Winiecki: Globalne ocieplenie to groźby ekoświrów
fot: tep.org.pl
- To dopiero początek procesu topnienia nie tyle lodowców, ile wiarygodności nowej religii - pisze prof. Winiecki w felietonie o nadużyciach IPCC
fot: tep.org.pl
Nie ma w ostatnich miesiącach dobrego klimatu dla IPCC, oenzetowskiej komisji do spraw zmian klimatycznych. Jej członkowie, w większości zwolennicy tezy o ludzkim pochodzeniu obecnego ocieplenia, a także organizacje ekologiczne muszą tłumaczyć się z kolejnych wpadek. Komisja uchodzi za ciało naukowe i o swoich raportach mówi, iż ucieleśniają najnowszą wiedzę na temat zmian klimatycznych - pisze w poniedziałek w portalu money.pl prof. Jan Winiecki.
Do tej najnowszej wiedzy krytycy mają od dawna wiele wątpliwości. Stąd określenie jednego z najgłośniejszych krytyków, prof. Freda Singera, iż jest to junk science, nauka śmieciowa, na wzór terminu finansowego junk stocks, akcje śmieciowe. Prawdopodobieństwo osiągnięcia przez nie zysku istnieje, ale jest ono niezwykle małe - eksponuje temat naukowiec i stawia tezę, że prawdopodobieństwo prawdziwości teorii, że człowiek jest źródłem globalnego ocieplenia, jest równie niewielkie.
Winiecki przypomina sławetny przeciek mailowy, który dowiódł, że "grupa klimatologów z University of East Anglia konspirowała w celu uniemożliwienia dostępu do danych, które pozwoliłyby na weryfikację postawionych przez nich tez przez innych badaczy". Podkreśla, że weryfikacja teorii przez powtarzanie badań jest fundamentem nauk ścisłych i sugeruje, że nie było to po myśli naukowców z East Anglia. Władze brytyjskie dopatrzyły się nawet w ich działaniu naruszenia prawa o swobodzie informacji, lecz przewinienie przedawniło się.
Felietonista wylicza, że afera ujawniła także zamiary utrącania niewygodnych artykułów podważających tezy zwolenników ludzkiego pochodzenia obecnego ocieplenia, zmian recenzentów, usuwania z kolegiów redakcyjnych krytycznych klimatologów i inne grzechy przeciw dobrym obyczajom naukowym.
- Kolejną wpadką było umieszczenie w ostatnim (czwartym) raporcie IPCC ostrzeżenia, że w ciągu ćwierćwiecza rozpuszczą się wszystkie lodowce w Himalajach (z winy działalności ludzkiej oczywiście). Przewodniczącego IPCC, zresztą też Hindusa (prof. Pachauriego), skrytykował właśnie minister Indii do spraw środowiska. Pachauri próbował kręcić, że on sam zauważył błąd i kazał sprostować dane, ale sprawa jest jeszcze bardziej kompromitująca - kontynuuje prof. Winiecki.
- Otóż pewien naukowiec w 1999 roku spekulował w rozmowie z dziennikarzem londyńskiego Sunday Times o takiej możliwości, nie podając żadnych badań naukowych jako podstawy takiej prognozy. To z kolei wystarczyło zwolennikom globalnego ocieplenia z organizacji WWF, by umieścić tezę z tej rozmowy w swojej propagandowej broszurze (jej zadaniem, jak każdej wypowiedzi ekoświrów, jest straszenie ludzi rzekomymi katastrofami). A naukowy raport IPCC z 2007 roku zadeklarował, że himalajskie lodowce znikną do 2035 roku - i to z (nie wiadomo skąd wziętym) 90-procentowym prawdopodobieństwem - czytamy w portalu money.pl.
Winiecki konkluduje: - Tak wyglądają naukowe podstawy raportów IPCC! Ktoś mógłby powiedzieć, że to wyjątek, ale zaprzecza temu kolejna wpadka ostatnich tygodni. Otóż okazało się, że raport IPCC z 2007 roku cytował wyniki badań, które dowodziły, iż katastrofy naturalne (huragany, powodzie, itd.) były od 1970 roku następstwem globalnego ocieplenia. Ale raport końcowy z badań, który ukazał się rok później stwierdzał, iż brak jest statystycznie udowodnionych związków między globalnym ociepleniem, a katastrofami naturalnymi!
- W mediach zaczynają pojawiać się głosy, domagające się oczyszczenia IPCC z propagandowych działań, rezygnacji Pachauriego, itp. Ale - jak sądzę - to dopiero początek procesu topnienia nie tyle lodowców, ile wiarygodności nowej religii, jak teorię o ludzkim pochodzeniu globalnego ocieplenia nazwał jeden z nieprzekonanych klimatologów... - kończy prof. Winiecki w portalu money.pl