„Czarny Diament” z kopalni „Moszczenica” wraca do kraju po 32 latach rejsu

Zaloga czarny diament czarny diament blogspot com

fot: czarny-diament.blogspot.com

Załoga Czarnego Diamentu w ostatnim etapie rejsu do Polski <i>(drugi od lewej Jerzy Radomski)</i>

fot: czarny-diament.blogspot.com

Początek tej historii sięga 1978 roku. Wtedy Jerzy Radomski wypłynął w świat na 16-metrowym jachcie „Czarny Diament” zbudowanym na terenie kopalni „Moszczenica” w Jastrzębiu Zdroju. W czasie 32 lat rejsu kapitan pokonał 240 tys. mil morskich co odpowiada jedenastu okrążeniom globu. „Czarny diament” po długim rejsie wróci wreszcie do domu. Prawdopodobnie zawita do Świnoujścia w sobotę w czasie obchodów „Dni Morza” – dowiedział się portal nettg.pl z informacji zamieszczonych na portalu zagle.com.pl


Początki


Kapitan Radomski już za życia stała się legendą. Dla wielu polskich żeglarzy jest niczym „guru”. Początek jego morskiej przygody sięga czasów dziecięcych kiedy po raz pierwszy zderzył się z „życiem pod żaglami” pomagając harcerzom zgrupowanym na obozie żeglarskim. W ten sposób w małym Jurku narodziła się pasja, która stała się potem całym jego życiem. Od tego momentu coraz częściej odwiedzał polskie morze by zdobywać kolejne stopnie wtajemniczenia.


Polowanie na Ziętka w toalecie


Prawdziwa morska przygoda rozpoczęła się jednak w latach 60-tych ubiegłego stulecia. Wtedy Radomski trafił do kopalni „Moszczenica” (obecnie kopalnia JAS-MOS należąca do Jastrzębskiej Spółki Węglowej). Szybko został członkiem zakładowego klubu żeglarskiego. Wtedy regularnie zaczął żeglować po Bałtyku wraz z innymi klubowiczami. Polskie morze to był jednak dopiero początek przygody. Jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia i górnicy-żeglarze z jastrzębskiej kopalni zaplanowali rejs przez Morze Północne na Atlantyk.


Przez cztery lata zbierano środki na tą wyprawę. Gdy wszystko było już gotowe na drodze stanęli członkowie zakładowej organizacji partyjnej, którym nie podobały się plany żeglarzy. Radomski użył jednak fortelu i postanowił, że znajdzie poparcie u kogoś wyżej postawionego. Tą osobą okazał się ówczesny wojewoda katowicki Jerzy Ziętek. Droga do „Jorga” nie była łatwa gdyż sekretarze wojewody odprawiali Radomskiego „z kwitkiem”. Kapitan jednak cierpliwe czekał. Ukrył się w ubikacji i wychodząc z założenia, że wojewoda też kiedyś do niej trafi „za potrzebą”. Cierpliwość popłaciła i tak w WC Radomski przedstawił Ziętkowi swój plan. „Jorg” poparł pomysł i wspomógł żeglarzy kwotą 5 tys. zł. Dzięki temu mogli zaznać smaku przygody na oceanie. Atlantyk nie był jednak szczytem marzeń. Górnikom-żeglarzom zrodził się kolejny pomysł. Tym razem miał to być rejs dookoła świata na własnym jachcie.

 

 

„Czarny Diament”


Dzięki zgodzie ówczesnego dyrektora kopalni Władysław Chlebika żeglarze mogli rozpocząć pracę w jednym z przykopalnianych baraków. Stworzyli tam suchy dok i w 1974 roku rozpoczęła się budowa „Czarnego Diamentu”. Jacht ukończono w 1978, jego „matką chrzestną” została córka dyrektora kopalni. Pierwsze wodowanie odbyło się w Trzebini nad Zalewem Szczecińskim. Z początkiem sierpnia 1978 „Czarny Diament” zasmakował wody Morza Śródziemnego. Rejs ten był pechowy gdyż jacht osiadł na rafie u wybrzeży Erytrei. Część załogi zrezygnowała i wróciła do kraju. Z Radomskim został tylko jeden z żeglarzy i wspólnymi siłami przez 67 dni walczyli o to by uwolnić jacht. Zwyciężyli. „Czarny Diament” ponownie wypłynął na pełne morze.
 

Radomski wówczas postanowił, że skoro tyle zainwestował w jacht to musi mu on przynieść pewne profity. Dlatego zadecydował, że pozostanie wybrzeży Jugosławii i będzie za pieniądze wozić turystów. Takie życie prowadzi do dzisiaj od czasu do czasu wracając do domu gdzie czeka na niego rodzina, która także podziela pasję kapitana. „Czarny Diament” był w zasadzie w każdym zakątku globu o czym świadczą dzienniki pokładowe. Polinezja, Hawaje, Bermudy to tylko, niektóre z wielu miejsc jakie było dane zobaczyć kapitanowi. Teraz nastał czas by „Czarny Diament” zacumował w ojczystym porcie po 32 latach morskiej wędrówki, której niejeden żeglarz może pozazdrościć Jerzy Radomskiemu, który za swoje osiągnięcie nie raz był wyróżniany w różnych żeglarskich plebiscytach.

 

Fakty i daty pochodzą z artykułu Arkadiusza Kuta "Życie pod żaglami", www.nowiny.rybnik.pl

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

Jak to było z tym węglem koksowym i dlaczego zamknięto kopalnię Bielszowice? Jacek Korski odpowiada na teorie spiskowe

Bez echa przeszła rezygnacja prezesa JSW S.A. przysłonięta Świętem Zmarłych i wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego. To ostatnie zamieszanie jeszcze potrwa, ale nie będę się na nim skupiał – nawet prawnicy mają tu różne zdania, a ja jestem tylko inżynierem i menedżerem górniczym.