fot: Jerzy Chromik
Młodzież ze szkół górniczych może liczyć w pierwszej kolejności na zatrudnienie w kopalniach JSW jeszcze w tym roku
fot: Jerzy Chromik
Pole szkoleniowe zostało urządzone na nieczynnym już ruchowo poziomie 370. Eksploatację węgla zakończono na nim przed dwoma laty. Około 500 m wyrobisk zostało przystosowanych do potrzeb praktycznej nauki zawodu w każdej z górniczych specjalności. W drodze od podszybia przygotowano więc stanowiska m.in.: budowy odrzwi obudowy chodnikowej i stawiania obudowy drewnianej, budowy tam podsadzkowych, zabudowy torowiska, budowy zapór pyłowych i wodnych, wiercenia otworów, montażu przenośnika taśmowego i zgrzebłowego, instalowania kolejki podwieszanej oraz budowy wentylatora i lutniociągu.
Pole szkoleniowe zostało pomyślane tak, aby oswajać tych młodych ludzi z realiami rzeczywistej kopalni o 109-letniej tradycji górniczej, aby mogli uczyć się „chodzić po dole”. Jak każdy górnik w czasie praktyki, przemierzają więc tę samą drogę, tak jak dzieje się to w czynnej kopalni: szatnia, pobieranie lamp i pochłaniaczy, nadszybie, zjazd klatką, podszybie, komora felezunku, przewóz dołowy, zajęcia na stanowiskach szkoleniowych... Uczniowie wykonują proste prace, ale bodaj głównym walorem pola szkoleniowego jest właśnie to, że w najbardziej przyjazny sposób zapoznają się z kopalnią – mówi Adam Zelek, naczelny inżynier w „Wujku”.
Bezpiecznie...
Poziom jest dostosowany wentylacyjnie do potrzeb pola szkoleniowego, co oznacza brak jakiegokolwiek dostępu do nieczynnych wyrobisk – dodaje Marian Tomecki, główny inżynier górniczy.
Dyrektor kopalni, Krzysztof Kurak, podkreślał, że uczniowskie praktyki przebiegają nie tylko w naturalnych, ale – co szczególnie ważne – bezpiecznych warunkach. W „Wujku” występują bowiem wszystkie, istniejące w górnictwie, zagrożenia naturalne.
– Poziom 370, gdzie usytuowany jest POSZ, znajduje się w polu niemetanowym. Nie ma w nim również zagrożenia pożarowego i tąpaniami – akcentował Kurak.
W zajęciach jednorazowo może uczestniczyć do 50 praktykantów. W miarę, jak w patronackich szkołach KHW SA będzie rosła liczba uczniów najstarszych klas, stanowiska w polu szkoleniowym mogą zostać obłożone na dwie zmiany. Mimo że ideą jego utworzenia jest oswajanie młodych ludzi z realiami rzeczywistej kopalni, są jednak „górnikami” specjalnego traktowania. Mają wyodrębnioną łaźnię, „własny” fragment lampowni, specjalne przejście do szybu...
Piątkową szychtę uczniów z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 w Mysłowicach „zakłócił” prawdziwy desant białych hełmów. Obok pierwszych postaci z kierownictwa kopalni „Wujek” w tej szczególnej wizytacji uczestniczyli m. in.: Waldemar Mróz, wiceprezes zarządu KHW SA ds. pracy, Eugeniusz Małobęcki, dyrektor Zespołu BHP i Szkolenia w tej firmie, Ewa Zając, Iwona Goźlińska i Mirosław Kowalski, dyrektorzy patronackich Zespołów Szkół w Mysłowicach, Katowicach-Murckach i Katowicach-Janowie, a także przedstawiciele Okręgowego Urzędu Górniczego w Katowicach i Kuratorium Oświaty.
Zaklekotały wrota klatki, przebrzmiały dzwonki sygnalisty, szola zaczęła spadać w dół. Szczęść Boże!
Pierwszy kontrast: o ile w kopalni zwykle bywa brudno, ciepło i mokro, pole szkoleniowe można by uznać za górniczy salon. W zalanej światłem komorze felezunku górnicze lampy były tylko mało przydatnym rekwizytem. Rzeczywistość przypominały bodaj tylko twarde ławy z drewnianych feli, na których przycupnęli wizytatorzy.
Chcemy przyjąć tych młodych ludzi w przyjaznej kopalni, żeby się jej od razu nie przestraszyli – mówił, prowadzący podział pracy, Waldemar Kuśmierczyk, kierownik Działu Szkolenia w „Wujku”.
Pod okiem instruktorów
Stanowisko montażu przenośnika taśmowego i zgrzebłowego. Oko na dwójkę przyszłych techników mają tu górnik Rafał Małysiak i ślusarz Maciej Orzechowski.
– Prowadzimy instruktaż stanowiskowy, wyjaśniamy chłopakom, co robić i jakich użyć narzędzi. No i pilnujemy, żeby nie zrobili krzywdy sobie i innym – mówi Małysiak.
Na Marka Heliaka, Roberta Romańczyka i Dawida Czaickiego, czwartoklasistów z mysłowickiej „dwójki”, mieli baczenie instruktorzy Włodzimierz Glonek i Marek Jastrzębski.
– Zjazd na dół nie robi na nas szczególnego wrażenia. Już przywykliśmy – zapewniają.
Tomasz Jendyk na stanowisku wiertniczym zapomniał o robocie, obejmowany przez dyrektor szkoły, Ewę Zając. Uczniowie byli wyraźnie skonfudowani, jak w tak niecodziennych okolicznościach przywitać się z panią dyrektor.
Dopełnieniem uruchomienia POSZ była ceremonia podpisania umów o praktyczną naukę zawodu.