Zmiany w systemie handlu emisjami nazwał bezsensownymi i hipokrytycznymi
Andrej Babiš od dłuższego już czasu ostro krytykuje proponowane przez Komisję Europejską zmiany w unijnym systemie handlu uprawnieniami do emisji. W nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych nazwał je „bezsensownymi i hipokrytycznymi”.
fot: Kajetan Berezowski
Andrej Babiš od dłuższego już czasu ostro krytykuje proponowane przez Komisję Europejską zmiany w unijnym systemie handlu uprawnieniami do emisji.
fot: Kajetan Berezowski
Andrej Babiš od dłuższego już czasu ostro krytykuje proponowane przez Komisję Europejską zmiany w unijnym systemie handlu uprawnieniami do emisji. W nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych nazwał je „bezsensownymi i hipokrytycznymi”.
Czeskie media podsumowują wizytę premiera Andreja Babiša w Warszawie i jego spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem, 4 listopada. Komentatorzy podkreślają kwestie związane z handlem emisjami ETS 2 i spójnym stanowiskiem w tej sprawie obu polityków.
Premierzy poświęcili znaczną część spotkania problemom energetyki i wysokim cenom energii, które obciążają europejskie gospodarstwa domowe i przemysł.
„Zgodzili się co do potrzeby zapewnienia przystępnych cenowo i niezawodnych dostaw energii oraz wzmocnienia konkurencyjności europejskiej gospodarki. Premierzy mówili o skutkach wprowadzenia systemu handlu emisjami ETS2 i potrzebie ponownego rozważenia jego planowanego wdrożenia” – czytamy w iDnes.
To zły system
- Podczas Rady Europejskiej będziemy nadal walczyć o interesy naszych krajów i wyjaśniać naszym kolegom w UE, że fundamentalnie odrzucamy system handlu emisjami ETS2, który jedynie pogorszy życie naszych współobywateli i będzie miał negatywny wpływ na rafinerie, budownictwo mieszkaniowe i inne sektory. Będziemy również zabiegać o to, aby Komisja Europejska i Unia w końcu zrozumiały, że jesteśmy innym regionem, że mamy tu przedsiębiorstwa energochłonne – powiedział premier Andrej Babiš.
Zwrócił również uwagę na znaczny wzrost cen systemów handlu emisjami ETS1, które według pierwotnych założeń Komisji Europejskiej miały osiągnąć 26,50 euro w 2030 r., a obecnie ich cena wynosi około 89 euro. Te zwiększone koszty ponoszą europejskie firmy, co znacząco osłabia ich konkurencyjność. Przypomniał, że już w 2021 r. postulował ograniczenie ceny uprawnień do emisji do 30 euro. Jako natychmiastowe rozwiązanie wspierające europejski przemysł wskazał rewizję systemu ETS1 i przesunięcie terminu wprowadzenia ETS2, do czego zgodził się z premierem Donaldem Tuskiem.
Andrej Babiš od dłuższego już czasu ostro krytykuje proponowane przez Komisję Europejską zmiany w unijnym systemie handlu uprawnieniami do emisji. W nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych nazwał je „bezsensownymi i hipokrytycznymi”.
- Walczymy także o to, aby ETS1, który niszczy przemysł, został wstrzymany dla przemysłu energochłonnego – przyznał niedawno.
Co się zaś tyczy sytemu ETS 2 to zdaniem Babiša, może on doprowadzić do wzrostu cen, a także do opuszczenia Europy przez inwestorów.
- Inwestorzy, na przykład amerykańscy, w UE będą musieli spełnić te warunki i dlatego powtarzają: „Lepiej wyjdźmy – powiedział Babiš. Według niego konsekwencją może być nie tylko wzrost cen, ale także niedobór paliwa.
Musimy walczyć o konkurencyjność Europy
Warto zatem przypomnieć, że Andrej Babiš i premier Włoch Giorgia Meloni już wcześniej zaapelowali o spowolnienie tempa prac nad europejskim prawodawstwem środowiskowym i odroczenie wejścia w życie nowego systemu opłat za emisje (ETS2), który ma zostać uruchomiony w 2028 r.
Na konferencji prasowej w Pradze nie kryli obaw o utratę europejskiej bazy przemysłowej i ostrzegli przed wpływem wysokich kosztów emisji dwutlenku węgla na konkurencyjność Europy.
- Musimy walczyć o konkurencyjność Europy, abyśmy nigdy nie mieli poczucia, że zmierzamy ku upadkowi Cesarstwa Rzymskiego – oświadczył Babiš dziennikarzom.
Meloni zaś dodała, że oboje są zdeterminowani, aby „uniknąć realnego ryzyka, że Europa nie będzie już w stanie produkować, inwestować ani umacniać swojej pozycji na rynkach globalnych”.
W związku ze wzrostem cen paliw Babiš zwrócił również uwagę na sytuację w europejskich rafineriach. Według niego obecny wzrost cen paliw jest związany z rosnącą ceną ropy naftowej, ale nie tak bardzo, jak ceny paliw.
- Ceny paliw rosną, ponieważ globalnie brakuje mocy przerobowych rafinerii – powiedział.
Zdaniem szefa czeskiego rządu Europa nie jest samowystarczalna w produkcji paliw. Stwierdził, że od 2009 r. w Europie zamknięto 35 rafinerii, a ich moce produkcyjne spadły o 20 proc. Do sytuacji przyczyniają się również konflikty zbrojne na Ukrainie, sytuacja w zatoce Ormuz i ataki Huti.
Według Babiša, Czechy są obecnie dziewiątym krajem UE z najtańszą benzyną i trzynastym z najtańszym olejem napędowym.