Wityóm Wos całóm mojóm witaczkóm!
W nowym zachowano starą szatę graficzną autorstwa Danuty Knosalównej. Szkoda, że nie pokuszono się przy okazji o przypomnienie prac samego autora, który był absolwentem krakowskiej ASP i słynął z rysunków zamieszczanych niegdyś w redagowanym przez siebie piśmie „Kocynder”. No to wobec tego my przypominamy ligoniowy kunszt rysunkowy; zrobiliśmy to już tydzień temu, czynimy też dziś.
Dziwna rzecz, ale owa zacna śląska książka wydana została w Poznaniu. Stara to prawda, że nikt nie jest prorokiem we własnym domu. Wśród patronów medialnych zabrakło też katowickiej rozgłośni radiowej, z którą Ligoń był związany i jako autor i dyrektor i która nosi jego imię. Ale cóż; było już tak w latach 50, że Ligonia do jego ukochanej stacji nie wpuszczano, a jeden z niedawnych dyrektorów kazał wynieść jego popiersie do najciemniejszego kąta. Tak to już Stanisław Ligoń miał za życia i ma po śmierci – jedni go kochają, a inni nienawidzą. Jak to na Śląsku, gdzie różni ludzie próbują przykładać „swoje miary” do „nie swojej rzeczywistości”, na dodatek do rzeczywistości, której kompletnie nie rozumieją i zrozumieć nie chcą.
Wróćmy jednak do książki i jej autora. Pierwsze wydanie „Berów i bojek śląskich” ukazało się w roku 1931 – 1 tom i 1932 – 2 tom. O tym jak lubiana była to książka, niech świadczy fakt jej wydania w 1944 roku w Jerozolimie nakładem Sekcji Wydawniczej 3 Korpusu. Tamże jej fragmenty zamieszczono w poważnej publikacji pt. „Śląska ojczyzna”. Jednak najoryginalniejsze jej wydanie, także wojenne, kupiłem kiedyś na aukcji. To przepisane na maszynie fragmenty książki, następnie fachowo zszyte i oprawione w wojskowy brezent. Uczynił to w maju 1944 roku niejaki Tadeusz Kuciński, a jako miejsce wydania podał: Litzmannstadt.
A terozki bydymy berać razym ze sławnym Karlikiym z Kocyndra. Niykiere koński bydóm uopedziane tak, jak to zrobił Ligóń a niykiere tak, jak sie podobo Ecikowi. Choć inksze nasze uokiynka tyż bydóm.
Z taszy listonosza
Czytelnik podpisujący się Paulek przysłał m.in. takie wice:
– Moja staro to mie sie pozbyła już i łod łoża i łod stołu – wyżolo sie Masztalski Ecikowi.
– O pierona! – dziwi sie Ecik. – To ty już jeść tyż niy poradzisz?
Mały Bercik coś tam nazguobił i dostoł łod łojca szmary. Na kóniec zafuczany łojciec mu pado:
– Jo ci pokoża, ty lumpie lumpiasty! Łostatecznie żech jest twoim uojcym, abo niy?
– A co tatulku – odpowiado zabeczany Bercik. – Chcecie żebych zgadywoł?
Czekam na wasze dowcipy
Wierszyk ujka-kibica zamieszczę przy następnej okazji. Pan Paweł, jako pierwszy korespondent, otrzyma od nas „Bery i bojki śląskie” Stanisława Ligonia. Dziękuję też Panu Pawłowi z Katowic za e-mail. Dowcipy przedstawię następnym razem, bo dziś zrobiło się już ciasno. Czekam jednak na kolejne listy, a szczególnie na śląskie teksty ze słowem „łónaczyć” i jego pochodnymi. Na autorów najzabawniejszych i najtrafniejszych tekstów czekają upominki. Piszcie na adres redakcji z dopiskiem „Ecik” lub e-mail: ecik@gornicza.com.pl
Tóż Pyrsk!