Z kopalni na podium mistrzostw świata. Niezwykła pasja Marcina Szebery z ruchu Marcel
W wolnym czasie tworzy precyzyjne modele okrętów z kartonu. Za swoją pasję zdobył tytuł w 2016 r. tytuł wicemistrza świata! Marcin Szebera, dyspozytor ruchu w kopalni Marcel chętnie opowiada o swojej pasji. - Z cierpliwością do tego hobby trzeba się urodzić – przyznaje.
fot: ARC
- Lubię wysoko stawiać sobie poprzeczkę. Zbudować model statku z ponad 20 tys. elementów, to już nie byle jaki wyczyn. Kogoś, kto zrealizował tego rodzaju pracę, uważa się za profesjonalistę - wyjaśnia Marcin Szebera
fot: ARC
W wolnym czasie tworzy precyzyjne modele okrętów z kartonu. Za swoją pasję zdobył tytuł w 2016 r. tytuł wicemistrza świata! Marcin Szebera, dyspozytor ruchu w kopalni Marcel chętnie opowiada o swojej pasji. - Z cierpliwością do tego hobby trzeba się urodzić – przyznaje.
Przygodę z modelarstwem rozpoczął w wieku siedmiu lat. Pasjonowały go wtedy samoloty. Gdy dorósł, swoje zainteresowania skupił na okrętach.
W mojej rodzinie zawód i pasja przeszły z ojca na syna. Tata był górnikiem ścianowym w Marcelu, a po pracy dla odpoczynku sklejał modele żaglowców.
- Jako dzieciak przyglądałem się modelom żaglowców, które skleił ojciec. Nie dawało mi spokoju to spokoju, no to w końcu zacząłem próbować. Szło mi z tym nieźle. Jak skończyłem 12 lat wystartowałem po raz pierwszy w zawodach modelarskich w Porąbce zdobywając sięgając po pierwszy życiowy sukces, którym było zajęcie II miejsce za model amerykańskiego bombowca B-17 – wspomina.
Maszyna ta – co ciekawe - powszechnie nazywana latającą fortecą, stanowiła niekwestionowaną ikonę amerykańskiego lotnictwa okresu II wojny światowej. Projekt B-17 powstał dzięki nowatorskiemu podejściu inżynierów z Boeinga pod kierunkiem E. Gifforda Emmonsa. Jak podają źródła, latająca Forteca została wprowadzona do służby w United States Army Air Corps w połowie lat 30. Zyskała duże uznanie dzięki możliwości przeprowadzania długodystansowych lotów i znaczącego ładunku bombowego.
Modele w postaci samolotów i okrętów wykonuje z kartonu. Posługuje się skalpelami chirurgicznymi i modelarskimi. Drobniejsze elementy w postaci radarów, poręczy, luf, dział przeciwlotniczych i lin formuje z drutu, blaszek oraz cieniutkich żyłek. Używa klejów polimerowych.
– Dawniej w okolicy Rybnika były kluby modelarskie, ale znikły, zapomniano o nich. Ja sklejałem skrycie sam w domu, zacząłem zapisywać się na internetowe fora modelarzy, jeździć na konkursy i spotkania modelarzy. Od początku pracuję w kartonie. Jako chłopiec zaczynałem od najprostszych modeli drukowanych w takich czasopismach, jak „Miś” czy „Świerszczyk”, w których kartki z modelem do wycięcia trzeba było podklejać brystolem – opowiada.
Modelarstwo kartonowe pod lupą: Jak 0,1 mm decyduje o tytule wicemistrza świata
Okręty przyniosły Marcinowi Szeberze największe modelarskie triumfy. W 2016 r. z modelem japońskiego pancernika Fusō z czasów II wojny światowej, ówczesny sztygar zmianowy z Marcela pojechał do Królewca w Federacji Rosyjskiej na Mistrzostwa Świata w Modelarstwie Kartonowym. Dzieło ze wszech miar wspaniałe.
Jak podają eksperci z Magnum X dwa okręty typu Fusō z generacji pancerników budowanych od 1906 r. do 1922 r. (Fusō i Yamashiro) były pierwszymi okrętami liniowymi nowej generacji, zbudowanymi dla Cesarskiej Floty Japonii. Z chwilą wejścia do linii należały do największych i najlepiej uzbrojonych pancerników na świecie.
- Pracowałem nad nim półtora roku, poświęcając dziesięć godzin dziennie. Bardzo się cieszę ze zdobytego tytułu – wspomina modelarz.
Ostatecznie z Królewca przywiózł do kraju srebrny medal i tytuł wicem mistrza świata.
Co ciekawe, by pojechać na oficjalne światowe lub europejskie zawody modelarzy, trzeba zwyciężyć w eliminacjach, które w Polsce organizuje Liga Obrony Kraju. Następnie odbywa się najcięższa próba: na mistrzostwach surowi międzynarodowi sędziowie oglądają model przez lupy i z latarkami! Lustrując milimetrowe detale zadają dociekliwe pytania, a modelarz musi obronić swoją pracę.
Sędziowanie zresztą to kolejny problem wszystkich modelarzy startujących w zawodach. Cechuje ich niesamowita dokładność w ocenach poszczególnych modeli.
– Przy pomocy planów i historycznej dokumentacji należy udowodnić, że model prawidłowo odwzorowuje rzeczywistość. Na przykład okręty wojenne były w konkretnych latach remontowane po zniszczeniach, jakich doznały w bitwach. Sędziowie potrafią dostrzec najdrobniejsze niuanse. Składając konkretny model trzeba zachować precyzje i dokładność. Wiadomo, że konkretne okręty przechodziły remonty. O tym należy pamiętać, jeśli nie chce się odpaść z walki o podium. Zaczyna się od sprawdzania geometrii modelu, czy jest prosty, czy zgadzają się detale i jak jest sklejony. Trzeba się gęsto tłumaczyć. Trochę przypomina to poważny egzamin – opowiada Marcin Szebera.
Wspomina, że kiedyś sędzia zakwestionował grubość liny - w modelu była nią nić grubości 0,1 mm, a według dokładnych wyliczeń sędziego, powinna być dziesięciokrotnie cieńsza!
– Najwięcej punktów sędziowie przyznają za liczbę szczegółów na milimetr kwadratowy. Ale ocena zaczyna się od rzeczy podstawowych, czyli geometrii modelu. Potem ocenia się oczywiście czystość sklejania. Następnie wierność detali i ich dokładność – opisuje modelarz.
Trudno w to uwierzyć, ale w przerwie pomiędzy klejeniem kolejnych modeli okrętów dla mistrza z Rybnika najlepszym odreagowaniem jest…sklejanie modeli budowli architektonicznych. Ten rodzaj modelarstwa staje się coraz bardziej popularny w Polsce i na świecie. Dzieli się na przemysłowe sakralne i historyczne. I to ostatnie pociąga Marcina najbardziej.
Wicemistrz świata cieszy się, że modelarską pasję podzieli trzecie już pokolenie w rodzinie Szeberów, bo sklejaniem modeli z kartonu interesują się już dzieci Marcina Szebery: 11-letnia córka i 9-letni syn, którzy pod okiem taty zaczynają uczestniczyć w modelarskich konkursach.