Zwolnieni związkowcy z Budryka wracają do pracy
Niespodziewany zwrot w sprawie słynnego 46-dniowego strajku w kopalni Budryk w Ornontowiach. Zakład wycofał wypowiedzenie Krzysztofowi Łabądziowi, szefowi Sierpnia \'80 w Budryku, a związkowiec zrewanżował się cofnięciem pozwu sądowego przeciwko kopalni.
Ani kopalnia, ani Jastrzębska Spółka Węglowa nie chcą wytłumaczyć tej zaskakującej zmiany. Jeszcze do niedawna Jastrzębska Spółka Węglowa (właściciel kopalni Budryk) zapowiadała, że nie będzie żadnego pobłażania dla organizatorów strajku, który naraził kopalnię na stratę wielu milionów złotych.
Co się więc stało? - Zawarto układ. Sierpień \'80 przestanie dymić, a w zamian ludzie wracają do roboty – powiedziała „GW” osoba znająca kulisy całej sprawy, dodając, że „ten pakt Jastrzębska Spółka Węglowa zawarła ze związkowcami ponad głowami dyrekcji kopalni, która w tej sprawie nie miała nic do gadania”.
Sam Łabądź zaprzecza takiej wersji wydarzeń.
- To kompletna bzdura, którą opowiadają jacyś chorzy ludzie - denerwuje się. Jego zdaniem powody wycofania wypowiedzenia są inne - porozumienie zawarto, bo Państwowa Inspekcja Pracy zarzuciła dyrektorowi kopalni Budryk Piotrowi Chmielowi, że zwolnienie związkowców nastąpiło z naruszeniem prawa.
Dyrektor Chmiel wręczył bowiem związkowcom wypowiedzenia pomimo negatywnej opinii związków zawodowych. Za to grozi mu grzywna, której w przypadku porozumienia ze związkowcami - i wycofania pozwu sądowego przez tych ostatnich - może uniknąć.
Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka JSW, poinformowała „GW”, że w najbliższych dniach wypowiedzenia zostaną cofnięte też trzem albo czterem innym związkowcom, których zwolniono po ostatnim strajku. W sumie pracę z powodu 46-dniowego protestu straciło 13 osób.
- Podczas przesłuchań świadków okazało się, że w przypadku niektórych osób mogliśmy się mylić i w rzeczywistości nie łamali oni prawa - przyznaje rzeczniczka.