Wspomnienie Dominika Kolorza o prezydencie Lechu Kaczyńskim

Kolorz Dominik JAC

fot: Jacek Srokowski

- Jesteśmy spokojni o frekwencję - mówi szef górniczej „Solidarności”

fot: Jacek Srokowski

- Poznałem Lecha Kaczyńskiego w grudniu 2004 roku, był wówczas prezydentem Warszawy.

 

Spotkaliśmy się, żeby porozmawiać o udostępnieniu informacji potrzebnych do ścigania mafii węglowej. Pan prezydent miał do nich dostęp jako minister sprawiedliwości i prezes Najwyższej Izby Kontroli. Już wtedy zaskoczyło mnie perfekcyjne przygotowanie pana prezydenta, nie tylko do tematu, o którym rozmawialiśmy, ale także znajomość sytuacji górnictwa. Doskonale był zorientowany, ile było kiedyś kopalń i ile zatrudniały one ludzi, mimo że to zupełnie nie była jego działka. Już wtedy zwracał uwagę na zagrożenie importem węgla. Nie ma co ukrywać, że bardzo nam pomógł, jako górnikom, szczególnie przy ustawie emerytalnej, był takim mężem opatrznościowym. Jednoznacznie podkreślał, że sektor nie może być prywatyzowany, że na górnictwie opiera się bezpieczeństwo energetyczne kraju.

 

Mieliśmy zbieżne poglądy na wiele spraw, dlatego się rozumieliśmy.
 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.