Wyzwania: maratończyk z Murcek-Staszica

To nie był maraton kojarzący się każdemu z klasycznym, olimpijskim dystansem. Rozegrany pod koniec maja - w randze Mistrzostw Polski w Biegach na Orientację - VIII Bieg Kierat wokół Limanowej wymagał od swoich uczestników zmierzenia się z dystansem 100 km oraz pokonania 3,5 tys. m przewyższeń. Wśród przeszło 570 startujących w tej morderczej próbie, Bogusław Pawlikowski, 47-letni pracownik kopalni Murcki-Staszic, zajął 74. miejsce. W 30-godzinnym limicie czasu do mety dotarło 379 konkurentów. Nasz górnik cieszy się, że... wygrał.


Wygrał - jak wyjaśnia - z samym sobą, pokonując cały dystans w 22 godziny i 33 minuty, czyli o przeszło 3 godziny szybciej od ubiegłorocznego wyniku. Od tego rezultatu można by właściwie odjąć jeszcze mniej więcej półgodzinną gościnę w domu beskidzkiego górala. Nie, nie, ten epizod nie był przewidywany w jakimkolwiek pierwotnym scenariuszu. Ot, spory fragment tegorocznego maratonu przebiegał pośród rozjaśniających niebo błyskawic i towarzyszących im grzmotów.


- Cóż, traf chciał, że tym razem cały czas krążyła nad nami majowa burza. W górach, kiedy wbiega się na wzniesienia powyżej tysiąca metrów nad poziomem morza, z takim zjawiskiem nie ma żartów, a już na pewno na otwartej przestrzeni. Błyskawice i grzmoty, połączone z ulewnym deszczem, powodowały pewną nerwowość i lęk o bezpieczeństwo. Wraz z nasilaniem się nawałnicy przyszedł więc moment, że ja i kilku innych biegaczy zatrzymaliśmy się pod dachem miejscowego górala. Po prostu baliśmy się biec dalej - Pawlikowski relacjonuje półgodzinną, wymuszoną przerwę, chwaląc zarazem gościnność i spontaniczny poczęstunek gospodarzy, a zwłaszcza parzącą dłonie i usta gorącą herbatę.


Skalę trudności tegorocznego Biegu Kierat – obok wymowy proporcji jego uczestników na starcie i mecie – ilustruje już samo zestawienie późniejszych wyników. Oto przy generalnym, 30-godzinnym limicie czasu na zmierzenie się z pełnym, stukilometrowym dystansem Kierata zdyskwalifikowanym można już było zostać wcześniej, tj. po przekroczeniu górnej granicy minut, wyznaczonej dla każdego z czternastu jego punktów kontrolnych – jedynie setka biegaczy „zmieściła się” w czasie do 23 godzin. Wszyscy pozostali zdążyli na metę dosłownie w ostatnich minutach.


Od przygody z wielkim mistrzem
Bogusław Pawlikowski nie po raz pierwszy jest  naszym gościem. Pod koniec ubiegłego roku pisaliśmy o jego uczestnictwie w maratonie nowojorskim. Na mecie w Central Parku, w centrum Manha-
ttanu, zajął wtedy - przypomnijmy - 4558. miejsce wśród 45 tys. startujących w nim biegaczy. Na 144 Polaków był trzynasty, zaś w swojej kategorii wiekowej – pierwszy. Także wtedy – jak wspomina – wygrał przede wszystkim nie z rywalami, lecz z samym sobą, z dojmującym zimnem i bólem kontuzjowanej nogi. Nawet wielki Haile Gebrselassie poddał się i zszedł wówczas z trasy.

Jako kilkulatek przygodę z bieganiem Pawlikowski rozpoczął pod okiem wielkiego mistrza Jerzego Chromika. Spotkali się w 1978 roku. Dla chłopca z katowickiej Ligoty gwiazda lekkoatletycznego wunderteamu i trzykrotny rekordzista świata w biegu na 3000 m z przeszkodami był legendą. Rozdmuchana przez wielkiego mistrza iskra nie zgasła. Za młodu w katowickim Kolejarzu biegał średnie i długie dystanse. Później przyszedł dłuższy rozbrat ze sportem.
Po kilkunastoletniej przerwie wrócił do innego już biegania albo powiedzmy lepiej - podejmowania innego rodzaju ekstremalnych wyzwań. Zaliczył więc m.in. bikemaraton TransCarpatia z Ustrzyk Górnych do Zakopanego oraz karkołomną i szaloną Bike Challenge, czyli terenową sześciodniówkę rowerową wokół Polanicy. Czterokrotnie - tym razem, oczywiście, na nartach - startował w Biegu Piastów na Polanie Jakuszyckiej oraz w najstarszym, najdłuższym i największym w świecie Biegu Wazów. Dwukrotnie pokonał 80-kilkometrowy Bieg Rzeźnika między Komańczą a Ustrzykami Górnymi. Długo by ciągnąć, bo próbował już bodaj wszystkiego. Startował w duathlonie, czyli kombinacji biegu i jazdy rowerem, oraz triathlonie, a więc połączeniu pływania, kolarstwa i biegania. Ba, przebojem wszedł do nordic walkingu, od razu sięgając po brąz na mistrzostwach świata w Austrii, w kategorii wiekowej 46-latków.


Łamanie barier
Wróćmy wszak do Limanowej i przyszłych aspiracji Bogusława Pawlikowskiego, kłócących się jakby z metryką.

- Jestem bardzo zadowolony z faktu, że zdołałem poprawić swój czas o przeszło 3 godziny. W przyszłorocznych mistrzostwach chciałbym jednak złamać barierę 20 godzin, a - w optymistycznym wariancie - nawet zejść poniżej 18. Myślę, że jest to możliwe. Trzeba przyjechać przynajmniej dzień wcześniej i ustawić się w czołówce, tak aby zaraz po sygnale startera szybko piąć się w górę, unikając blokowania i przeciskania się przez ogromną chmarę biegaczy – zawczasu już układa tę przyszłościową taktykę.

Na naturalne kryzysy, nadchodzące zwykle o trzeciej, czwartej nad ranem, kiedy nawet najwytrwalszego zawodnika dopada senność, nie ma już rady.

- Też miałem taką godzinę, kiedy wlokłem się jakby w amoku. Ale wraz pojawieniem się słoneczka zmobilizowałem się i już było dobrze. Cóż, bywają jednak przypadki, że z powodu deficytu glukozy słabsi zawodnicy zapadają na trasie w śpiączkę - opowiada o trudach takiej morderczej setki.

Zaraz potem przywołuje inny jeszcze epizod z Biegu Kierata:

- Jest niedziela, mniej więcej 22.00, a więc dwie godziny przed wyczerpaniem się ostatecznego limitu czasu. Jestem już po kąpieli i kolacji w hotelu. Z przyjaciółmi spacerujemy opodal limanowskiego rynku. Na ławeczce siedzi skrajnie zmęczony zawodnik z numerem startowym na kostiumie oraz kijami obok i dopytuje, ile zostało mu jeszcze do mety. Odpowiadamy, że 300 metrów. Odżegnywał się od jakiejkolwiek pomocy. Miał 2 godziny na to, aby wykrzesać z siebie tę resztkę sił na pokonanie tych kilkuset metrów. Nie czekałem, więc nie wiem, czy mu się udało - zastanawia się.

Oprócz zwycięstw nad samym sobą Bogusław Pawlikowski na drugim miejscu akcentuje właśnie przyjacielski klimat i wartość takich spotkań.


- Z roku na rok odnajduję wokół mnie coraz więcej znajomych twarzy. Znamy się z maratonów, rowerów, nart, wspinania po skałkach, z nordic walkingu... Są ludzie najrozmaitszych zawodów: lekarze, prawnicy, rzemieślnicy, przedsiębiorcy... W tej gromadzie jest też wiele osób po przejściach, a więc wychodzących z rozmaitych nałogów, po rozwodach i wielu życiowych traumach. W takich ekstremalnych próbach wielu odnajduje nowy sposób na życie - tłumaczy Bogusław Pawlikowski.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Złoża miedzi w Polsce: Nawet 165 mln ton surowca. Czy miedziowy boom napędzi polską gospodarkę?

Polska zajmuje szóste miejsce na świecie pod względem udokumentowanych zasobów miedzi. Pod względem produkcji plasujemy się jednak na bardziej odległej, trzynastej pozycji. Ta sytuacja może się jednak szybko zmienić. Kluczowa w tym surowcowym wyścigu będzie budowa jednej z największych kopalń miedzi w Europie – w rejonie Nowej Soli.

Inflacja może lekko przekroczyć 4 proc. pod koniec roku

Inflacja może nieznacznie przekroczyć 4 proc. pod koniec roku, natomiast wzrost gospodarczy w 2026 r. może wynieść 3,7 proc. - ocenili ekonomiści mBanku po poniedziałkowej publikacji GUS, która wskazała, że inflacja w sierpniu wyniosła 3,4 proc. rdr., a wzrost PKB w II kwartale sięgnął 3,9 proc. rdr.

Inwestycje mocnym wsparciem gospodarki w II kwartale

Na wyraźne przyspieszenie inwestycji i poprawę w przemyśle oraz budownictwie - wskazali w poniedziałkowym komentarzu do danych GUS ekonomiści ING. Podtrzymali jednocześnie prognozę wzrostu PKB w 2026 r. na poziomie 3,4 proc.

Wykryli nieprawidłowości wydatkowania środków publicznych na ponad 120 mld zł!

Krajowa Administracja Skarbowa wykryła nieprawidłowości na ponad 120 mld zł związane z dysponowaniem środkami publicznymi przez instytucje państwowe i pozarządowe - podało w poniedziałek Ministerstwo Finansów.