Zgazowanie - konieczność czy mrzonki?

fot: Jarosław Galusek/ARC

Jest 14 stycznia 2011 roku. W mikołowskiej Kopalni Doświadczalnej Barbara Głównego Instytutu Górnictwa prof. Krzysztof Stańczyk demonstruje dziennikarzom efekty eksperymentalnego zgazowania węgla w złożu

fot: Jarosław Galusek/ARC

Zasoby węgla kamiennego w Polsce nadające się do zgazowania podziemnego mogą przekraczać nawet 1 mld t. W grę wchodzą przede wszystkim pokłady położone na głębokościach poniżej 1400 m. Tego węgla nie da się już wydobyć tradycyjnymi metodami.

Kopalnia Bogdanka, zakłady należące do Kompanii Węglowej oraz Katowickiego Holdingu Węglowego - to wstępne lokalizacje instalacji służących do podziemnego zgazowania węgla. Surowiec pozostały po eksploatacji w nieczynnych kopalniach, zwłaszcza ten zalegający w filarach ochronnych, pod często nieistniejącymi już obiektami, doskonale się do tego nadaje - podkreślają naukowcy z Głównego Instytutu Górnictwa.

- To nieprawda, że zgazowanie podziemne stanowi wciąż jakąś wielką tajemnicę, że na pewno się nam nie opłaca, że nie ma czego zgazowywać. Wprost przeciwnie: w perspektywie najbliższych 10 lat tego typu inwestycje z pewnością powstaną, a że zgazowanie podziemne węgla w polskich warunkach jest możliwe, potwierdzone zostało eksperymentem w kopalni Wieczorek - zwraca uwagę prof. Krzysztof Stańczyk, kierownik Zakładu Oszczędności Energii i Ochrony Powietrza w Głównym Instytucie Górnictwa.

Podziemne zgazowanie ma być bezpieczne. Naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie potwierdzili, że oddziaływanie tej eksploatacji na powierzchnię skutkować będzie o wiele mniejszymi szkodami, niż w przypadku górnictwa tradycyjnego. Z kolei odpowiednio dobrana lokalizacja miejsca eksploatacji nie zakłóci równowagi hydrogeologicznej terenu.

Przeważają opinie, że w polskich warunkach najlepiej zdałyby egzamin niewielkie instalacje o mocy od 20 do 30 MW.

- Mowa tu o inwestycjach mogących eksploatować do 60 tys. t węgla rocznie. To wielkość odpowiadająca zaledwie tygodniowemu wydobyciu węgla kamiennego w średniej wielkości kopalni fedrującej na Śląsku. Może się komuś wydawać, że gra nie jest warta świeczki, ale w sytuacji, gdy w pobliżu instalacji działa osiedlowa czy zakładowa ciepłownia, to wówczas ujęty gaz można spalać wraz z węglem w kotłach dwupaliwowych i osiągać z takiego współspalania naprawdę dobre rezultaty - wskazuje Jerzy Świądrowski z GIG, specjalizujący się m.in. w badaniach nad produkcją wodoru z węgla.

Najlepszymi lokalizacjami dla instalacji podziemnego zgazowania węgla byłyby zatem mało zurbanizowane tereny na Śląsku, położone w bliskiej odległości od osiedlowych elektrowni lub elektrociepłowni.

- Oczywiście, że najprostszą metodą zagospodarowania tak ujętego gazu byłby kocioł, bowiem inwestowanie w turbinę czy silnik to już potężne koszty. Szacujemy, że tego typu inwestycja zamknęłaby się kosztem kilkudziesięciu milionów złotych - kalkuluje prof. Krzysztof Stańczyk.

Jako przyszłe prawdopodobne lokalizacje inwestycji wskazuje również tereny Warszowic przy drodze z Katowic do Wisły oraz okolice Oświęcimia.

Czy zatem znajdzie się inwestor skłonny wydać takie pieniądze?

Eksperci z GIG twierdzą, że jeszcze nie nadeszła odpowiednia pora, aby określać jakiekolwiek prawdopodobieństwo w tej kwestii.

- W zasadzie przyszłość zgazowania podziemnego węgla leży w rękach Chińczyków. U nich funkcjonuje ok. 50 instalacji pilotażowych podobnych do naszej, w kopalni Wieczorek. Niewykluczone, że przyspieszą oni badania nad tymi technologiami i wnet ruszą pierwsze projekty demonstracyjne. My również zrobiliśmy olbrzymi krok naprzód w dziedzinie badań nad zgazowaniem węgla pod ziemią. Od momentu ich zainicjowania do powstania pierwszej instalacji pilotażowej minęło zaledwie siedem lat. Jeśli w ciągu najbliższych 10 lat udałoby się uruchomić przynajmniej pięć demonstracyjnych instalacji różnej wielkości, to już byłby sukces. Moglibyśmy liczyć na zgazowanie do 1 mln t węgla rocznie - ocenia prof. Stańczyk.

Naukowcy z GIG policzyli, że zgazowanie podziemne węgla wcale nie musiałoby być droższe od zgazowania powierzchniowego, biorąc chociażby pod uwagę fakt, że ta druga technologia, aby się opłacała, wymaga dostępu do taniego surowca. Oczywiście obie nie stanowią dla siebie żadnej konkurencji. Gaz powstały w wyniku podziemnego zgazowania węgla świetnie nadaje się do produkcji energii elektrycznej lub ciepła. Z kolei gaz syntetyczny, wyprodukowany w procesie naziemnego spalania węgla kamiennego, pozwoliłby na zmniejszenie zależności polskiego przemysłu chemicznego od importu oraz na obniżenie kosztu pozyskania gazu ziemnego - głównego surowca dla wytwarzania komponentów chemicznych.

Opinie na temat podziemnego zgazowania węgla są mimo wszystko mocno podzielne. W opinii prof. Jana Palarskiego z Politechniki Śląskiej dotychczasowe zagraniczne wyniki wielu eksperymentów z podziemnym zgazowaniem węgla nie uprawniają do stwierdzenia, że technologia jest na tyle rozpoznana, aby można było przystąpić do budowy instalacji przemysłowej w Polsce.

- Przede wszystkim kryje ona wiele niewiadomych związanych z bezpieczeństwem procesu i oddziaływaniem na środowisko, także jej efektywność budzi wątpliwości - zwraca uwagę Palarski.

Zdanie to podziela prof. Marek Nieć z Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią PAN i AGH. Wskazuje, że zgazowanie w złożu będzie można stosować na niewielką skalę i w sposób ograniczony.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Kryminał na weekend: „Podcaster”. Zbrodnia w Katowicach

Na wydawniczym rynku jest już najnowsza powieść Magdaleny Majcher. To „Podcaster”, którego akcja dzieje się w Katowicach w grudniu 2025 roku. Jeśli czytelnik pochodzi z tego miasta, będzie swobodnie podążał ścieżkami głównych bohaterów.

W 2035 roku w miksie nadal będzie węgiel

Rozmowa z Grzegorzem Onichimowskim, prezesem Polskich Sieci Elektroenergetycznych

Beskidy: W poniedziałek ruszy przegląd górskich kolei na Żar i Czantorię

W poniedziałek rozpoczną się przeglądy techniczne kolei: linowo-terenowej na Żar w Międzybrodziu Żywieckim, a także kanapowej na Czantorię w Ustroniu, z której turyści będą mogli jednak korzystać w weekendy – podali ich właściciele. Nie działa też wyciąg na Mosorny Groń w Zawoi.

Tragedia na nocnej szychcie. Jeden pośpiech i błąd na torach kosztowały górnika życie