Zanim nadejdzie atom. Prof. Stanisław Tokarski: Na jednej nodze, bez węgla, źle się stoi
Prof. inż. Stanisław Tokarski: Bilansowanie systemu do czasu pełnoskalowej energetyki jądrowej róbmy na węglu i gazie, na dwóch paliwach, nigdy na jednym.
Wystąpienie prof. Stanisława Tokarskiego podczas konferencji w Katowicach było czymś więcej niż głosem w dyskusji o miksie energetycznym
Prof. inż. Stanisław Tokarski: Bilansowanie systemu do czasu pełnoskalowej energetyki jądrowej róbmy na węglu i gazie, na dwóch paliwach, nigdy na jednym.
Nie wystarczy zbudować tysięcy megawatów mocy nowych elektrowni. Trzeba jeszcze mieć pewność, że będą dostępne dokładnie wtedy, gdy zażąda ich krajowy system. Prof. inż. Stanisław Tokarski z Głównego Instytutu Górnictwa i krakowskiej AGH, opierając się na wieloletnich badaniach, doświadczeniu przemysłowym i analizach polskiej energetyki, sformułował podczas konferencji "Trójkąt Transformacji" (zorganizowanej w Katowicach przez Wydawnictwo Gospodarcze, a poświęconej kluczowym wyzwaniom rozwojowym Śląska oraz innych regionów górniczych) przesłanie o znaczeniu strategicznym: do czasu uruchomienia stabilnej energetyki jądrowej bezpieczeństwo Polski musi być oparte równocześnie na węglu i gazie. To nie obrona przeszłości, lecz doktryna bezpiecznego przejścia. Dziś wracamy do tamtej debaty.
Wystąpienie prof. Stanisława Tokarskiego było czymś więcej niż głosem w dyskusji o miksie energetycznym. Było alarmem człowieka, który od wielu lat bada mechanizmy funkcjonowania sektora, zna jego techniczne ograniczenia i widział z bliska skutki decyzji podejmowanych zarówno w przedsiębiorstwach, jak i na poziomie państwa. Stanisław Tokarski nie powiedział niczego przeciwko transformacji. Podkreślił jedynie, że nie może ona utracić po drodze swojego najważniejszego celu: bezpieczeństwa dostaw energii.
Stawiamy dzisiaj dwa istotne pytania: jak długo węgiel w energetyce będzie wykorzystywany i jak bardzo potrzebny jest gaz jako paliwo przejściowe — mówił prof. Tokarski.
Dwa istotne ostrzeżenia
Z tych dwóch pytań profesor zbudował spójną koncepcję działania państwa. Jej fundamentem jest rozróżnienie, które w debacie publicznej zbyt często znika: czym innym jest moc zainstalowana, a czym innym moc dysponowana. Elektrownia, która może wytwarzać energię tylko przy sprzyjającej pogodzie, nie pełni w systemie tej samej funkcji co jednostka, którą operator może uruchomić w chwili wzrostu zapotrzebowania, awarii, mrozu albo wielodniowego braku wiatru.
Możemy mieć ogromną ilość potencjalnej energii elektrycznej, ale może równie dobrze zabraknąć urządzeń sterowalnych, które można uruchomić w każdej chwili — tłumaczył.
W tym zdaniu zawiera się istota ostrzeżenia prof. Stanisława Tokarskiego. Bo oto transformacja może odnieść sukces statystyczny i jednocześnie ponieść porażkę systemową. Możemy wykazać imponujący wzrost mocy odnawialnych, a mimo to znaleźć się w sytuacji, w której w krytycznej godzinie zabraknie źródeł zdolnych utrzymać bilans. Dlatego bezpieczeństwa energetycznego nie mierzy się wyłącznie liczbą megawatów wpisanych do planów inwestycyjnych. Mierzy się je zdolnością do dostarczenia energii wtedy, kiedy jest ona potrzebna.
Prof. Stanisław Tokarski od lat analizuje energetykę nie jako zbiór odrębnych technologii, lecz jako jeden organizm: źródła wytwórcze, sieci, paliwa, rezerwy, koszty, harmonogramy inwestycji i zdolność przemysłu do wykonania zaplanowanych projektów. Z tej perspektywy jego wystąpienie na konferencji w Katowicach miało ciężar doktrynalny. Państwo nie powinno wybierać jednego paliwa przejściowego i uzależniać od niego całej stabilności systemu. Powinno budować redundancję, czyli zdolność zastąpienia jednego filaru drugim, gdy zmienią się ceny, dostępność paliwa, terminy inwestycji albo uwarunkowania geopolityczne.
Gaz niesie ryzyko
Gaz jest potrzebny, ale nie jest rozwiązaniem pozbawionym ryzyka. Wymaga nowych bloków, infrastruktury, kontraktów i dostępu do urządzeń, na które światowy popyt gwałtownie rośnie. Jest podatny na wahania cen i napięcia na rynkach międzynarodowych. Węgiel z kolei obciążony jest kosztami emisyjnymi i polityką klimatyczną, ale Polska posiada istniejące jednostki, własne zaplecze techniczne, kadry i paliwo, które w okresie przejściowym mogą zapewnić systemowi rezerwę niedostępną na zawołanie z żadnego projektu znajdującego się dopiero na papierze.
To jest niepopularne, ale mamy te jednostki. One są w stanie być uruchamiane w każdej chwili i dzisiaj regulują system — przekonywał prof. Tokarski.
Nie proponował renesansu energetyki węglowej ani zatrzymania rozwoju OZE. Jego argument był bardziej wymagający: nie wolno wyłączać sprawnych i potrzebnych zdolności sterowalnych tylko dlatego, że w przyszłym modelu systemu mają zostać zastąpione innymi technologiami. Najpierw musi powstać bezpieczny zamiennik, dopiero potem można trwale wycofać rezerwę. Odwrócenie tej kolejności oznacza eksperyment na całej gospodarce.
W analizie przedstawionej podczas konferencji pojawiła się potrzeba utrzymania po 2035 r. około 7 GW mocy węglowych jako źródeł dyspozycyjnych. Nie chodzi o to, by pracowały przez cały rok i blokowały rozwój nowych technologii. Chodzi o ich dostępność w tych godzinach i dniach, w których wiatr, słońce, magazyny oraz import nie zapewnią wymaganej mocy. Właśnie ta różnica — między ciągłą produkcją a gotowością do pracy — jest kluczowa dla zrozumienia stanowiska Tokarskiego.
Potrzeba wykorzystania węgla obok gazu
Podobnie należy czytać wskazywaną przez niego wielkość około 10 mln ton węgla energetycznego w perspektywie 2040 r. Nie jako polityczny cel wydobywczy, lecz jako ubezpieczenie systemu. W doktrynie bezpieczeństwa rezerwa nie jest odpadem ani przeżytkiem. Jest kosztem uniknięcia znacznie większej straty: niedoborów energii, skoków cen, ograniczeń dla przemysłu i utraty odporności państwa.
Jak pomylimy się i rzeczywiste zapotrzebowanie na węgiel będzie nieco niższe, nic wielkiego się nie stanie. Ale musimy mieć założenie, które zabezpiecza system — wskazywał.
To podejście bezpośrednio wzmacnia wystąpienie wiceministra energii Mariana Zmarzłego. Minister mówił o potrzebie wykorzystania węgla obok gazu jako drugiego paliwa przejściowego stabilizującego transformację do czasu uruchomienia energetyki jądrowej. Prof. Stanisław Tokarski dostarczył temu stanowisku zaplecza analitycznego i inżynierskiego. Pokazał, że nie jest to sentyment do węgla, lecz odpowiedź na konkretne ryzyko: możliwą lukę mocy sterowalnych.
W ten sposób oba wystąpienia układają się w jedną państwową doktrynę. Wiceminister Marian Zmarzły formułuje kierunek polityczny: Polska nie może utracić bezpieczeństwa podczas przebudowy energetyki. Prof. Stanisław Tokarski z kolei przedstawia mechanizm techniczny: do czasu pełnej dostępności atomu system musi posiadać co najmniej dwa niezależne filary bilansowania, a tempo likwidacji starych mocy musi być podporządkowane tempu budowy nowych.
Zapiszmy w polityce energetycznej, że bilansowanie systemu do czasu pełnoskalowejj energetyki jądrowej robimy na węglu i gazie, na dwóch paliwach, nigdy na jednym — apelował prof. Tokarski.
Dlatego tak ważny był jego postulat pilnego umieszczenia polityki energetycznej państwa na agendzie rządu. Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu opisuje zobowiązania, scenariusze i cele, ale to polityka energetyczna powinna wskazywać nadrzędną logikę bezpieczeństwa: kolejność inwestycji, rolę poszczególnych paliw, wymagany poziom rezerwy oraz warunki wyłączania istniejących jednostek.
Będę przekonywał pana ministra, żeby pilnie położyć politykę energetyczną na agendzie prac rządu, bo polityka jest nad krajowym planem — zapowiadał.
Dla Śląska ta doktryna ma wymiar szczególny. Region potrzebuje transformacji, ale transformacji prowadzonej według harmonogramu wynikającego z realnych potrzeb systemu, a nie wyłącznie z dat administracyjnych. Utrzymanie części mocy oraz niezbędnego zaplecza wydobywczego daje czas na budowę nowych kompetencji, miejsc pracy i łańcuchów dostaw. Chaotyczne wyłączenia mogłyby natomiast równocześnie osłabić bezpieczeństwo energetyczne kraju i pogłębić społeczne koszty zmian w regionie.
Wieloletni dorobek prof. Stanisława Tokarskiego sprawia, że jego apel należy traktować jak ostrzeżenie wczesnego reagowania. Profesor nie kwestionuje bowiem przyszłości opartej na OZE, atomie, magazynach i nowoczesnych sieciach. Domaga się jedynie, aby droga do tej przyszłości była fizycznie wykonalna. Nie od dziś wiadomo przecież, że w energetyce nie wystarczy zadeklarować cel. Trzeba jeszcze zabezpieczyć każdą godzinę przejścia między systemem starym a nowym.
Bezpieczeństwo nie jest hamulcem
Na jednej nodze źle się stoi. Na dwóch nogach zawsze można przestępować — podsumował.
Ta prosta metafora może stać się jednym z najważniejszych zdań całej debaty o polskiej transformacji. Jedna noga oznacza zależność od jednego paliwa, jednej technologii, jednego harmonogramu albo jednego optymistycznego scenariusza. Dwie nogi oznaczają odporność. Do czasu, gdy trzecim, stabilnym filarem stanie się energetyka jądrowa, Polska powinna świadomie utrzymać możliwość bilansowania systemu zarówno gazem, jak i węglem.
Profesor nie broni więc przeszłości. Broni przyszłości przed błędem popełnionym w okresie przejściowym. Jego przesłanie jest fundamentalne: transformacja energetyczna musi zmieniać źródła energii, ale nie może zawieszać praw fizyki, logiki systemu ani odpowiedzialności państwa za ciągłość dostaw. Bezpieczeństwo nie jest hamulcem transformacji. Jest warunkiem jej powodzenia.
Tekst eksponuje doktrynalny charakter wystąpienia prof. Stanisława Tokarskiego oraz jego związek z tezami wiceministra energii Mariana Zmarzłego. Wartości 7 GW i około 10 mln ton pozostawiono jako element analizy przedstawionej przez profesora podczas konferencji.