Ratownik górniczy z kopalni Wujek jest jednym z pięciu hodowców orłów w Polsce

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

– Orzeł musi polować, bo jak nie będzie tego robił, to będzie bardzo agresywny dla ludzi – mówi Dawid Wilk

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

+8 Zobacz galerię

Galeria
(11 zdjęć)

Zawsze chciał mieć orła, ale dopiero gdy zamieszkał na wsi, mógł swoje marzenie spełnić. Fascynacja drapieżnymi ptakami pojawiła się u Dawida Wilka, ratownika górniczego z kopalni Wujek w Katowicach, wiele lat wcześniej. Był dzieckiem, gdy po raz pierwszy mógł takiego ptaka zobaczyć z bliska i go dotknąć.

– Miałem jedenaście lat, gdy ktoś do mojego taty przyniósł młodą pustułkę – wspomina. – Fruwać jeszcze nie umiała. Ale tak mnie zafascynowała, że potem zacząłem zajmować się tu jakimś myszołowem, tu innym ptakiem. Wkręciłem się, i to tak, że to nie jest już hobby, tylko choroba – dodaje ze śmiechem.

Z upływem lat chłopięce hobby przerodziło się w wielką pasję. Wyprowadził się z mieszkania w bloku, by hodować drapieżniki. Kupili z żoną dom z dużym ogrodem. Wyremontowali i postawił w ogrodzie woliery dla ptaków drapieżnych.

I dopiero wtedy mógł sobie sprawić wymarzonego orła. Wcześniej, w suszarni 10-piętrowego bloku trzymał jastrzębia. – Miałem na to zgodę innych lokatorów – wyjaśnia Dawid Wilk. – Najpierw w mieszkaniu trzymałem ptaki, ale bałagan robiły straszny. Na wsi od ośmiu lat mieszkamy. Specjalnie chałupę kupiłem, była do remontu, żeby tylko móc hodować ptaki.

Ojciec sokolnika hoduje kanarki. Dziadek miał owczarki niemieckie. A on hoduje ptaki drapieżne.

Sąsiedzi byli na początku zdziwieni, że ktoś takie coś trzyma w domu. Ksiądz, gdy pierwszy raz przyszedł do domu po kolędzie, to się zasiedział. Tak był zainteresowany opowieściami o skrzydlatych pupilach państwa Wilków.

– Zawsze będą ludzie, którzy są ciekawi i otwarci na nowości, ale są i tacy, którzy będą przeciwni wszystkiemu, co jest nowe, inne niż ich wyobrażenia o świecie – mówi górnik.

Żeby móc prowadzić hodowlę, musiał zdać egzaminy myśliwskie.

– Zapisałem się do koła łowieckiego. Zrobiłem egzaminy w Stacji Badawczej Polskiego Związku Łowieckiego w Czempiniu, gdzie się leczy, rehabilituje i hoduje ptaki drapieżne – wyjaśnia. – Bez uprawnień tych ptaków nie można legalnie hodować. Mam zgodę ministra środowiska na przetrzymywanie ptaków – dodaje.

Orły, sokoły są używane do polowań. Orzeł może upolować zająca, lisa, a nawet sarnę. Jeżeli są wykorzystywane do tego celu, to tylko w okresie łowieckim. Na szczególne sukcesy – w porównaniu z dubeltówką czy sztucerem – nie ma co liczyć. Łowy odbywają się tak, jak to się dzieje w naturze. Na 50 ataków na zające orzeł upoluje jednego. A myśliwy z bronią ustrzeliłby dużo więcej.

– W tej mojej pasji nie chodzi o łup, ale o obserwację całej akcji – tłumaczy Wilk. – Broń mnie nigdy nie kręciła. Orzeł, gdy nie jest głodny, to nie poluje.

Państwo Wilkowie mają yorkshire terriera o imieniu Luluś. W niezłej komitywie żyje z latającymi pupilami. Kiedyś z przerażeniem zobaczyli, jak Luluś liże łapy orlicy. Jednym uderzeniem dzioba mogła go zabić, tak jak lisa w czasie polowania. A na dodatek orlica była z tego gatunku, który w Mongolii poluje na wilki. Ważyła 8 kg. W stosunku do Lulusia zachowywała się jednak przyjaźnie.

– To są inteligentne ptaki – mówi sokolnik. – Wiedzą, że na swoim placu się nie poluje. I to są ptaki na całe życie, bo dożywają 40, 50 lat.

Myśli o rozmnożeniu swojej hodowli. Jednak nie jest to taka prosta sprawa. Trzeba dopasować ptaki do siebie.

– Jest jednak nadzieja, bo sokoły wędrowne mają się ku sobie – cieszy się.

Pierwszy orzeł, którego kupił, cztery lata temu tragicznie zginął. Usiadł na słupie wysokiego napięcia, prąd go poraził i się spalił.

– Kupiłem kolejnego orła, polował, ale się czymś zraził, więc go sprzedałem i kupiłem nowego – opowiada Wilk. – To orlica, bardzo konkretna i zażarta. Ona może upolować i dorosłą sarnę. Taką to ma moc. Orzeł musi polować, bo jak nie będzie tego robił, to będzie bardzo agresywny dla ludzi. Musi się rozładować – dodaje.

W wolierze są dwa orły – samiec Olek i samica Ksenia oraz sześć sokołów rarogów – zwyczajny oraz wędrowne. Jest i sowa, którą ma od pisklaka z Leśnego Parku Niespodzianek w Ustroniu.

– Od małego ją wychowałem, łaziła po domu – opowiada. – Aby mieć kontakt z sową, trzeba ją od pisklaka wychowywać. Ferbuś, bo tak ma na imię sowa, ma pięć lat i grał nawet w reklamie kropli.

Dawid Wilk, ratownik górniczy z kopalni Wujek powtarza, że trzeba mieć w życiu jakiś cel i pasję, aby czerpać z niego radość.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Badania jaskiń podważają podręcznikowy obraz Tatr

Czy lodowce rzeczywiście wyrzeźbiły tatrzańskie doliny? Nowe badania polsko-amerykańskiego zespołu naukowców pokazują, że odpowiedź może być zaskakująca. Analiza osadów zachowanych głęboko w tatrzańskich jaskiniach wskazuje, że około 80 proc. współczesnej głębokości dolin po północnej stronie Tatr istniało już 1,6 mln lat temu – zanim doszło do największych zlodowaceń plejstocenu.

Urlopowe remonty? No niestety, to polska tradycja

Blisko 60 proc. ankietowanych wskazało, że przynajmniej część urlopu przeznacza na naprawy, odświeżanie lub remont mieszkania - wynika z raportu UCE Research i platformy Fachurra.pl. W ocenie ekspertów wpływ na te decyzje mają rosnące w ostatnich latach koszty usług remontowo-budowlanych.

Przydomowa retencja to przyszłość

Zakaz tzw. greenwashingu z lekkim opóźnieniem

Sejmowe komisje uznały w środę, że opracowany przez UOKiK projekt zakazujący tzw. greenwashingu, czyli reklamowania produktów jako przyjaznych dla środowiska, choć nie potwierdza tego stosowny certyfikat, wymaga "przemyślenia" przez wnioskodawcę. Rozpatrzenie projektu przeniesiono na wrzesień.

Gliwice domykają obwodnicę. Zgłosiło się 10 wykonawców

Zakończyło się przyjmowanie ofert w przetargu na budowę brakującego fragmentu południowej obwodnicy Gliwic między ul. Rybnicką a ul. Bojkowską. Do postępowania zgłosiło się 10 firm, a ich propozycje cenowe mieszczą się w przedziale od nieco ponad 29 mln zł do niemal 40 mln zł – informują w gliwickim magistracie.