Wiceminister Marian Zmarzły proponuje powołanie nowego pełnomocnika w rządzie. Przełom w zarządzaniu górnictwem?
Wiceminister energii Marian Zmarzły proponuje powołanie Pełnomocnika Rządu ds. Bezpieczeństwa Transformacji Górnictwa Węgla Kamiennego i Energetyki. Pełnomocnik miałby koordynować decyzje dotyczące krajowego wydobycia, restrukturyzacji, importu i wygaszania aktywów, tak aby tempo zmian nie naruszało stabilności systemu energetycznego i było bezpieczne dla obywateli.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Marian Zmarzły, wiceminister energii, podczas konferencji „Trójkąt Transformacji” zorganizowanej przez netTG.pl i "Trybunę Górniczą"
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Wiceminister energii Marian Zmarzły proponuje powołanie Pełnomocnika Rządu ds. Bezpieczeństwa Transformacji Górnictwa Węgla Kamiennego i Energetyki. Pełnomocnik miałby koordynować decyzje dotyczące krajowego wydobycia, restrukturyzacji, importu i wygaszania aktywów, tak aby tempo zmian nie naruszało stabilności systemu energetycznego i było bezpieczne dla obywateli.
31 października minie rok od powołania Mariana Zmarzłego na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Energii odpowiedzialnego za górnictwo. Do resortu przyszedł bezpośrednio z branży – po blisko trzech dekadach pracy w kopalniach i strukturach Jastrzębskiej Spółki Węglowej, w tym na stanowiskach dyrektorskich.
Jak sam podkreśla, pierwsze miesiące jego urzędowania zdominowały nowelizacja ustawy górniczej, osłony dla pracowników, problemy płynnościowe spółek oraz temat dotyczący notyfikacji systemu wsparcia. Jeszcze w grudniu 2025 r. Zmarzły deklarował, że rząd realizuje umowę społeczną i nie zapowiada jej jednostronnej zmiany, choć dopuszcza przyszłą rozmowę ze stroną społeczną. Wiosną 2026 r. podkreślał natomiast, że notyfikacja rozwiązań dotyczących JSW będzie wymagała odrębnego postępowania.
Po niemal roku minister przedstawia szerszą diagnozę
. Jego zdaniem problemem nie jest brak dokumentów strategicznych, lecz rozproszenie odpowiedzialności pomiędzy resortami, właścicielem aktywów, spółkami górniczymi i energetycznymi oraz administracją odpowiedzialną za skutki społeczne i środowiskowe.
Skala wyzwania pozostaje duża: w ubiegłych latach oraz od stycznia do maja 2026 r. węgiel kamienny i brunatny odpowiadały łącznie za ponad 60% proc. krajowej produkcji energii elektrycznej. Program ministra zakłada więc nie zatrzymanie transformacji, lecz powołanie jednego ośrodka odpowiadającego za jej kolejność, tempo i bezpieczeństwo. Koncepcja będzie musiała przejść trzy zasadnicze testy: realnego mandatu politycznego, wiarygodności danych oraz zgodności z unijnymi regułami konkurencyjności i pomocy publicznej.
Z wiceministrem energii Marianem Zmarzłym rozmawia red. Kajetan Berezowski
Mija prawie rok od objęcia przez Pana stanowiska. Zaczynał Pan od gaszenia najbardziej bezpośrednich kryzysów. Dzisiaj proponuje Pan przebudowę całego sposobu zarządzania transformacją. Co zmieniło się w Pańskiej diagnozie?
Nie zmienił się kierunek transformacji. Zmieniła się perspektywa mojej oceny. W pierwszych miesiącach trzeba było skoncentrować się na problemach wymagających natychmiastowej reakcji: bezpieczeństwie pracowników, sytuacji spółek, rozwiązaniach prawnych i warunkach dalszego finansowania procesu. Nie mogliśmy pozwolić, żeby sektor wszedł w fazę niekontrolowanych upadłości.
Równolegle korzystałem z wiedzy i doświadczeń wypracowanych w ramach wcześniejszych projektów badawczo-rozwojowych finansowanych. Projekty te łączyły dane o zasobach, uciążliwości eksploatacji, zdolnościach produkcyjnych kopalń, popycie i logistyce. Bardzo ważną lekcją była dla mnie również praca w Międzyresortowym Zespole zajmującym się skutkami zapadlisk i podtopień w Trzebini oraz rejonie olkuskim.
Te dwa doświadczenia – analityczne i praktyczne – pozwoliły mi zbudować robocze zaplecze eksperckie i spojrzeć na transformację nie przez pryzmat jednej spółki, lecz całego systemu. Doszedłem do wniosku, że notyfikacja, osłony społeczne i harmonogramy likwidacyjne są niezbędne, ale same nie wystarczą do bezpiecznego przeprowadzenia procesu. Potrzebujemy również jednego ośrodka odpowiedzialności, który będzie potrafił połączyć decyzje gospodarcze, energetyczne, społeczne i środowiskowe w jeden spójny proces. Państwo musi przejść od reagowania na kolejne kryzysy do zarządzania całym procesem.
No właśnie, niemal od początku urzędowania musiał się Pan też zmierzyć z trudnymi konsekwencjami restrukturyzacji w rejonie olkuskim, a wkrótce potem został Pan przewodniczącym Międzyresortowego Zespołu ds. zapadlisk i podtopień w Trzebini oraz rejonie olkuskim. Jak to doświadczenie wpłynęło na Pańską koncepcję Pełnomocnika?
Zdecydowanie. W Trzebini i rejonie olkuskim transformacja przestaje być abstrakcyjnym harmonogramem. Widzimy odtwarzanie się stosunków wodnych po zakończeniu odwadniania, zapadliska, podtopienia, zagrożenia dla infrastruktury oraz codzienne obawy mieszkańców. Prace zespołu pokazują, że odpowiedzialność państwa nie kończy się wraz z zakończeniem wydobycia.
Trzeba skoordynować geologię, gospodarkę wodną, ochronę środowiska, zarządzanie kryzysowe, finansowanie i działania samorządów. To doświadczenie chcę włączyć do programu bezpieczeństwa transformacji. Pełnomocnik powinien więc patrzeć nie tylko na wielkość wydobycia i bilans mocy, lecz także na długofalowe skutki środowiskowe, przestrzenne i społeczne. Transformacja musi być bezpieczna również z perspektywy ludzi mieszkających na terenach pogórniczych.
W swoim programie stawia Pan bardzo mocną tezę: państwo finansuje skutki chaosu, ale nie eliminuje jego przyczyn. Co jest podstawową przyczyną?
Rozproszenie odpowiedzialności. Kopalnie planują wydobycie, energetyka – zakupy paliwa i pracę jednostek wytwórczych, a inne podmioty odpowiadają za import oraz politykę społeczną, właścicielską, budżetową i regionalną. Każdy może prawidłowo realizować własny zakres, a mimo to cały system może zmierzać w złym kierunku. Nie ma jednej osoby, którą można zapytać: dlaczego krajowa produkcja nie odpowiada zapotrzebowaniu? Dlaczego likwidujemy określoną zdolność właśnie teraz? Czy nowa moc rzeczywiście jest już gotowa? Jaki będzie koszt tej decyzji dla energetyki, budżetu i regionu? Dlatego proponuję jeden ośrodek odpowiedzialności. Musi być wiadomo, kto odpowiada za spójność decyzji i kto jest rozliczany z wyniku całego procesu.
Czy tym ośrodkiem ma być Pełnomocnik Rządu do spraw Bezpieczeństwa Transformacji Górnictwa Węgla Kamiennego i Energetyki?
Tak. To robocza nazwa, ale dobrze oddaje sens funkcji. Nie chodzi o osobę zajmującą się wyłącznie zamykaniem kopalń ani o zarządzanie całym sektorem energetycznym. Pełnomocnik powinien odpowiadać za obszar, w którym spotykają się górnictwo węgla kamiennego, energetyka konwencjonalna, ciepłownictwo, bezpieczeństwo dostaw, restrukturyzacja spółek i harmonogram uruchamiania nowych mocy. Jego zadaniem byłoby zapewnienie, aby ograniczanie krajowych zdolności wydobywczych następowało w zgodzie z rzeczywistą zmianą struktury wytwarzania energii, a nie w oderwaniu od niej.
W założeniach programu Pełnomocnik miałby otrzymać bardzo szeroki mandat: strategię, nadzór, finansowanie, a nawet wpływ na decyzje kadrowe. Czy nie oznacza to stworzenia politycznego zarządcy?
Nie proponuję ręcznego zarządzania kopalniami i elektrowniami. Zarządy muszą nadal odpowiadać za działalność operacyjną przedsiębiorstw. Nie możemy jednak utrzymywać sytuacji, w której spółki Skarbu Państwa realizują wzajemnie sprzeczne cele, a nikt nie odpowiada za wynik całościowy. Jeżeli państwo przyjmuje określoną strategię, musi mieć możliwość egzekwowania jej realizacji również poprzez politykę właścicielską.
Mandat Pełnomocnika powinien obejmować dostęp do danych, monitorowanie wykonania strategii, przedstawianie Radzie Ministrów wariantów rozstrzygnięć, rozliczanie przyjętych celów i inicjowanie zmian, gdy system odchodzi od bezpiecznej ścieżki. Tak szeroka odpowiedzialność wymaga bezpieczników: jawnych mierników, audytu założeń, okresowego raportowania i możliwości odtworzenia przesłanek każdej decyzji.
Czy centralizacja odpowiedzialności ma ostatecznie prowadzić do połączenia spółek górniczych w jeden państwowy podmiot?
Nie zaczynałbym od tworzenia jednego wielkiego holdingu. Najpierw trzeba scentralizować odpowiedzialność strategiczną, dane, planowanie oraz politykę właścicielską. Dopiero później można rozstrzygać, czy połączenie określonych aktywów przyniesie rzeczywisty efekt ekonomiczny.
Spółki produkujące węgiel energetyczny i koksowy oraz przedsiębiorstwa funkcjonujące w grupach energetycznych mają odmienne modele biznesowe. Konsolidacja nie może polegać na mechanicznym przenoszeniu strat jednych podmiotów na drugie. Ma ona sens wyłącznie tam, gdzie przynosi mierzalny efekt: ogranicza koszty administracyjne, poprawia wykorzystanie infrastruktury, zwiększa siłę zakupową lub pozwala lepiej zarządzać portfelem kopalń. Najpierw centralizacja odpowiedzialności; dopiero potem – tam, gdzie uzasadnia to rachunek ekonomiczny – centralizacja aktywów.
Jakie narzędzia powinien otrzymać Pełnomocnik, aby ta funkcja nie pozostała wyłącznie administracyjnym symbolem?
Przede wszystkim jednoznaczny mandat, prawo dostępu do danych, możliwość koordynowania polityki właścicielskiej i przedstawiania Radzie Ministrów wariantów rozstrzygnięć. Pełnomocnik potrzebuje również stałego zaplecza analitycznego, które nie może jednak zastępować ani decyzji, ani odpowiedzialności Pełnomocnika. Nie potrzebujemy tworzenia kolejnych statycznych dokumentów. Potrzebujemy narzędzi aktualizowanych wraz ze zmianą zapotrzebowania, cen paliw, kosztów emisji, sytuacji geopolitycznej, tempa budowy nowych mocy i rzeczywistych możliwości produkcyjnych kopalń.
Musimy porównywać konsekwencje wariantów: wcześniejszego zamknięcia kopalni, opóźnienia energetyki jądrowej, kryzysu dostaw gazu czy zmiany zapotrzebowania. Wypracowany model ma ostrzegać i porządkować informacje. Ostateczna decyzja i odpowiedzialność muszą pozostać po stronie Pełnomocnika oraz właściwych organów państwa.
Mówi Pan o własnym zapleczu roboczym. Czy jest to formalnie powołany zespół?
Nie. Nie tworzę kolejnego formalnego ciała administracyjnego. Posiadamy zaplecze łączące pracowników z wiedzą ekspertów zewnętrznych, z którymi resort współpracuje przy projektach i analizach. Pracownicy resortu uczestniczyli w różnych pracach, więc nie zaczynamy od zera. Musimy ustalić, jakie dane są niezbędne, jak mierzyć realną dostępność zasobów i jakie warunki powinny poprzedzać nieodwracalne zamknięcie aktywa. Równolegle prowadzimy dialog ze spółkami, pracownikami, stroną społeczną i regionami. Program nie może powstać wyłącznie za biurkiem w Warszawie.
Czy rolą Pełnomocnika będzie zbudowanie operacyjnego mostu pomiędzy energetyką klasyczną a nowym systemem?
Tak, ale ten most nie może być wyłącznie publicystyczną metaforą. Pierwszy przyczółek tworzą istniejące kopalnie, bloki węglowe, kadry i krajowe zasoby. Drugi – nowe moce dyspozycyjne, zdywersyfikowane źródła gazu, rozbudowane sieci, rezerwy systemowe, a docelowo energetyka jądrowa. Rolą Pełnomocnika jest określenie kolejności ograniczania starego systemu tak, aby nie osłabić bezpieczeństwa przed uruchomieniem nowego.
Transformacja nie polega na samym zamykaniu aktywów, lecz na skutecznym zastępowaniu pełnionych przez nie funkcji. Kamienie milowe powinny wynikać z rzeczywistego uruchamiania nowych mocy dyspozycyjnych, infrastruktury gazowej, sieci, rezerw i energetyki jądrowej. Narzędzia analityczne mogą wspierać ich ocenę, ale to Pełnomocnik ma pilnować, aby żadna funkcja bezpieczeństwa nie została utracona przed jej zastąpieniem.
W swoich publicznych wypowiedziach wielokrotnie podkreślał Pan, że do czasu uruchomienia energetyki jądrowej system powinien opierać się na dwóch filarach – węglu i gazie. To teza od lat formułowana przez prof. Stanisława Tokarskiego. Podziela Pan tę diagnozę?
Uważam, że jest to bardzo ważny punkt wyjścia. Nie możemy zastąpić uzależnienia od jednego paliwa uzależnieniem od drugiego. Gaz jest bardziej elastyczny i mniej emisyjny niż węgiel, ale pozostaje w znacznym stopniu paliwem importowanym, podatnym na sytuację geopolityczną i ceny światowe. Węgiel jest bardziej emisyjny, lecz w dużej części pochodzi z własnych zasobów i jest powiązany z istniejącymi mocami sterowalnymi. Do czasu pełnego uruchomienia energetyki jądrowej potrzebujemy obu filarów. System przejściowy musi dysponować także odpowiednimi sieciami, rezerwami i zdolnościami bilansującymi.
Bezpieczeństwo powinno być oparte w możliwie największym stopniu na własnych zasobach, krajowych kompetencjach i zdolności bezpiecznego przetwarzania paliw w energię. Jestem inżynierem górnikiem, dlatego patrzę na ten proces przede wszystkim z perspektywy bezpieczeństwa surowcowego i technicznego. Pełnomocnik nie powinien rozstrzygać abstrakcyjnego sporu „węgiel czy gaz?”, lecz określać, w jakich proporcjach, przez jaki czas i na jakich warunkach oba paliwa mają stabilizować system do czasu przejęcia ich funkcji przez energetykę jądrową i inne nowe moce. Zaplecze analityczne ma mu w tym pomagać, a nie zastępować decyzję.
Czy ta koncepcja oznacza, że państwo, energetyka i odbiorcy będą musieli zapłacić premię za utrzymywanie krajowych zdolności wydobywczych?
Bezpieczeństwo ma swoją cenę, ale nie może być automatyczną zgodą na finansowanie nieefektywności. Nie budujemy programu najtańszego węgla, lecz program porównujący koszt utrzymania potrzebnej zdolności z kosztem jej utraty, niedoboru energii, wzrostu zależności importowej i ewentualnej odbudowy.
Każde aktywo powinno mieć przypisaną konkretną funkcję, wymagany wolumen, koszt gotowości i termin jej wykonywania. Ewentualne wsparcie musi być czasowe, przejrzyste i powiązane z programem redukcji kosztów. Nie możemy uznawać bieżącej ceny importowanego paliwa za jedyne kryterium, jeżeli nie uwzględniamy ryzyka dostaw, kosztów niedostarczonej energii i skutków likwidacji krajowych zdolności.
Czy takie podejście nie oznacza w praktyce ochrony górnictwa przed transformacją?
Nie. Kierunek transformacji jest nadany. Umowa społeczna wyznacza horyzont do 2049 r., a dokumenty energetyczne przewidują ograniczanie roli węgla. Spór nie dotyczy tego, czy transformacja ma się odbyć. Dotyczy tego, czy przeprowadzimy ją w sposób kontrolowany. Pełnomocnik, opierając się na danych i analizach, powinien także wskazywać aktywa, których dalsze utrzymywanie nie ma uzasadnienia.
Jeżeli kopalnia nie dysponuje realnie dostępnymi zasobami, nie ma odbiorcy, jej koszty są nieakceptowalne, a funkcje bezpieczeństwa zostały przejęte przez inne źródła, nie ma podstaw do sztucznego przedłużania jej działalności. To nie ma być mechanizm obrony każdej kopalni. To ma być mechanizm ochrony państwa przed decyzjami podejmowanymi bez pełnego rachunku skutków.
W debacie często słyszymy, że Polska „leży na węglu”. Czy rzeczywiście dysponujemy zasobami wystarczającymi na okres przejściowy?
Polska ma dużą bazę geologiczną. Według bilansu na koniec 2025 r. zasoby bilansowe węgla kamiennego wynosiły 64,555 mld ton. W złożach zagospodarowanych znajdowało się jednak 28,738 mld ton, a zasoby przemysłowe wynosiły 3,911 mld ton. Te liczby opisują różne poziomy dostępności i nie wolno ich utożsamiać z paliwem gotowym do wydobycia. Trzeba odróżnić zasoby znajdujące się w dokumentacji od zasobów przemysłowych, operatywnych i rzeczywiście udostępnionych.
Znaczenie mają infrastruktura, koncesje, jakość węgla, zagrożenia naturalne, głębokość, koszty oraz czas potrzebny do przygotowania produkcji. Zaplecze Pełnomocnika musi więc oceniać dostępność realną, nie tylko ewidencyjną. Zamknięcie szybu lub kopalni nie usuwa zasobu z górotworu, lecz może praktycznie pozbawić państwo możliwości jego wykorzystania. To różnica między zasobem geologicznym a zdolnością produkcyjną.
A system ETS? Jak program bezpieczeństwa transformacji ma uwzględniać ekonomikę wysokoemisyjnych aktywów?
Nie może ignorować kosztów emisji – byłby wtedy niewiarygodny. ETS powinien jednak być jednym z parametrów, a nie jedynym mechanizmem automatycznie wyznaczającym termin zamknięcia. System handlu emisjami wycenia CO₂, ale nie wycenia wprost kosztu niedostarczonej energii, ryzyka zerwania importu paliwa, utraty krajowych kompetencji ani konsekwencji społecznych niekontrolowanej likwidacji. Potrzebujemy pełnego rachunku systemowego. Może on wykazać, że określone aktywo należy wyłączyć. Może też wykazać, że przez określony czas jego utrzymanie, mimo kosztu emisji, jest tańsze niż ryzyko powstania luki w systemie.
Co powinno być pierwszym efektem pracy Pełnomocnika?
Pełnomocnik nie może być stanowiskiem honorowym. Musi otrzymać realny mandat, dostęp do danych i możliwość koordynowania działań państwa. Model optymalizacji byłby jednym z jego narzędzi doradczych, ale nie zastąpi przywództwa ani odpowiedzialności.
Po pierwsze Państwo nie może podejmować decyzji na podstawie nieporównywalnych informacji. Po drugie, portfel aktywów określający, które kopalnie i jednostki wytwórcze pełnią konkretną funkcję w okresie przejściowym, jaki jest koszt tej funkcji i kiedy może ona zostać bezpiecznie przejęta przez inne technologie. Z tym powinny być powiązane przejrzyste formuły cenowe, które nie przenoszą automatycznie nieefektywności na energetykę i odbiorców. Po trzecie, okresowy test bezpieczeństwa.
Przed zamknięciem aktywa powinniśmy sprawdzić gotowość nowych mocy i infrastruktury zastępczej, sytuację paliwową, bilans mocy, koszty, odporność na kryzys oraz skutki środowiskowe, przestrzenne i społeczne dla regionu i mieszkańców terenów pogórniczych. Po czwarte, publiczny system odpowiedzialności. Musi być wiadomo, kto rekomendował decyzję, na podstawie jakich danych i z jakim założonym skutkiem.
Z jaką tezą chce Pan wejść do panelu otwierającego Future Mining Forum&Expo?
Nie chcę rozpoczynać kolejnej debaty o tym, czy jesteśmy „za węglem”, czy „przeciw węglowi”. Chcę zapytać, czy jesteśmy gotowi zarządzać transformacją jak poważnym procesem gospodarczym, technicznym, społecznym i środowiskowym. Czy potrafimy wskazać jeden ośrodek odpowiedzialności, zbudować wspólną bazę danych, ustalić mierzalne kryteria i podejmować decyzje zgodnie z rzeczywistą gotowością nowego systemu?
Pełnomocnik ma odpowiadać za proces. Jego zaplecze eksperckie ma weryfikować założenia i prowadzić dialog ze środowiskiem. Model ma być jednym z narzędzi wspierających decyzje, a nie drugim ośrodkiem odpowiedzialności. Pełnomocnik nie ma zatrzymać Polski po stronie węgla. Ma zbudować bezpieczny most między wygaszaniem starego systemu a uruchomieniem nowego, opartego docelowo na energetyce jądrowej.