Wciąż więcej przypuszczeń niż pewników w sprawie przyczyn
– Pierwsza grupa, tzw. pomiarowa, składała się głównie z naukowców z gigowskiej Kopalni Doświadczalnej „Barbara”. Jej rolą było pobranie próbek skał, pyłu i składu powietrza. W kilka godzin po niej, na poziom 1050 zjechali specjaliści z zakresu górnictwa i energomaszynowcy. Ich zadaniem było przede wszystkim poszukiwanie miejsca zapłonu metanu i powodującego go inicjału. Tego nie udało się dotąd precyzyjnie ustalić. Dokładnie został natomiast wyznaczony zasięg wybuchu. Dotychczasowe oględziny pozwalają już stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że w rejonie ściany doszło do zapalenia i wybuchu metanu. O tym drugim świadczą stwierdzone skutki, czyli m. in. wygięcie drzwi tam wentylacyjnych i stopień zniszczenia obudowy wyrobiska – powiedział Krzysztof Król, rzecznik prasowy Wyższego Urzędu Górniczego.
Ponad wszelką wątpliwość zostało też stwierdzone, że czujniki metanometrii były zabudowane zgodnie z obowiązującymi przepisami i technicznym projektem prowadzenia ściany. Członkowie komisji ustalili, że w rejonie katastrofy konieczna likwidacja chodników przyścianowych nie nadążała za postępem ściany. Były rozbieżności między pozostawionymi odcinkami a technicznym projektem prowadzenia ściany.
– W przypadku chodnika – u wylotu ściany ten niezlikwidowany odcinek wynosił około 8 metrów zamiast 2. Natomiast przy wlocie pozostało około 12 metrów zamiast 6. Istniała zatem większa możliwość gromadzenia się w tych przestrzeniach metanu – informował rzecznik. – Obecnie nie można jednak definitywnie przesądzić, czy to przyczyniło się do wybuchu.
Rzecznik WUG-u wzbraniał się też przed wygłaszaniem kategorycznych sądów, co do nadmiernej ilości pracowników w rejonie katastrofy.