Związkowcy: Chcemy podwyżki tylko z zysków Budryka
Liderzy protestujących uważają, że możliwa jest realizacja podwyżek (spór dotyczy ok. 700 zł średnio na osobę) wyłącznie ze środków wypracowanych przez tę kopalnię, bez ponoszenia dodatkowych kosztów przez JSW, której częścią Budryk stał się na początku stycznia.
- Komitet strajkowy podjął bezprecedensową w górnictwie decyzję, by uzależnić realizację podwyżek w kopalni Budryk od osiągnięcia w 2008 roku dodatniego wyniku finansowego przez kopalnię – powiedział podczas czwartkowej konferencji prasowej przed bramą strajkującej kopalni jeden z liderów protestu, Grzegorz Bednarski.
Protestujący nie sprecyzowali jednak, czy w związku z taką zmianą stanowiska byliby skłonni zaczekać rok na wyższe od oczekiwanych podwyżki. Podkreślali, że z ich analiz wynika, iż możliwe jest zarówno szybkie odpracowanie strat spowodowanych strajkiem, jak i utrzymanie wcześniejszej, wysokiej rentowności. Są więc pewni, że kopalnia wypracuje w tym roku wysoki zysk.
Z takim przesłaniem strajkujący pojadą na czwartkowe spotkanie do Jastrzębia Zdroju, licząc na zmianę stanowiska zarządu JSW. W środę, po zakończonych fiaskiem rozmowach, prezes spółki zaprosił związkowców na czwartek na 15., ale nie na dalsze negocjacje, tylko po to, by podpisali proponowane przez spółkę porozumienie. Związkowcy na rozmowy pojadą, ale – jak zapowiedzieli – porozumienia w takiej formie nie podpiszą i chcą dalej negocjować na podstawie własnych postulatów.
JSW oferuje związkowcom wzrost płac za ubiegły rok o 18 proc. (bez wliczenia tzw. dojazdówki 12 proc.) oraz 10 proc. w tym roku. Natomiast do końca 2010 roku pensje we wszystkich kopalniach JSW, także w Budryku, powinny zostać wyrównane. Strajkujący chcą, aby już w tym roku zarobki w Budryku zrównały się z tymi w kopalni Krupiński, gdzie dotąd górnicy zarabiali najgorzej w JSW.
Podczas czwartkowej konferencji prasowej związkowcy zaapelowali także do śląskich posłów Platformy Obywatelskiej oraz do posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego, aby włączyli się w rozwiązanie konfliktu. Wbrew zapowiedziom nie skierowali natomiast apelu o mediację do autorytetów życia publicznego. Wcześniej nieoficjalnie wymieniali w tym kontekście m.in. prof. Władysława Bartoszewskiego.
Związkowcy zaapelowali także do zarządu JSW, aby negocjacje w sprawie Budryka były otwarte dla mediów, a tym samym przejrzyste dla opinii publicznej.
Odpowiadając na środowy apel prezesa JSW Jarosława Zagórowskiego o „otwarcie bram kopalni”, aby strajkujący mogli bezpośrednio zapoznać się z propozycjami spółki, liderzy protestu poinformowali, że prezes JSW może w każdej chwili, w towarzystwie dowolnych osób, przyjechać do kopalni, zjechać na dół i osobiście porozmawiać z załogą, także z udziałem mediów.
Wcześniej Zagórowski mówił, że z docierających do niego informacji wynika, iż związkowcy manipulują danymi i nie przekazują strajkującej załodze prawdy o propozycjach płacowych JSW, a pozbawiając załogę wiedzy, pozbawiają ją także wolności i przetrzymują w kopalni.
Pod ziemią w Budryku utrzymuje się zagrożenie pożarowe. W czwartek sytuację przy jednej ze ścian miał ocenić inspektor Okręgowego Urzędu Górniczego, ale nie został przez komitet strajkowy wpuszczony na dół. Z informacji nadzoru górniczego wynika, że kontrola wyrobisk w kopalni i dyżury ratownicze odbywają się tak jak w dniach poprzednich.
W kopalni od ponad tygodnia pod ziemią głoduje 31 osób, 5 na powierzchni. Blisko 150 górników okupuje podziemne wyrobiska, kilkuset innych przebywa na powierzchni.