Węgiel - niechciany gracz na gazowym rynku?

Instalację zgazowania węgla można wybudować w 4 - 5 lat. To niedługo, zważywszy na mniej więcej ośmioletni cykl inwestycyjny w energetyce, czy kilkanaście lat, potrzebne na budowę nowej kopalni. Technologie zgazowania są gotowe i sprawdzone komercyjnie w wielu krajach. Mimo to polskie przymiarki do ich wykorzystania dotąd szły opornie. Biznesowa ostrożność? Tak, ale i niepewność potencjalnych inwestorów co do politycznego przyzwolenia i reakcji gazowego lobby, niechętnie przyglądającego się coraz śmielszym projektom produkcji gazu z węgla.

Przyspieszenie przyszło w ostatnich miesiącach. Projekty oparte o wykorzystanie gazu pochodzącego z węgla ogłosiły wiodące firmy chemiczne - Zakłady Azotowe w Puławach i Kędzierzynie. Obie firmy mają już wstępne analizy, potwierdzające zasadność budowy instalacji zgazowania; teraz czekają na szczegółowe studia wykonalności. leżeli opracowania pokażą opłacalność inwestycji, za 5 - 6 lat na rynek mogą trafić pierwsze chemikalia, wytworzone z wykorzystaniem zgazowanego węgla. I choć nie zmieni to znacząco struktury gazowego rynku, nie sposób będzie nie widzieć, że w postaci węgla pojawi się na nim nowy gracz, który może popsuć innym interes.

- Gra interesów, istotna dla przyszłości zgazowania węgla, bez wątpienia istnieje. Relacja węgiel-gaz to oś potencjalnego konfliktu, bo zarówno argumenty ekonomiczne i technologiczne, jak i polityczne, przemawiają za tym, by gaz z węgla przynajmniej w części zastąpił gaz ziemny
- ocenia Marek Ściążko, dyrektor Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu. - Firmy chemiczne są ostrożne, bo lobby gazowe jest bardzo silne i nie zamierza stracić odbiorcy. Dlatego potrzebne jest państwo, które swoim działaniem stworzy warunki do takich inwestycji.

Polityczne zgazowanie?
Statystyki pokazują, że gaz z węgla nie zachwieje gazowym rynkiem. Nawet gdyby postawić nie dwie, a cztery instalacje zgazowania, dające łącznie ok. 2 mld metrów sześć, gazu, będzie to niewielka część krajowej konsumpcji tego surowca, przekraczającej 13 mld metrów sześć, rocznie. Tym bardziej, że zgazowanie rozpoczęłoby się dopiero za kilka lat, a prognozy wskazują, że już około 2020 roku polskie zużycie gazu zostanie podwojone. Niezależnie od tego, na ile skuteczna okaże się do tego czasu polityka dywersyfikacji dostaw gazu, z całą pewnością Polska nadal skazana będzie na import tego surowca i trudne negocjacje cenowe z dostawcami.
- Samo posiadanie instalacji zgazowania węgla oznacza zmianę pozycji w negocjacjach cenowych z dostawcą gazu. To swoisty sygnał niezależności, a zarazem krok w kierunku umocnienia bezpieczeństwa energetycznego, bo węgiel to jedyny zasób paliwa pierwotnego, jaki mamy w dużych ilościach - przekonuje dyrektor zabrzańskiego instytutu. - Gra interesów między węglem a gazem jest normalna. Rolą rządu jest wyważenie różnych interesów i wybór strategii najlepszej z punktu widzenia państwa i gospodarki. W tym znaczeniu decyzja o zgazowania węgla jest decyzją polityczną. W obecnej sytuacji to bardzo potrzebna decyzja.
Wiceminister Skarbu Państwa Krzysztof Żuk, odpowiedzialny w resorcie m.in. za sektor chemiczny, bagatelizuje polityczny wymiar sprawy.
- O tym, czy wybierając kierunek zgazowania węgla zakłady azotowe zrobią dobrze czy źle, muszą nas przekonać opracowywane właśnie studia wykonalności tych projektów. To wszystko musi mieć podtekst tylko i wyłącznie biznesowy. Tu nie ma żadnej polityki - zapewnia.

Węgiel dla Azotów
Dla Zakładów Azotowych Puławy studium wykonał ności przygotowuje uznana amerykańska firma inżynieryjna Bechtel. Dokument ma być gotowy pod koniec roku. Jeżeli projekt dojdzie do skutku, będzie jedna z największych inwestycji w polskim sektorze chemicznym. Jego wartość eksperci oceniali wcześniej na ponad 2 mld zł; opracowanie specjalistów Bechtela ma m.in. uszczegółowić te szacunki. Z węgla mogłaby pochodzić nawet połowa zużywanego dziś w zakładach gazu.
- Zakładamy uzyskanie 450 min metrów sześć, gazu syntezowego. Obecne roczne zużycie to 850-900 min metrów sześciennych. Dziś zużywamy także ok. 700 tys. ton węgla na potrzeby energetyczne. Po powstaniu instalacji zgazowania zapotrzebowanie na węgiel wzrosłoby do 2 min ton rocznie - zapowiada rzecznik Zakładów Azotowych Puławy, Grzegorz Kulik, przypominając, że zgazowanie węgla w Puławach to wspólny projekt zakładów i pobliskiej kopalni Bogdanka. Ponad rok temu obie firmv podpisały list intencyjny w tej sprawie.
Duży i pewny odbiorca węgla to zawsze dobry partner dla górnictwa.
- Projekt Puław wpisuje się w nasz program inwestycyjny. Po jego zakończeniu zdolności produkcyjne kopahi: zostaną podwojone, do ok. 10 min ton w 2014 roku. Dla nas zakłady azotowe to przede wszystkim duży odbiorca węgla, położony prawie w bezpośrednim sąsiedztwie, dobry partner handlowy. A z punktu widzenia Puław projekt ja; niezwykle istotny także dlatego, że służy uniezależnieniu się od dostaw gazu ze Wschodu - wyjaśnia rzecznik „Bogdanki”, Grzegorz Gawroński.

Przedstawiciele puławskich azotów przyznają, że projekt zgazowania węgla należy do ważniejszych, ujętych w strategii biznesowej firmy do 2017 roku. Cel - dywersyfikacja surowcowa, czyli szukanie alternatywy dla rosyjskiego gazu. Dlatego realizacja tego projektu oznacza mniejsze zyski dla krajowego dostawcy - Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. Jego przedstawiciele przyznają, że firma nie wypracowała jeszcze żadnej strategii podejścia do zgazowania węgla, ale zarzekają się, że PGNiG nie będzie przeszkadzać w realizacji takich projektów. Milczą jednak pytani, czy gazowy gigant dostrzega swój interes w tym, by się w nie zaangażować.

- Chociaż naszym celem jest dostarczanie gazu, nie jesteśmy przeciwni szukaniu innych rozwiązań przez firmy chemiczne i nie zamierzamy przekonywać żadnego z naszych partnerów do odstąpienia od planów budowy instalacji zgazowania węgla. To stosunkowo nowe projekty, w początkowej fazie rozwoju. Przyglądamy się im, obserwujemy i analizujemy rynek. Dziś nie postrzegamy tego zjawiska w kategorii konkurencji - deklaruje Barbara Kluza z PGNiG. Jak mówi, kluczowe będą analizy dotyczące opłacalności takich projektów, tym bardziej, że - podkreśla - drożeje nie tylko gaz, ale i węgiel.

Przedstawiciele PGNiG nie wykluczają, że gdy sprawy nabiorą konkretnych kształtów, firma wypracuje strategię wobec tego rynku.
Wiceminister Żuk jest daleki od przypuszczeń, by lobby gazowe mogło zaszkodzić projektom zgazowania węgla. Dostrzega natomiast problem, jakim dla PGNiG może być utrata odbiorców. Namawia jednak do tego, bo patrzeć na sprawę w kategoriach spójności polityki gazowej i korzyści dla całej gospodarki kraju, a nie interesów poszczególnych firm. Jego zdaniem, jeżeli zgazowanie okaże się opłacalne, firmy chemiczne i PGNiG mogą szukać tu wspólnego interesu, z korzyścią dla wszystkich.

Biznes przede wszystkim
- Polityka nie powinna stać w poprzek relacjom biznesowym. Jeżeli gazyfikacja okaże się być korzystną, nie ma żadnych przeszkód, by w tym procesie było również zaangażowane PGNIG. Na dziś jeszcze o tym nie rozmawiamy, bo muszą być rozwiane wszelkie wątpliwości finansowe - uważa Żuk - jeśli jednak okaże się, że w perspektywie ciągłej gry ceną gazu, gazyfikacja węgla będzie opłacalna, to wówczas w wymiarze biznesowym zarządy firm chemicznych będą rozmawiać i z PGNiG, i z innymi inwestorami.

Żuk przyznaje, że gaz z węgla w perspektywie może być czynnikiem wzmacniającym bezpieczeństwo energetyczne kraju, jednak kluczowy będzie biznesowy aspekt przedsięwzięcia. Jeżeli opłacalność zgazowania będzie ponad wszelką wątpliwość dowiedziona, wówczas takie projekty nabiorą znaczenia również jako uzupełnienie napiętego bilansu gazowego kraju. Na razie zróbmy pierwszy krok - niech zarządy firm chemicznych, które zleciły wykonanie studiów wykonalności, pokażą nam, że to się biznesowo domyka - podkreśla wiceminister.

To się opłaca
Marek Ściążko z IPCHW nie ma wątpliwości, że zga-zowanie już dziś jest opłacalnym przedsięwzięciem.

- W przeliczeniu na wartość energetyczne węgiel jest dziś niemal dwa razy tańszy od gazu. Produkcja porównywalnej ilości wodoru z węgla jest co najmniej 20-30 proc. tańsza niż z uzyskanie go z gazu ziemnego. Owszem, ceny węgla też idą w górę, ale gaz drożeje jeszcze bardziej i szybciej. To stalą tendencja od wielu lat. Dlatego węgiel pozostanie konkurencyjny - przekonuje.

Eksperci podkreślają, że choć o zgazowaniu węgla najwięcej mówiło się w kontekście energetyki, nieprzypadkowo to właśnie firmy chemiczne są najbliższe realizacji konkretnych przedsięwzięć. Korzystanie ze zgazowanego węgla docelowo oznacza dla chemii mniejsze koszty, stabilne dostawy i większą niezależność od cenowych kaprysów dostawców. Dla energetyki inwestycje w zgazowanie to wciąż ryzyko większe od budowy nowych mocy, opartych na konwencjonalnych technologiach. Argument w postaci coraz bardziej restrykcyjnych norm ekologicznych na razie nie jest wiodący dla decyzji o inwestycjach.

Poligeneracja w Kędzierzynie
Wspólny projekt Zakładów Azotowych Kędzierzyn i Południowego Koncernu Energetycznego stara się łączyć interesy przemysłu chemicznego i energetyki. Efektem przedsięwzięcia ma być poligeneracja - instalacja wytwarzająca prąd, ciepło i gaz syntezowy dla zakładów azotowych; jej łączna moc to ponad 400 megawatów. Plan zakłada produkcję gazu w ilości wystarczającej do wytworzenia np. około pół miliona ton metanolu. To więcej niż całe krajowe zużycie (320-340 tys. ton), dziś w całości pochodzące z importu.

O ile zakłady z Puław nie ukrywają, że rozważając zgazowanie węgla dążą do dywersyfikacji surowcowej, o tyle przedstawiciele Kędzierzyna zastrzegają, że nie myślą - przynajmniej na razie - o zastąpieniu gazu dostarczanego przez PGNiG gazem z węgla.
- To dla nas projekt rozwojowy, dający szansę na nowy produkt. Warto przy tym pamiętać, że gaz z węgla byłby bezpieczniejszy, bo węgiel jest mniej narażony na wahania cenowe i podażowe - mówi przedstawiciel kierownictwa zakładów. Anonimowo, bo przygotowująca się do giełdowego debiutu firma na razie nie chce zbytnio chwalić się swoimi zamierzeniami.

Dla PKE kędzierzyńska poligeneracja może być pierwszym projektem, w którym produkcja energii oparta będzie na jednej z tzw. czystych technologii węglowych. Czystych, czyli radykalnie obniżających emisję dwutlenku węgla. W Polsce do 2020 roku trzeba zmodernizować praktycznie trzecią część krajowej energetyki i wybudować podobną ilość nowych mocy produkcyjnych. Jest niemal pewne, że za kilkanaście lat wszystkie nowe jednostki będą musiały dysponować instalacjami usuwania dwutlenku węgla. Eksperci przekonują, że w instalacjach zgazowania jest to znacznie prostsze i tańsze, niż gdyby urządzenia wychwytujące C02 instalować na klasycznych blokach energetycznych.

Ostrożna energetyka
Firmy energetyczne jeszcze bardziej ostrożnie r... chemia podchodzą do inwestycji w zgazowanie węgla Trudno oczekiwać, że zapadną decyzje o budowie blo ków energetycznych na gaz syntezowy, jeżeli energetyka nie odczuje przymusu ekonomicznego. Tym, co z cala pewnością zaważy na energetycznym wykorzystaniu technologii zgazowania, będą unijne dyrektywy dotyczące obligatoryjnego stosowania technologii CCS, czyli wychwytywania i magazynowania dwutlenku węgla. Wszystko wskazuje na to, że jesienią Parlament Europejski uchwali nowe prawo.
Jeżeli przyjęte będą dotychczasowe propozycje, po 2015 roku pozwolenie na budowę nowego bloku ener getycznego będzie uzależnione od jego przygotowania do stosowania CCS, po w 2020 roku nie będzie mogła powstać żadna elektrownia bez CCS, a w 2025 roku stosowne instalacje będą musiały mieć wszystkie blok: powyżej 120 megawatów elektrycznych i 300 cieplnych. Ponieważ średni cykl inwestycyjny w energetyce to osiem lat, o inwestycjach trzeba myśleć już dziś.

- Dla energetyki jest dziś swoisty okres przejściowy - jeszcze nie wiadomo, jakie będą szczegółowe regułach ekologiczne, ale wiadomo, w jakim kierunku pójdą. To dobry czas, żeby zbudować instalacje zgazowann. w chemii, gdzie jest to opłacalne i obarczone stosunkou\\ niewielkim ryzykiem inwestycyjnym - namawia dyrektor Ściążko - tą drogą można w uzasadniony ekonomicznie sposób wprowadzić zgazowanie do Polski, pozysktu i wdrożyć technologie. Chemia na tym zarobi, a w przyszłości to przyda się również energetyce.

O ile jednak budowa samych instalacji zgazowania dla zakładów chemicznych może być realizowana na zasadach biznesowych (np. Puławy myślą o finansowa niu inwestycji ze środków własnych, kredytów, funduszy UE czy w ramach spółki celowej), o tyle inwestycje w zakresie CCS upominają się o wsparcie z publicznych środków. Takiej pomocy dla projektów w swoich krajach udzieliły już rządy Norwegii i Wielkiej Brytanii. W środowisku polskich energetyków coraz głośniej mówi się o tym, że również polski rząd powinien nie tylko deklarować, ale stworzyć konkretne mechanizmy wsparcia podobnych przedsięwzięć.

Decyzje o tym, czy firmy chemiczne zaangażują się w projekty zgazowania węgla, prawdopodobnie zapadną w przyszłym roku. Entuzjaści tego pomysłu cieszą się, że gdy projekty ruszą, czyste technologie węglowe przestaną być tylko niejasną ideą. Poprawi to klimat wokół węgla, a jednocześnie pokaże, że dla przemysłu istnieje opłacalna alternatywa wobec rosyjskiego gazu. Sceptycy wskazują, że właśnie ten ostatni argument może pogrzebać te projekty jeszcze na etapie analiz. Chyba, że strony znajdą w ich realizacji wspólny interes.

- Najbardziej wskazane byłoby, aby także główni dostawcy gazu zaangażowali się czyste technologie węglowe, oparte na zgazowaniu. Dziś są statycznymi graczami, którzy bazują tylko na różnicach cenowych. Oczywiście, łatwiej zarabiać na marży niż na ryzykownych działaniach. Ale gaz z węgla może być także ich biznesowym interesem - uważa Marek Ściążko. Gazowi potentaci na razie pozostawiają te opinie bez odpowiedzi.

Tekst: Marek Błoński
Autor jest dziennikarzem Polskiej Agencji Prasowej


MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wiemy, ile w piątek zapłacisz za benzynę. Będzie taniej

W piątek litr benzyny 95 ma kosztować nie więcej niż 5,95 zł, benzyny 98 - 6,65 zł, a diesla - 6,12 zł - wynika z czwartkowego obwieszczenia Ministra Energii. Oznacza to, że ceny maksymalne obu rodzajów benzyny będą niższe niż w czwartek, a cena diesla będzie wyższa.

JSW Koks podlicza trzy dekady certyfikowanych standardów zarządzania

W 2026 roku przypada 30-lecie certyfikacji Systemu Zarządzania Jakością w JSW Koks oraz 15-lecie certyfikacji Systemu Zarządzania Energią. Wieloletnie utrzymywanie certyfikowanych systemów zarządzania oraz ich regularna recertyfikacja potwierdzają zgodność funkcjonowania spółki z międzynarodowymi normami oraz zachowanie najwyższych standardów zarządzania - podkreśla JSW Koks.

Europa ma kłopoty. Upały paraliżują gospodarkę i system energetyczny. Ratuje nas węgiel

Czerwiec 2026 przyniósł falę upałów, jakiej nie notowano w Europie od początku pomiarów. Temperatury biją rekordy od Londynu po Rzym, a wraz z nimi rosną rachunki za prąd, liczba ofiar i ryzyko blackoutów. To już nie jest „anomalia pogodowa”. To test wytrzymałości dla unijnej infrastruktury. Czy go zdamy?

Tramwaje Śląskie starają się o odblokowanie 450 mln zł wsparcia z UE

Tramwaje Śląskie starają się o odblokowanie 450 mln zł wsparcia z UE - poinformował p.o. prezesa spółki Krzysztof Mikuła. Pieniądze zablokowano w zw. ze śledztwem ws. podejrzeń o oszustwa i korupcję podczas przetargów dotyczących infrastruktury tramwajowej w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.