fot: Ryszard Stelmaszczyk
W kopalni „Borynia” w komorze materiałów strzelniczych zamiast stalowych szyn zamontowane są dębowe elementy
fot: Ryszard Stelmaszczyk
Jedną z nich jest strzelanie materiałami wybuchowymi. – Górnictwo, mimo ogromnego postępu technicznego, nie może się obyć bez robót strzałowych, tak samo jak bez łopaty i kilofa – komentuje Mirosław Nieszporek, kierownik działu techniki strzelniczej w kopalni „Borynia”.
Za pomocą strzelania wykonuje się na dole roboty pomocnicze oraz likwidowanie zagrożeń, takich jak wyrzut metanu i skał czy tąpania. Te zagrożenia wynikają z tego, że z wydobyciem schodzi się coraz niżej. – W naszej kopalni zdarzało się, że w wyrobiskach były trudne warunki stropowe. Żeby zlikwidować wynikające z tego potencjalne zagrożenie, trzeba było strzelaniem doprowadzić do zawału – informuje kierownik Nieszporek.
Czasem strzelanie jest konieczne, żeby można było stworzyć warunki do naprawy uszkodzonego kombajnu. Wykonuje się to wtedy, gdy w wyrobisku nie ma miejsca, aby mogli się swobodnie poruszać mechanicy. Często przy uruchamianiu ściany trzeba wykonać roboty strzałowe, bo potrzebna jest wnęka, żeby zmieścić w niej kombajn. Za pomocą robót strzałowych drąży się także wyrobiska w twardych skałach. Wykonują je zazwyczaj wyspecjalizowane firmy, wyposażone w odpowiedni sprzęt.
Górnicy strzałowi to pracownicy z dużym doświadczeniem. Kandydatów do zdobycia takich uprawnień typuje przodowy i dozór. Musi to być pracownik z co najmniej pięcioletnim stażem pracy, w tym dwa lata na stanowisku górnika.
Kandydaci na górników strzałowych przechodzą wstępną weryfikację (np. opinia z policji). Następnym etapem jest kurs, na którym zdobywa się wiedzę teoretyczną i zdaje egzamin.
– Górnicy strzałowi co jakiś czas przechodzą w kopalni weryfikację. Muszą się douczać, bo przepisy, szczególnie te dotyczące zasad bezpieczeństwa, zmieniają się – mówi kierownik działu techniki strzelniczej.
Prowadzenie robót strzałowych to bardzo odpowiedzialna praca. Górnik strzałowy, tak jak saper, pomylić się nie może. Odpowiada za życie swoje i kolegów.
Materiały strzelnicze są przechowywane na dole, w specjalnej komorze. Obowiązują w niej bardzo rygorystyczne zasady. W „Boryni” w komorze są nawet zamontowane dębowe szyny. To zabezpieczenie przed zagrożeniem wynikającym z tzw. prądów błądzących.
Wydawanie materiałów strzelniczych i ich zużycie jest ściśle kontrolowane. Strzelanie odbywa się pod bezpośrednim nadzorem osoby dozoru, która jest odpowiedzialna za wykonanie robót. Po odpaleniu ładunków bezwzględnie trzeba dokładnie skontrolować urobek, aby sprawdzić czy nie zostały w nim jakieś niewypały.
Mimo dużej odpowiedzialności, jaka ciąży na górnikach strzałowych, chętnych do tej pracy w „Boryni” nie brakuje.
– To są ludzie typowani i nikt nie odmawia. Zazwyczaj mamy do wyboru kilku kandydatów – mówi Nieszporek.
Raz w roku dział strzelniczy organizuje zabawę integracyjną. Jest to okazja, żeby ludzie lepiej się poznali. – Jak załoga działu jest dobrze zżyta, to współpraca między pracownikami przebiega w sposób przyjazny, bez interwencji szefa – komentuje kierownik Nieszporek.