\"Guido\" - jedyna taka kopalnia

Od 4 grudnia ubiegłego roku w Zabytkowej Kopalni „Guido” w Zabrzu działa nowa trasa turystyczna.

320 metrów pod ziemią można dotknąć prawdziwego górnictwa, zobaczyć jak wygląda autentyczny kopalniany przodek i przyjrzeć się pracy kombajnu ścianowego. „Guido” jest jednym z niewielu obiektów muzealnych, w którym zwiedzający podczas pokonywania fragmentów turystycznej trasy muszą poruszać się zgięci w pół, a wyjeżdżając na powierzchnię zmuszeni są czyścić buty z „kopalnianego marasu”.

Zjeżdżamy na poziom 320. Oprowadza nas pierwszy dyrektor Kopalni Zabytkowej „Guido”, Eugeniusz Kentnowski, który wkrótce potem został prezesem Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu. Dla kogoś, kto po raz pierwszy znalazł się w kopalnianej klatce, przeżycie musi być ogromne. Pierwszym, co widać po wyjściu z windy, jest naturalnych rozmiarów atrapa konia zawieszona u stropu.

– To pamiątka z czasów, gdy pracowały tu konie – tłumaczy Eugeniusz Kentnowski. W polskim górnictwie węgla kamiennego pierwsze konie pojawiły się w 1870 roku w kopalni „Waleska”. Zarówno w „Wieliczce”, jak i w górnictwie niemieckim i francuskim używano ich o wiele wcześniej. Przetransportowanie konia na dół było dość kłopotliwe. Zwierzę musiało być tak skrępowane, żeby nie wpaść do szybu.

Idziemy wytyczną północną. Po prawej stronie widzimy zbiornik węgla surowego Skarbek z 1961 roku. Jego pojemność to 250 ton. To miejsce, które w razie przestojów lub awarii służyło do magazynowania węgla pod ziemią. Urobek wsypywał się tu bezpośrednio z taśmociągu. Z kolei ze zbiornika węgiel mógł być dostarczany bezpośrednio do wagoników. – System taki jest używany do dzisiaj, w kopalniach są nawet zbiorniki 1000-tonowe – objaśnia Kentnowski.

Po wędrówce przez kolejny korytarz docieramy do zapory pyłowej. – Po II wojnie światowej zauważono, że jednym z największych zagrożeń w kopalniach jest pył węglowy. Wzniecony bardzo łatwo wybucha, a eksplozja jest kilka razy silniejsza od wybuchu metanu – opowiada pierwszy dyrektor.

W latach 50. profesor Wacław Cybulski znalazł sposób na neutralizację pyłu węglowego. Na specjalnych półkach pod stropem umieszcza się pojemniki z pyłem kamiennym. Półki są ruchome, w momencie wybuchu półka spada wraz z pojemnikiem, a pył kamienny tworzy obłok neutralizujący pył węglowy.

– W jednej z chińskich kopalń, w których pył węglowy nie był neutralizowany, wybuch, przebiegający na zasadzie reakcji łańcuchowej, przemieścił się od przodka do szybu, zabijając przeszło 1000 osób – relacjonuje przewodnik.

Spod zapory pyłowej dochodzimy do miejsca, gdzie zamontowano kołowrót. Zanim pod ziemię trafiły konie, ludzie transportowali urobek i materiały siłą mięśni. Aby ułatwić sobie zadanie, stosowali różne rozwiązania techniczne. Przy wykorzystaniu kołowrotu ładunki transportowane były pod własnym ciężarem, na zasadzie przeciwwagi. Takie urządzenia były znane w Niemczech w XVI i XVII wieku w kopalniach cynku i ołowiu. Kołowrót, który zobaczyć można w „Guido” pochodzi prawdopodobnie z kopalni „Ferdynand” (późniejsza kopalnia „Katowice”).

Idziemy dalej. Widzimy wyrobisko wyposażone w obudowę mieszaną, gdzie przeprowadzało się roboty strzałowe. To tak zwana zabierka, czegoś takiego już w czynnej kopalni nie zobaczymy.

Do zbadania górotworu, sprawdzenia, czy gdzieś wyżej występuje węgiel, służą wiertnice. Wyglądają jak monstrualne wiertarki, do których w trakcie prac badawczych dokłada się kolejne świdry. Ich łączna długość może wynieść nawet 60 metrów.

– Na podstawie zwiercin i nachylenia wiertnicy można było określić, co znajduje się powyżej. W późniejszym okresie wiertła były wydrążone w środku, w ten sposób po każdym wierceniu uzyskiwało się rdzeń obrazujący budowę złoża. Taki sposób rozpoznania stosuje się do dzisiaj – opowiada Kentnowski.

Dochodzimy do przodka. Po robotach strzałowych powstawała tu kupa węgla, którą trzeba było wyfedrować. Służył do tego przenośnik zgrzebłowy – ten który oglądamy pochodzi z 1959 roku. Do zagarnięcia węgla na przenośnik służyła tak zwana samanta. Wprawni górnicy w ciągu pół godziny potrafili w ten sposób wyfedrować 20 ton urobku. Było to jednak urządzenie bardzo niebezpieczne w użytkowaniu i praca nim wymagała wielkiej wprawy.

Wśród innych ułatwiających pracę urządzeń znajduje się tu przenośnik zgrzebłowy, strug oraz stosowane do lat 60. wrębówki.

– Lemiesz wrębówki podcinał węgiel w dwóch płaszczyznach, co ułatwiało wykonanie robót strzałowych. Mimo tych ułatwień w pracy, myślano o maszynie wieloczynnościowej, eliminującej użycie materiału wybuchowego. Taką maszyną jest kombajn – tłumaczy nasz przewodnik.

„Guido” pochwalić się może dwoma kombajnami. Pierwszy z nich to pochodzący z lat 60. KWB 3, kombajn posiadający stały, sztywny organ urabiający. Prawdziwą dumą „Guido” i gratką dla zwiedzających jest kombajn Alpina 60. Aż trudno uwierzyć, że urządzenie jest w stanie wykonać pracę kilkudziesięciu ludzi. Waży około 24 ton, a na poruszającym się w każdej możliwej płaszczyźnie organie urabiającym ma 96 zęby. Jednocześnie urabia węgiel, ładuje i transportuje. „Guido” jest jedynym dostępnym dla turysty miejscem, w którym można zobaczyć to urządzenie podczas pracy.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Urlop? Dla Polaków luksusem są cisza, spokój i natura, a nie luksusowy hotel

Cisza i święty spokój są dla Polaków największym luksusem podczas wakacji - wynika z najnowszego Barometru Providenta. Taką odpowiedź wskazało 32,8 proc. respondentów.

Emigranci za chlebem. Niezwykłe losy polskich górników we francuskich kopalniach

Trudno dzisiaj oszacować, ilu Ślązaków i Zagłębiaków wyjechało przed drugą wojną światową do pracy we Francji. Ich ciekawe historie warte są zachowania.

Letnie święto na Nikiszu. Odpust u Babci Anny

Tegoroczny Jarmark u Babci Anny odbędzie się w niedzielę, 26 lipca. Jak zwykle będzie towarzyszył odpustowi w parafii św. Anny w katowickim Nikiszowcu.

W głębi ziemi i serc – wspomnienie św. Kingi. Górnicy solni uczcili swoją patronkę

24 lipca, w dniu liturgicznego wspomnienia św. Kingi – patronki górników solnych – w niezwykłej scenerii Kaplicy św. Kingi, położonej 101 metrów pod ziemią, odprawiona została uroczysta Msza Święta. Jak co roku podziemna świątynia zgromadziła tych, którzy od pokoleń powierzają swojej Patronce trud codziennej pracy, bezpieczeństwo kopalni oraz pomyślność całej wielickiej społeczności.