożliwiający wydostanie go ze strefy zawału, może zająć ok. 2 dni.
Rzecznik Kompanii Węglowej Zbigniew Madej poinformował, że po tym, jak ratownikom dało się dotrzeć do poszkodowanego i okazało się, że górnik zmarł, do jego rodziny pojechał dyrektor ds. pracy z kopalni "Rydułtowy-Anna".
Nadal nie wiadomo, dlaczego 40-letni elektromonter i inni górnicy pracowali w chwili tąpnięcia w niedozwolonej strefie zagrożenia, odpowie na to dochodzenie prowadzone przez Okręgowy Urząd Górniczy w Rybniku.
Madej poinformował, że w tej chwili trwa uwalnianie ciała ofiary z rumowiska. Nie potwierdziła się wcześniej podawana informacja, że trwa już transport zwłok na powierzchnię.
- Wszystko to jeszcze może potrwać kilka godzin - powiedział rzecznik Kompanii.
Od momentu zawału w wyrobisku stale pracowały ekipy ratownicze, zmieniając się co pół godziny. Ratownicy drążyli w rumowisku tzw. chodnik ratunkowy. Posuwali się naprzód po kilka metrów dziennie, napotykając na uszkodzone elementy obudowy wyrobiska, zniszczone fragmenty urządzeń, kable i przewody.
Dzień wcześniej jednemu z ratowników udało się dojść w pobliże miejsca, gdzie leży poszkodowany elektryk górniczy. Ratownik zbliżył się do niego na tyle, by dotknąć jego głowy i kasku. Już wtedy było wiadomo, że ofiara nie daje oznak życia. Nikt jednak nie chciał niczego przesądzać do czasu aż poszkodowanego zbada lekarz. Na możliwość udzielenia mu pomocy w każdej chwili czekała dyżurująca w kopalni ekipa medyczna; w razie potrzeby do dyspozycji był również śmigłowiec.
Jak powiedział Madej, po tym jak ratownikom dało się dotrzeć do poszkodowanego i okazało się, że górnik zmarł, do jego rodziny pojechał dyrektor ds. pracy z kopalni "Rydułtowy-Anna".
Do tąpnięcia w kopalni w Rydułtowach doszło w środę rano. Wstrząsowi o energii odpowiadającej ok. 2,4 stopniom Richtera towarzyszył zawał skał w położonym na poziomie 1000 metrów chodniku przyścianowym na długości ok. 35 metrów. W pobliżu znajdowało się siedmiu górników. Sześciu wycofało się o własnych siłach. Z obrażeniami niezagrażającymi życiu zostali przewiezieni na dokładne badania do miejscowych szpitali.
Zasypany górnik w chwili tąpnięcia przebywał w strefie szczególnego zagrożenia tąpaniami, gdzie nie powinien być. Dlaczego tam się znalazł - ma wykazać dochodzenie nadzoru górniczego. Postępowanie wyjaśniające w tej sprawie prowadzą przedstawiciele Okręgowego Urzędu Górniczego w Rybniku (OUG).
Jak powiedziała w sobotę PAP rzeczniczka Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach Jolanta Talarczyk, w poniedziałek przedstawiciele nadzoru górniczego mają zjechać w miejsce wypadku, by dokonać tam oględzin.
- W wizji lokalnej wezmą udział dwa zespoły. Jeden poprowadzi dyrektor OUG w Rybniku, drugi - jego zastępca. Chodzi o to, aby zgromadzić jak najwięcej materiału dowodowego i mieć jak najlepszy ogląd całej sytuacji - powiedziała Talarczyk. Poza wizją lokalną, w postępowaniu zostaną też przesłuchani świadkowie.